Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poród. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2013

Poród

W czwartek pisałam, że nic się nie dzieje. Podobnie w piątek na KTG jakieś słabe skurcze jedynie rejestrowało, ale już popołudniu czułam się dziwnie. Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć dlaczego, ale inaczej, jakbym się do czegoś szykowała. W sobotę i niedzielę zaczęło mnie "czyścić". W ramach relaksu w sobotę zrobiłam jeszcze kilka kartek ślubnych, a w niedzielę odwiedziła nas siostra z narzeczonym i już jej mówiłam, że mam wrażenie, że dzisiaj lub jutro urodzę. Trafili na ostatni dzień ciąży i mogli podziwiać brzuch olbrzymich rozmiarów ;) Jak się w poniedziałek okazało, miałam co nosić.
Około 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek zaczęły się pierwsze skurcze, które już zaczęłam zapisywać. Były regularne co 10 minut, a po kilku już co 7. Nie budziłam Tomka, ale sprawdziłam jeszcze raz czy mam wszystko w torbie, zrobiłam sobie herbatę. O czwartej miałam już skurcze co 5 minut, wzięłam prysznic na zasadzie jak przepowiadające, to przejdą, a jak nie, to przynajmniej odświeżona pojadę na porodówkę. Oczywiście nie zmalały, a stały się wręcz bardziej bolesne i częstsze co 3-4 minuty. Wiem, że teoretycznie przy regularnych co 10 powinnam już się zbierać i jechać, ale miałam wrażenie, że to jeszcze trochę potrwa i wolałam być w domu. Obudziłam Tomka, zrobiliśmy kilka zdjęć na pożegnanie brzucha ;) Tak o czwartej w nocy przyjmowałam śmieszne pozycje i miałam głupawkę, ale ja tak reaguję na stres i ból. Cały czas się zastanawiałam czy już jechać, czy jeszcze poczekać, nie chciałam być za wcześnie, ale że to drugi poród, nie chciałam też ryzykować, że będę za późno. Męża jeszcze odesłałam, by wypoczął, a sama dzielnie spacerowałam po mieszkaniu. Przed szóstą ostatecznie się przebrałam i Tomek zadzwonił po taksówkę.

środa, 23 lutego 2011

Poród

Dzisiaj minęły dwa tygodnie od porodu. Może już czas go opisać? Tylko kiedy się wszystko zaczęło? Do szpitala miałam się zgłosić w piątek 4 lutego, co jest dziwne, bo w weekend i tak nic się nie dzieje, ale cóż. Miałam usg, wszystko z M było dobrze, nadal rósł w zastraszającym tempie, ale to we wcześniejszych SMS-owych wpisach już jest. Sobota i niedziela to czas stagnacji i czekania na poniedziałek. Choć nie do końca, bo w niedzielę dzięki mężowi udałam się na mikro dezercję. Przyniósł mi ubranie i w przerwie między badaniem tętna płodu (co 2 godziny) wybraliśmy się na spacerek po parku koło szpitala korzystając z ładnej pogody. Wróciłam po nim na oddział i czułam się jakbym spędziła tydzień w spa a nie godzinę "na zewnątrz".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...