Mój Syn go uwielbia i nie tylko on.
Powoli normuje mu się cykl dnia. Noce ślicznie przesypia, rano zawsze
marudzi do ok 14 nawet, a potem znowu dziecko anioł :) W tym czasie
niepokoju uwielbia kontakt, jest amatorem noszenia przez tatę i leżenia
na mojej piersi/ramieniu po jedzeniu, oczywiście uwielbia jeść, ale to
chyba normalne, poza tym lubi spać koło mnie, wtedy zasypia, a jak
próbujemy go przenieść do łóżeczka, to wszystko ładnie pięknie, ale przy
pobudce krzyk i jakby miał koszmary, dlatego wolę z nim leżeć czytając
książki, wtedy wystarczy go pogłaskać, przytulić, zaśpiewać i dalej śpi
uspokojony obecnością mamy - jakie to wspaniałe słowo... Cały czas do
niego coś mówimy, choćby rzeczy prozaiczne, bo liczy się głos i ton, a
nie słowa.
Poznajemy się z każdym dniem lepiej,
bywają chwile ciężkie, ale jeden uśmiech i się o nich zapomina. Na
spacerze grzecznie śpi, niestety ze względu na niskie temperatury nie
wychodzimy codziennie, a jedynie przy znośnej pogodzie. Powoli dochodzę
do siebie. Już normalnie się poruszam, jedynie na schodach uważam. Mogę
właściwie robić wszystko, nawet ostatnio znalazłam czas i piekłam batoniki owsiane - chyba się od nich uzależniłam, muffiny dla mamy i domową pizzę.
Muszę jeszcze ograniczyć noszenie Mikołaja, ale jakoś daję radę dzięki
mężowi, a w przyszłym tygodniu powinno być już dobrze (od wtorku test,
bo zostaję sama z Małym od 6 do 18 i tak pięć dni w tygodniu).