O blogu

Wpisy sprzed października 2011 pochodzą z wcześniejszego bloga Oczekując Maleństwa. Nadal w trakcie przenoszenia.

środa, 23 maja 2012

Mama papa

Mikołaj od poniedziałku chodzi do żłobka. Właściwie to go odprowadzam i hrabia siedzi w wózku, ale przekaz ten sam - nie ma szkraba w domu. Pierwszego dnia czuwałam w pobliżu z komórką w ręku i co chwilę zerkałam czy aby nikt nie dzwoni, że płacze czy coś innego się stało. Odebrałam go po 3,5 godziny i co widzę? Dziecko zadowolone, zero przejęcia, że mamy nie było, bawi się z dziećmi. Jak mnie zobaczył to uśmiech i pach po piłę i bawimy się, nie ma, że chce iść, czy o mama jest, a jej nie było. Nic, zero przejęcia. A ja jak głupia zestresowana, ehhh.
Wczoraj został dłużej - całe 5 godzin, tym razem odczułam, że go nie ma, załatwiłam ogrom spraw w urzędach, poprawiłam kilka stron tekstu i zrobiłam kilka kartek quillingiem ;) Do tego pranie, obiad - szok, jak wszystko szybko bez malucha da się zrobić, a jeszcze od tego musicie godzinę na dojazdy odliczyć i kawę z sąsiadką :) Jak go odprowadzałam został przywitany uściskiem dziewczynki i "Mikołaj!". Szok :D

środa, 16 maja 2012

Metryczka dla Mikołaja

Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam dawno temu, że wyszywam metryczkę dla Bąbla? W końcu ją skończyłam, za dużo rzeczy mnie od niej oderwało, ale udało się ;) Szybciej mi idą hafty na zamówienie, a dla siebie zawsze na końcu robię, grr... Teraz jeszcze tylko ramkę odpowiednią znaleźć, oprawić i powiesić na honorowym miejscu.
O zaległych wpisach pamiętam, ale ostatnio miałam dużo zleceń i mało czasu. Na szczęście/nieszczęście, teraz mam trochę luźniejszy okres, więc nadrobię. Zaraz sprawdzę co u Was. Pozdrawiam.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Wyspani i pełni nadziei

Przede wszystkim:
życzę wszystkim radosnych i spokojnych świąt 
spędzonych w zdrowiu i rodzinnym gronie :)

I spieszę donieść, że mój najwspanialszy 14-miesięczny Syn właśnie przespał trzecią noc! Bez pobudek, bez marudzenia :) Zasypia chwilę po 20 i budzi się przed 8 - niebo na ziemi :) Wyspaliśmy się po raz pierwszy od półtora roku. Mam wrażenie jakbym była na tygodniowym wypadzie w SPA ;) Kochany Szkrab.
Z nowości ma już 5 zębów, dwie dolne jedynki, dwie górne jedynki i górną lewą 2, która pokazała się przed 1, ale co tam. Śliczny Kasownik. M.in. w związku z nowym uzębieniem i dojrzałym wiekiem (oczywiście M., a nie moim) odstawiam powoli od piersi. O dziwo bez problemu i krzyku. Brak buntu również ze strony mojego organizmu. Na razie pozostaje jedno pocieszenie przy piersi, czyli jedna co 48 godzin. Myślę, że na dniach całkiem przestanę karmić. To był wspaniały czas i będzie mi tego odrobinę brakowało, ale mamy inne sposoby na bliskość - M. podchodzi i daje mi buzi :D przytula się, razem się bawimy, czytamy, jemy, broimy i wiele innych.
To tyle na szybko, więcej w tygodniu. Pozdrawiamy szczęśliwi, wyspani, najedzeni :) Polecam chlebki czosnkowe - szybkie i pyszne :) Poza tym na stole z moich wypieków sernik krakowski i pierwszy raz miałam okazję robić żurek - pycha :) Wiem skromna jestem, ale naprawdę świetnie wyszedł i musimy go częściej robić. A na honorowym miejscu stoi jajo karczochowe made by me ;) Dokładnie to, tylko na stojaku:
My już po spacerze, teraz idziemy się pobawić - pojeździć na jeździku, bo choć pogoda nieciekawa, to nie jest źle. Pozdrawiam

wtorek, 13 marca 2012

Zalatana

Witajcie, żyję i mam się dobrze, ale doba ma zdecydowanie za mało godzin :) Działalność, jajka i początek strony na FB (zapraszam do polubienia), a jeszcze www dla głównej działalności powinnam zrobić. Mikołaj rośnie i jest coraz wspanialszy, więcej umie, częściej się uśmiecha - o ile to możliwe - drepcze, tupta, chodzi i biega na okrągło :) Spacery to coraz mniej czasu w wózku, a więcej na nóżkach i zbieranie liści - wrzucanie ich do wózka, który uwolnił się od ocieplacza, a zyskał swój ochraniacz lżejszy, zanim się obejrzę będzie czas na parasolkę. A tak w związku ze słonecznymi - mam nadzieję - dniami, majówka nad morzem we dwoje, a mały u babci (niebezpiecznie blisko, więc pewnie kilka nocy z nami spędzi, bo się stęsknimy - kto zrozumie rodzica?) :)
Nadal ćwiczę - dzisiaj był basen - wspaniale się zrelaksowałam mimo pokonanych długości i zmęczenia, ale to świetne uczucie. O'K zmykam i pozdrawiam zaglądających i komentujących.

czwartek, 1 marca 2012

Joga i fit ball czyli zapał jest

O dziwo moja motywacja nie słabnie, a wręcz się nasila z każdą kolejną straconą kalorią :) Zaczynam się powoli uzależniać od sportu. W czwartek byłam ponownie na fitnessie. Tym razem nastawiłam się na rozciąganie, wzmocnienie mięśni i modelowanie. Planowałam grupowe zajęcia 20 minutowe "płaski brzuch". Ponieważ po nich nie byłam zmęczona - choć nie powiem w trakcie czułam mięśnie cały czas - poszłam na bieżnię. 20 minut marszu. Próbowałam czytać i niby się dało, ale średnio i przez to wolniej chodziłam, więc następnym razem zrezygnuję z tej formy umilacza, za to na rowerku nadal mam zamiar. Po 20 minutach uświadomiłam sobie, że zaraz będzie joga, a nigdy nie byłam i mnie strasznie kusiła. Z drugiej strony obawiałam się, że nie dam rady. Mimo wszystko zapytałam czy są jeszcze wolne miejsca, zapisałam się i godzinę ćwiczyłam. Jestem pozytywnie zaskoczona swoim stanem rozciągliwości, równowagi i wytrzymałości, ale zwały tłuszczu zdecydowanie sprawiały dyskomfort. Postanowienie raz w tygodniu modelowanie z rozciąganiem i wzmacnianiem, ale raz musi być spalanie tkanki tłuszczowej. W tym dzięki easy bike i wczorajszym ćwiczeniom udało się to zrealizować.

Podsumowując czwartek:
20 min "płaski brzuch"
20 min bieżnia
60 min joga
----------------------
100 minut ćwiczeń :) 

Dzięki ćwiczeniom i częściowej diecie waga spadła aż 1,7 kg w 14 dni - całkiem niezły wynik. Hormony się ustabilizowały, więc wysiłek powinien przynieść efekt.
Wczoraj byłam trzeci raz, bez wcześniejszych zapisów, ale były wolne miejsca, więc i zorganizowane zajęcia zaliczyłam. Najpierw rowerek, potem fit ball, a na zakończenie spacer/marsz na bieżni. 

Podsumowując środę:
rowerek poziomy - 30 min/170 kcal/11 km
“fit ball” - 60 min
bieżnia - 10 min/śr. pr. 5,3 km/h
--------------------------------
łącznie 100 min 

Jestem zadowolona :) Zapał nadal jest. Dłuższa przerwa była, bo mały trochę chorował i nie miałam jak wyjść, za to jutro ponownie idę, jeszcze nie wiem na co, ale na pewno coś się znajdzie :) Do wyboru zumba - ostatnio bardzo popularna,  stretching, albo typowa siłownia. Kusi mnie ścianka wspinaczkowa, ale najpierw trochę schudnę i wzmocnię mięśnie.

środa, 22 lutego 2012

Power Bike

Wczoraj byłam pierwszy raz (po ciąży) na organizowanym aerobicu - pomijam aquaAerobic i aquaBaby, na które systematycznie chodzimy. Na pierwszy raz wybrałam Easy Bike, bo niby jest łatwy, ale kurcze nie wiem dla kogo :) Na pewno nie na pierwszy raz, za dużo podjazdów i jazdy nad siodełkiem, ile razy siedzieliśmy to bez względu na obciążenie się nie męczyłam, ale te podjazdy nad siodełkiem, obniżenia, pozycje trzymania kierownicy - wow! Dały w kość, ale wspaniale się po nich czuję :D Takie przyjemne zmęczenie. Myślę, że po 2-3 zajęciach powinnam już cały program spokojnie jechać.
Po godzinie na rowerze w zmiennym tempie, przy muzyce i w zaciemnieniu poszłam na stepper skrętny i w sumie się cieszę, że go jednak nie kupiłam, bo po 5 minutach mi się znudziło. Wybrałam  bieżnię i na pożegnanie tego dnia przemaszerowałam 15 minut z pochyleniem do 5% i prędkością 5-6 km/h. Czyli spokojnie, ale kalorie spalone są :) A zawsze trochę więcej ćwiczeń. Prysznic i do domu.

Muszę zdecydowanie częściej chodzić. Z T. mamy umowę, że mam 2 wieczory w tygodniu dla siebie, a on zostaje z M. i mam zamiar je wykorzystać właśnie na aerobic. Raz coś organizowanego typu power bike, zumba, joga itp., a drugi bieżnia, orbitrek i może siłownia typowa. Na razie mam karnet na 10 wejść do wykorzystania w 2 miesiące, ale chyba zmienię na ten miesięczny bez limitu wejść. Tylko żebym miała więcej wolnego czasu... ale to jeszcze zobaczymy jak mój zapał po kilku tygodniach będzie wyglądał ;)
Na razie chcę spróbować różnych ćwiczeń i wybrać coś dla siebie. Zapisałam się już na płaski brzuch, fit ball i taniec brzucha :) Ponieważ np. ćwiczenia na brzuch trwają około 20 minut, to na pewno jeszcze z bieżni, albo orbitreka skorzystam. Wejścia są tak długie jak chcę a nie np. godzinne, czyli mogę pójść na jogę i potem poćwiczyć jeszcze czy inne kombinacje stosować. Wczoraj widziałam dziewczynę czytającą na rowerku stacjonarnym chyba z półtorej godziny, takim poziomym,  z wygodnym oparciem - muszę spróbować.
Czyli podsumowując wtorek:
godzina power bike i 20 minut steper/bieżnia :) Nie jest źle, dzisiaj nawet zakwasów nie mam. Polecam wszystkim!

piątek, 3 lutego 2012

Klocki

Stało się to co przewidywałam od dawna. T. przyniósł do domu wiaderko klocków :) Mikołaj szaleje. Wszystko zaczęło się od wyjścia do znajomych. Tam układaliśmy klocki Duplo z dzieciakami i M. był zachwycony. Bawił się sam w przekładanie z pudełka do pudełka albo rozbrajał dzieła innych. Mama/babcia na wieść o tym zapowiedziała, że zacznie kolekcjonować w formie prezentów Duplo i pierwsze Bąbel dostanie już na roczek, czyli za jakiś tydzień, ale T. nie wytrzymał i tym sposobem dzisiejszy wieczór to przekładanie, układanie, rozwalanie i tak w kółko. Oczywiście i mnie to nie ominęło, bo klocki, puzzle i wszystkie tego typu uwielbiam.  T. też, więc M. nie mogło to ominąć, ma to we krwi :D

czwartek, 26 stycznia 2012

Mam swoją szafę :)

Pamiętacie jak pisałam w poście o zabezpieczeniach do szafy, że M. otwiera szafę T. i "robi porządki"? Po ostatnich przemeblowaniach komodę z jego ubrankami zastąpiła szafka. Zadowolony podchodzi i otwiera - widzi swoje ciuszki  - uśmiech i patrzy na mnie, na szafę, na mnie, na ciuszki - większy uśmiech. Zamyka. Odchodzi. Wraca, otwiera, zamyka. Odchodzi i wraca. Wyjął bluzkę i rajstopy, sygnał, że czas wyskoczyć z piżam :) Genialny jest, cudowny i kocham go z każdym dniem coraz bardziej. 
To jego bieganie po domu, bo prędkość osiąga kosmiczną! Przenoszenie konika, na którym powinien raczej siadać, choć i buja się ślicznie, a właściwie podskakuje, przynoszenie zabawek i "da" [daj=proszę;)] uśmiech i powrót po nie lub kolejna porcja. "Tata ta ta ta" na dźwięk domofonu i widok T. lub błędnie... listonosza, ale szybko się speszony przytula do mnie. Przekładanie klocków z jednego pudełka do drugiego, z jednej strony na drugą.
Uśmiech, radość jaką wnosi. Jest wspaniały, ale jak szybko rośnie, zmienia się... jak zatrzymać czas?

środa, 25 stycznia 2012

Dziecko w drodze

czyli spóźniony (a obiecany) opis drogi na święta - wiem, że już miesiąc minął, ale dużo się działo. Będziemy mieli większe mieszkanie! Nadal nie mogę w to uwierzyć :) Ale do rzeczy...
Część pierwsza wyprawy pociągiem do mamy niestety przypadła na szczyt wirusówki M. Pierwszej i niespodziewanej, choć po przebojach T. można się było w sumie tego spodziewać. Generalnie do przyjemnych nie należała, ale pociągów nie skreślamy, bo mały lubi nimi jeździć. Może pochodzić, zasnąć spokojnie na ramionach moich, T. lub swoim kocyku rozścielonym na siedzeniu. I bardzo ważne - przedział dla matki z dzieckiem :) Jest miejsce przeważnie, choć nie we wszystkich pociągach są.
Wyjazd na wielkie biesiadowanie to ponad 4, a właściwie 5 godzin samochodem. Wyobrażacie sobie małe, żywe, wiecznie biegające dziecko siedzące spokojnie w samochodowym foteliku? Właśnie... Zaczynam się przychylać do stwierdzenia znajomego, że na wyjazdy z dziećmi, które siedzą w zajmującym sporo miejsca foteliku i potrzebują wózka potrzebne są samochody rodzinne. My jechaliśmy zwykłym, skądinąd genialnym autem i to obładowani prezentami, jedzeniem, zabawkami itd., więc wózek został w domu. Obawialiśmy się dodatkowo tej drogi, bo M. dopiero wyzdrowiał, ale wyjścia nie było.
Zastosowaliśmy kilka prostych zasad, które szczególnie przy długich trasach się przydają (jak znacie więcej/inne to proszę napiszcie w komentarzach, każda myśl może być zbawienna :)).
Godzinę wyjazd dopasowaliśmy na tyle ile się dało do rytmu dnia Szkraba, czyli w czasie jego dziennej drzemki (im dłużej śpi, tym dłuższy fragment trasy mija w ciszy i spokoju z pięknym widokiem drzemiącego synka...). Może jeszcze lepszą opcją byłby przejazd nocny, ale niestety ta opcja u nas była niemożliwa. Przed wyjazdem zabawa i zabawa by się wybrykał i zmęczył. Po pierwsze będzie dłużej spał, a po drugie nie będzie mu aż tak brakowało ruchu, bo część dziennej dawki energii zużyje :)
Wygodny, bezpieczny, dopasowany do wieku i wagi dziecka fotelik samochodowy! I tu proponuję poczytać, popytać znajomych, obejrzeć filmy z testów, sprawdzić wszelkie możliwe. Wiem, że są też takie rozkładane do drzemki, sama nie mam, więc się nie wypowiem, ale koleżanka wozi dziecko i jest zadowolona. Ważne są też "przydasie", czyli picie, jedzenie, higieniczne sprawy (pieluchy, chusteczki, śliniak/tetra, coś do podłożenia by przebrać itd., itp). Latem i w czasie śniegu przydaje się przesłonka na okno, by słońce nie raziło, podobnie w nocy. Do tego zabawki i głowa pełna pomysłów plus nieograniczone pokłady cierpliwości :) U nas się też sprawdza metoda zwana "mama jedzie z tyłu"... Mimo genialnego kontaktu T. z Bąblem i tak łatwiej mi go uspokoić, stety/niestety.
Zaplanować przerwy i postoje (raczej nie wypadną dokładnie tak jak byśmy chcieli i małe samochody mają jeden z nielicznych plusów w rodzinnych wyjazdach - wcisną się w jedyne wolne miejsce w mieście lub koło sklepu potrzebne na już - przetestowałam z płaczącym/wyjącym M. ;)). Przy długiej trasie nie ma szans by bez zmiany pieluchy, jedzenia czy chwili na rozprostowanie nóg się obyło. Nie i koniec. Lepiej się na to wcześniej nastawić, żeby potem nie pędzić i się nie denerwować, bo czas goni. 
I uwaga teoretycznie oczywista typu: zero latających małych obiektów w samochodzie czy czegoś za dzieckiem, co może na niego spaść. Pamiętajcie, że dzieci tylko pozornie mają krótkie rączki ale daleko nimi sięgają :) czyli np. blokada drzwi i okien z tyłu u malucha.
***
Wpis sponsorowany.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...