Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druga ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druga ciąża. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2013

Poród

W czwartek pisałam, że nic się nie dzieje. Podobnie w piątek na KTG jakieś słabe skurcze jedynie rejestrowało, ale już popołudniu czułam się dziwnie. Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć dlaczego, ale inaczej, jakbym się do czegoś szykowała. W sobotę i niedzielę zaczęło mnie "czyścić". W ramach relaksu w sobotę zrobiłam jeszcze kilka kartek ślubnych, a w niedzielę odwiedziła nas siostra z narzeczonym i już jej mówiłam, że mam wrażenie, że dzisiaj lub jutro urodzę. Trafili na ostatni dzień ciąży i mogli podziwiać brzuch olbrzymich rozmiarów ;) Jak się w poniedziałek okazało, miałam co nosić.
Około 2 w nocy z niedzieli na poniedziałek zaczęły się pierwsze skurcze, które już zaczęłam zapisywać. Były regularne co 10 minut, a po kilku już co 7. Nie budziłam Tomka, ale sprawdziłam jeszcze raz czy mam wszystko w torbie, zrobiłam sobie herbatę. O czwartej miałam już skurcze co 5 minut, wzięłam prysznic na zasadzie jak przepowiadające, to przejdą, a jak nie, to przynajmniej odświeżona pojadę na porodówkę. Oczywiście nie zmalały, a stały się wręcz bardziej bolesne i częstsze co 3-4 minuty. Wiem, że teoretycznie przy regularnych co 10 powinnam już się zbierać i jechać, ale miałam wrażenie, że to jeszcze trochę potrwa i wolałam być w domu. Obudziłam Tomka, zrobiliśmy kilka zdjęć na pożegnanie brzucha ;) Tak o czwartej w nocy przyjmowałam śmieszne pozycje i miałam głupawkę, ale ja tak reaguję na stres i ból. Cały czas się zastanawiałam czy już jechać, czy jeszcze poczekać, nie chciałam być za wcześnie, ale że to drugi poród, nie chciałam też ryzykować, że będę za późno. Męża jeszcze odesłałam, by wypoczął, a sama dzielnie spacerowałam po mieszkaniu. Przed szóstą ostatecznie się przebrałam i Tomek zadzwonił po taksówkę.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Nadal nierozłączni

Tak tak, jeszcze jestem w ciąży ;) Dominikowi najwyraźniej jest u mnie dobrze i nigdzie mu się nie spieszy - to tak dla osób, które być może widząc kilkudniową przerwę w pojawianiu się postów zaczęły się zastanawiać, czy już nie jestem "po". Oczywiście nie mogę się doczekać porodu, chociaż napięcie i parcie na to by urodzić już dziś, zaraz odrobinę mi przeszło. Nadal po cichutku liczę na kwiecień, bo majówka w szpitalu mi się nie uśmiecha, ale zobaczymy jak wyjdzie. Dominik ślicznie się rusza, daje znać, że u niego OK. Jutro ktg kontrolne w szpitalu.
Staram się urozmaicać sobie te ostatnie dni, odpoczywać, ale nie leżeć, by jednak trochę Bąbla zachęcić do wyjścia. Wczoraj byłam u koleżanki na herbacie, trochę porozmawiałyśmy, Mikołaj bawił się z jej rocznym synkiem, a Tomek korzystając z odrobiny wolnego poszedł na mecz koszykówki. Wieczorem - o dziwo - oglądaliśmy mecz piłki nożnej i 4:1 robi wrażenie :) Praktycznie codziennie pochłaniam jakąś książkę, ostatnio wzięło mnie ponownie na Cobena. Chodzę na spacery.
Mikołaj nadal codziennie rano sprawdza czy braciszek się nie pojawił w łóżeczku w nocy, coraz więcej się tuli i o mnie dba po swojemu :) Kochany Brzdąc. Stara się być pomocny, wspaniale rano robi papa z buziakiem idąc do przedszkola, potem pomaga mi z obiadem, razem się bawimy na dworze, czytamy, chociaż też więcej zajmuje się nim mąż, bym się nie przemęczała... Nadal najwspanialej wygląda jak się śmieje i śpi - to się chyba nie zmieni jeszcze długo ;)
Tomek i rodzina na każdy mój telefon reagują podobnie, myśląc, że dzwonię, by powiedzieć, że się zaczęło lub urodziłam. A jak przypadkiem nie odbiorę jakiegoś, bo nie usłyszę, śpię, nie mogę, to po kilkunastu minutach na oddzwonienie panikują i dzwonią, jak nie do mnie, to do T, pytając czy na porodówce przypadkiem nie jestem - ehhh. Jeszcze mnie to nie denerwuje, ale dajce mi tydzień i zacznie ;)
Ogólnie wszystko u nas dobrze, ale to wyczekiwanie daje się odczuć. Najbardziej - poza chęcią zobaczenia i przytulenia Maluszka - przeszkadza mi to, że niczego nie można zaplanować, dalej wyjechać, bo nie wiadomo kiedy się zacznie. Staram się za bardzo tym nie ograniczać, ale jednak biorę to pod uwagę i np. nie pojadę do siostry pociągiem kilka godzin, bo istnieje ryzyko, że już tam urodzę, albo się zacznie i nie zdążę wrócić ;) Mimo wszystko humor mi dopisuje, chociaż odrobinę bardziej drażliwa na pewno jestem. Dobrze, że pogoda piękna, to aż się chce coś robić.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Jestem już duży - dzisiaj termin z OM

Czysto teoretycznie dzisiaj rodzę... Taaa, coś czuję, że ten duet przez jakiś czas jeszcze w tej formie potrwa. Chociaż to zdjęcie z 35 tygodnia, więc już odrobinę nieaktualne ;)
Odnośnie tytułu: dzisiaj byłam na wizycie i wg usg Dominik waży już 3955 g (ginekolog kilka razy pomiary robił i nie chce wyjść inaczej). Spokojnie można stwierdzić, że 4 kg i to już chyba u mnie norma ;) Nie przejmuję się tym bardzo, bo główka nie jest duża, a waga jest zasługą okrągłego brzuszka i długich nóżek. Wszystko w jak najlepszym porządku, wody, pępowina, ułożenie główką w dół, szyjka miękka i już praktycznie jej nie ma, za to rozwarcie 1,5 cm, czyli jak już się zaczną skurcze, to powinno pójść szybciej niż z Mikołajem - oby! A skurcze... no właśnie na ktg nadal cisza i spokój, ale zacząć się może właściwie w każdym momencie.
Plan na najbliższe dni: w piątek ktg, to samo w poniedziałek i jak nie urodzę, to szpital na majówkę, ale mam cichą nadzieję, że w tym tygodniu może już zobaczę Synka i przytulę.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Imieniny

Właśnie mi przyszło do głowy, że nie wiem, kiedy są imieniny Dominika i tak sprawdzam, a tu szok -  22 kwietnia ;) Czyli teoretycznie w dniu terminu, ale wcześniej tego nie zauważyłam nawet. Właściwie jest kilka razy i zawsze mam problem, które powinno się obchodzić. Teoretycznie te najbliżej po urodzinach, ale... Mikołaj ma 6 grudnia, a nie w lutym, bo i tak wszyscy by tak do niego dzwonili, podobnie ja mam w Dzień Babci, chociaż i wcześniej było kilka Agnieszek, czyli rodzice zdecydowali się na te najbardziej popularne/znane. Można po świętym wybrać i pewnie na tysiąc innych sposobów, np. by była jakaś odległość od urodzin, by świętować w różnych porach roku ;)
Ostatnio jestem jakaś nerwowa i mam zmienne nastroje. Z jednej strony pełno energii i robię generalne porządki (nawet piekarnik wyszorowałam, zamroziłam kilka dań, żeby po porodzie się nie wysilać, wywietrzyłam pościel, poprałam ochraniacz na nasze łóżko, pomyłam okna), czuję wiosnę, mogę wszystko, a z drugiej szybko można mnie rozdrażnić, mam dość, boję się, że będą jakieś problemy przy porodzie z Małym, dopada mnie wielki leń i mogłabym jedynie leżeć i czekać np. w wannie przy książce. Dzisiaj prawie już wybuchłam i dobrze, że poszłam na godzinny spacer do lasu, posłuchałam ptaków, dotleniłam się, odrobinę zmęczyłam, bo od razu mi lepiej. Widocznie musiałam się wyrwać z mieszkania i pobyć ze sobą sam na sam - nawet Dominik grzecznie nie kopał i dał mamie zapomnieć o wszystkim.
Do terminu 8 dni, ale to odliczanie ma średni sens, bo pewnie pojawi się później - taki mój urok. Więc może inaczej, jutro KTG, za tydzień wizyta z USG, jakoś lepiej brzmi i mniej ostatecznie :)

piątek, 12 kwietnia 2013

Jednak w domu

Odesłali mnie do domu mimo skierowania, bo akurat zapis w szpitalu był książkowy, mają mało wolnych miejsc, zbliża się weekend i mam blisko, więc jak coś podjadę... Mam się w poniedziałek na ponowne ktg zgłosić, chyba, że wcześniej coś mnie zaniepokoi. Ogólnie nie dziwi mnie prawidłowy zapis, bo spadki tętna Dominik miał podczas skurczy, a tu był zapis bez nich, więc tak naprawdę sytuacja nie została wyjaśniona. Trochę mnie to martwi, bo co będzie przy skurczach porodowych?
Nie ukrywam, że wolę spać u siebie, mając blisko męża i synka, ale czułabym się pewniej, gdybym wiedziała, że wszystko jest w porządku. Może w poniedziałek się coś wyjaśni. Kolejna wizyta z usg 22 kwietnia, czyli w dniu terminu. Ciekawe czy do niej dotrwam - na razie wszystko wskazuje na to, że tak, chyba, że jednak ponownie na ktg coś wyjdzie i mi podadzą oksytocynę, by to sprawdzić. Zobaczymy. Z pozytywów: sprawdziłam drogę do szpitala, poznałam rozkład itp., będę wiedziała gdzie jadę rodzić, a nie w nieznane, to zawsze lepiej.
Za to mąż ma zdecydowanie wyjątkowe 30 urodziny... Jakoś później mu to wynagrodzę. Dobrze, że wcześniej spakowałam prezent (zestaw sportowy do biegania), bo bardzo się spodobał i przynajmniej coś z świętowania było. 
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim wpisem. Mam nadzieję, że kolejny wyjazd do szpitala zakończy się powrotem ze zdrowym Dominikiem.

Do szpitala

Mam nieprawidłowe KTG i muszę być pod obserwacją, więc jadę do szpitala. Odezwę się po powrocie - nie mam pojęcia kiedy.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Mija czas... Zajawka z sesji ciążowej

Do terminu porodu zostały niecałe 2 tygodnie...
To zdjęcie (z ok. 35 tygodnia ciąży) zawsze mi przypomina o tym, że zegar tyka i choć na razie wszystko się uspokoiło, to tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy Dominik się pojawi. Nie możemy się już doczekać. Wyjątkowo też podoba mi się na nim nasz kolor ścian w sypialni. Uwielbiam fiolety :) 
Na wczorajszej wizycie ogólnie wszystko dobrze. Niestety bez usg, ale Mały teoretycznie około 3,2-3,3 kg waży. Wg ginekologa powinnam dotrwać do wizyty za dwa tygodnie. Dominik jest donoszony, więc - w końcu -  nie muszę się oszczędzać i wczoraj zafundowałam sobie długi spacer. Podobnie dzisiaj i od razu poczułam wiosnę w powietrzu :)

piątek, 5 kwietnia 2013

Kącik Dominika

Czasami mam wrażenie, że Dominika najbardziej wyczekuje Mikołaj. Odkąd przynieśliśmy łóżeczko pokazuje, że tu będzie spał braciszek. Podzielił się też misiem. Zamontowaliśmy już na nim przewijak i Bąbel od razu skojarzył, że tam się zmienia pieluchy. Leci do szafy i czasami przynosi całą paczkę jedynek, a potem do swojego pokoju po chusteczki. Przynajmniej trzy razy dziennie podchodzi do leżaczka, delikatnie buja, pokazuje na mój brzuch i uroczyście stwierdza, że Dominik powinien już w nim być i to on będzie go kołysał. Potrafi też przed wyjściem do przedszkola dać buziaka małemu i robi papa, przytula się. Najbardziej mnie zdziwił jak podszedł do mnie, objął brzuch i zaczął nawoływać: „Minik! Dominik!” - nie wiem czy to coś zadziała, ale ja bym była ciekawa kto do mnie tak krzyczy i na mnie czeka. Mam nadzieję, że na noworodka będzie równie pozytywnie reagował. Obok łóżeczka jest regalik na przydatne przy przebieraniu rzeczy typu: woda, myjki lub chusteczki, pieluchy lub otulacze i wkłady, zmiana ubranek, krem, może jakaś grzechotka do odwrócenia uwagi itp. 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Kwiecień

Teoretycznie to miesiąc, w którym urodzę... Kiedy to minęło? Termin z OM mam na 22 kwietnia, czyli za 3 tygodnie, przecież to za chwilę, już, zaraz i minie nim się zorientuję. Z wczesnego usg plus 15 dni, ale to i tak niewiele czasu zostało. Szczególnie przy założeniu, że od daty porodu +/- dwa tygodnie to poród o czasie. Kolejną wizytę mam 8 kwietnia i tak się zastanawiam czy to już będzie ostatnia czy jeszcze nie. 
W końcu poprałam ubranka, poprasowałam i czekają posegregowane, poukładane w szafie na Dominika. Spakowałam też torbę do szpitala - nadal nie mogę uwierzyć, że tyle tego wyszło, ale pytałam na oddziale i sugerują wzięcie praktycznie wszystkiego dla siebie i malucha, co sprawia, że lista do zabrania się zdecydowanie wydłuża. O tym w osobnym wpisie, bo może komuś się przydadzą takie informacje. Łóżeczko już stoi w naszej sypialni i podobnie jak przy pierwszej ciąży przyciąga :) Nawet Mikołaj oddał już misia dla "Minika" i teraz czeka na pojawienie się brata.
Wszystko jest przygotowane. Tylko z nieznanych przyczyn, gdy dowiedziałam się o ciąży byłam przekonana, że urodzę jak będzie ciepło, ominie mnie noszenie kurtek w dziewiątym miesiącu, a do domu po porodzie wrócimy bez kombinezonów, jedynie w cieplejszym ubranku. Pogoda zaskoczyła, święta białe, Mikołaj właśnie szaleje na sankach. Jeszcze trochę czasu zostało, więc może te pierwsze spacery nie będą poprzedzone ubieraniem tysiąca warstw - zobaczymy.

czwartek, 21 marca 2013

Żyjemy i ponownie wiadomości w skrócie

Ostatnio na blogu cisza mimo moich najlepszych chęci i wielu wydarzeń. Niestety jak nie ja, to Mikołaj chory i tak na zmianę. W tym tzw. międzyczasie:
  • byłam dwa razy na wizycie u ginekologa - w tym raz z usg i Dominik waży już orientacyjnie 2671 g. Poznałam też w końcu termin porodu z usg z 11 tygodnia - jak je robiłam jakaś miarka się zepsuła i mi nie podali - i tu szok 8 maja dopiero... a nie 22 kwietnia i niby tego późniejszego mam się trzymać, ale jakoś do mnie nie przemawia, szczególnie, że mały wymiarami na ten kwiecień pasuje... Zobaczymy kiedy się zdecyduje pokazać. Na kolejnej wizycie już KTG, a wcześniej pogadanka z położną
  • miałam sesję ciążową i nie mogę się doczekać efektów :) Robiła mi je znajoma fotograf w piątek i mogę spokojnie ją polecić dla osób z kujawsko-pomorskiego i pomorza (strona www), chociaż na razie jedynie za podejście do opornego obiektu pełnego kompleksów ;) Czułam się piękna i zmęczenie dopadło mnie dopiero długo po pozowaniu :D Mam też wrażenie, że zdjęcia powinny wyjść ciekawie. Nie kombinowałyśmy za wiele, ale kilka gadżetów się znalazło. Jak coś będę miała, to Wam pokażę

wtorek, 12 lutego 2013

Witajcie :)

Co robi Mikołaj na zdjęciu? Z rana wskoczył na zaspaną Mamę idącą do kuchni po kubek zbawiennej herbaty, dał buziaka, po czym stwierdził, że i Bratu się należy :) Nogami trzyma się już bardzo mocno, ale asekuracyjnie jeszcze ręka przy tym odchyleniu. Przy okazji częściowo widoczny brzuch w 31 tygodniu.
Już w piątek kolejne usg i Tomek po raz pierwszy będzie mógł też być obecny. Nie mogę się doczekać!

piątek, 1 lutego 2013

Lokum Malucha w 28 tygodniu

Rosnę i rosnę i tak jeszcze przez kilka tygodni będzie ;) W porównaniu ze zdjęciem z 12/13 tygodnia brzuszek jest duży. Na wadze nie jest tragicznie (+5 kg), ale jeszcze z 12 tygodni przybierania przede mną, więc się uzbiera pewnie. W tle nasza nowa łazienka ;) Zdjęcie robione wcześnie rano, więc włosy w kitę jeszcze. Oczywiście fotografa brak, więc widok z lustra. Ciekawe ile będę miała w obwodzie pod koniec?

wtorek, 22 stycznia 2013

Wieści ciążowe w skrócie

Komentarz Maryś uświadomił mi, że rzeczywiście dawno nic o ciąży nie pisałam. Wspominałam na FaceBooku, ale nie na blogu. Więc garść najważniejszych informacji w skrócie:
  • ostatnie USG miałam w piątek i Maluch już ważył ponad kilogram :) Jest piękny, a szyjka dobrze trzyma, więc przeprowadzką sobie nie zaszkodziłam
  • nadal jest chłopcem, co lubi pokazywać na każdym badaniu ;) 
  • często kopie, na tyle mocno, że spokojnie mąż i Mikołaj czują
  • teoretycznie do terminu porodu zostały równe 3 miesiące... jak ten czas ucieka...
  • brzuch coraz większy... umówiłam się też już z koleżanką na sesję zdjęciową pod koniec lutego - mam nadzieję, że będę wtedy na siłach pozować i w domu, a nie w szpitalu

czwartek, 22 listopada 2012

Czuję ruchy

Jeszcze pamiętam jakie emocje towarzyszyły temu odkryciu w pierwszej ciąży (więcej tu). Niezapomniane uczucie, wspaniałe i jak uspokajające, bo nie musiałam czekać na wizyty, by się dowiedzieć, że z Maleństwem wszystko dobrze - sam dawał o tym znać. Początkowo delikatnie, z upływem tygodni zdecydowanie mocniej i częściej. Pod koniec wspaniała była jego czkawka. Wcześniej nawet nie wiedziałam, że będę wstanie odczuć takie szczegóły. Wiązało się z tym też jakby ponowne odkrycie i upewnienie się, że jestem w ciąży. Brzmi to dziwnie, bo co tydzień sprawdzaliśmy jak się Maluch rozwija w internecie, czytaliśmy książki, były wizyty i usg, ale dopiero te ruchy uświadomiły mi, że to się nie dzieje gdzieś obok i nie dotyczy kogoś innego, a mnie, mojego ciała. To we mnie i dzięki mnie rozwijało się nowe życie.
Tym razem jest odrobinę inaczej. Wiedziałam czego się spodziewać i już wcześniej czasami czułam Synka, delikatne ruchy, ale wiedziałam, że te rewolucje, to moje Dziecko. Odczucie ulgi jest chyba nawet większe, bo i ta ciąża jest inna, przez chwilę nawet zagrożona, tym bardziej cenię każdy sygnał, że Mały nadal jest z nami, rusza się i kłopoty mamy aż tak go nie dotykają, choć niezauważone nie przechodzą. Już się nie mogę doczekać tego wiercenia, świadomości gdzie jest pupa, kolano... Odpowiedzi na dotyk, delikatne pukanie, dłoń męża. Jak będzie reagował na zaczepki Mikołaja? 

środa, 14 listopada 2012

Już w domu

Nie pisałam, bo byłam kilka dni w szpitalu. Miałam skurcze i skróciła mi się szyjka, ale przeszły i już w domu leżę. Biorę leki i odpoczywam... jeżeli tak leżenie można nazwać :) Ogólnie nie jest źle. We wtorek mam wizytę i dowiem się więcej. Tzn. czy wszystko wróciło do normy, czy jednak muszę na oddział wrócić.
Niby szpital nie jest zły, ale w domu nawet ta sama herbata smakuje inaczej - oczywiście lepiej. Cieszę się, że już jestem u siebie i mam nadzieję, że do porodu już nie będę musiała do szpitala wracać. 
Powoli brzuszek się pokazuje i od czasu do czasu chyba czuję ruchy Maleństwa, ale jeszcze nie jestem w stu procentach pewna czy to zawsze On. Już się nie mogę doczekać tego wspaniałego wiercenia :)

czwartek, 1 listopada 2012

Mam słonika!

Udało mi się wylicytować dla Mikołaja na aukcji charytatywnej dla Marcinka turkusowego słonika. Mam nadzieję, że małemu też się spodoba. Na zdjęciach autorki prezentuje się tak:
Jeżeli chciałybyście pomóc, to jeszcze jest wiele aukcji - o tu  :)
*****
Z wieści ciążowych: byłam na wizycie. USG będę miała na kolejnej, ale badanie tętna i przepływów było - wszystko jest dobrze, z szyjką też. Niestety z powodu wymiotów (wirusówka przyniesiona przez M) schudłam i mam napiętą macicę, więc mam jak najwięcej leżeć, brać witaminy i odpoczywać generalnie. Co robię i dostaję powoli świra, ale dam radę. Trochę poleżę, to może potem będę mogła normalnie już funkcjonować :)
Z tego powodu nie jedziemy nigdzie na groby, bo mamy wszędzie daleko. Po obiedzie za to wybieramy się na spacer na cmentarz postawić znicz pod krzyżem. Ten dzień zawsze sprawia, że dużo myślę, wspominam tych, którzy odeszli, szczególnie moich dziadków. Czas ta szybko mija, że trudno wręcz w to uwierzyć. No cóż nie smęcę więcej i wracam do "odpoczywania".

czwartek, 18 października 2012

Będzie miała Pani Syna!

Tak brzmiały pierwsze słowa ginekologa po włączeniu usg :) Trzeba przyznać, że Maluch wyjątkowo się wystawił do zdjęcia i praktycznie nie ma żadnych wątpliwości, że to chłopak. Dzisiaj zaniosłam wyniki mojej ginekolog i na podstawie zdjęć też od razu tak stwierdziła.
Poza tą wiekopomną wieścią dowiedziałam się, że Bąbel ma śliczną kość nosową i chwała mu za to, odpowiednią przezierność karkową, wszystkie niezbędne organy, a serce miarowo bije. Uff... ulga jest, szczególnie, że biorę antybiotyki i kaszlę jak jakiś gruźlik, więc się odrobinę obawiałam jak na to Potomek. A i nie zapomnijmy o istotnym pomiarze: długość główka-pupa 5.07 cm - kochany Wielkolud.
Rusza się jak jego starszy brat na tym etapie, czyli cały czas i szaleje sobie w najlepsze. Mam trzy zdjęcia, pierwsze - dowód na chłopca i głowa niewidoczna, na drugim główka po prawej, a na trzecim już po lewej a usg może z dwie minuty trwało :) 
Na koniec lokum Bohatera - jeszcze niewiele widać,  ale będzie do porównań.
Waga bez zmian, czyli 78 kg. I chyba weszliśmy w II trymestr, chyba, bo to zależy od książki i tego, jak się liczy tygodnie. U mnie wg cyklu druga połowa 14, wg usg początek 13. Tak czy inaczej jest dobrze.
Będę miała dwójkę Urwisów... :D Tylko teraz jakie imię dać? Czasu na zastanowienie jest jeszcze sporo.

poniedziałek, 15 października 2012

Pomoc dla Marcinka i aktualności

Witajcie,
ostatnio włączyłam się w pomoc dla dwuletniego Marcinka. Więcej informacji znajdziecie na blogu jego rodziców.
Jest też specjalna akcja dla rękodzielników. Można przekazać coś swojego na aukcję charytatywną, licytować, przesłać pieniądze bezpośrednio na konto fundacji, PayPayl itd. Każda kwota się liczy.
Zapraszam Was do:
  • przyłączenia się do wydarzenia na FaceBooku,
  • licytowania na allegro - są naprawdę śliczne przedmioty.
Na razie przekazałam bombkę karczoch, więc jeżeli się Wam podoba licytujcie. Będzie mi bardzo miło, że mogę w ten sposób pomóc Marcinkowi. Zdjęcie przenosi do aukcji.
Mam nadzieję, że się przyłączycie i razem pomożemy.


*****

Ostatnio mało piszę, bo jestem chora, dzisiaj po wizycie u lekarza L4 i antybiotyk. Gdybym się nie zdecydowała, groziło zapalenie płuc, więc wybrałam mniejsze zło. No i mam już powoli dosyć tych dolegliwości. W pierwszej ciąży też byłam chora, ale dopiero po 20 tygodniu jakoś, a teraz dopiero 12/14 tydzień...
W środę usg - mam nadzieję, że u Maluszka wszystko dobrze i nie przejmuje się tym, że mama osłabiona, chociaż kaszel na pewno nie jest dla niego/niej obojętny. Może jak się lepiej poczuję w końcu przeniosę wpisy z bloxa? Wypadałoby ;)

sobota, 15 września 2012

Bezsilność

Wraz z pojawieniem się na świecie Mikołaja często czuję się wyjątkowa, potrzebna, niezastąpiona, kobieca, kochana, silna. Czasami jednak zdarzają się chwile, gdy jestem bezsilna i boję się o niego. Dzisiejsza noc zalicza się do takich momentów mojego życia. Mały obudził się około 4 z płaczem, cały drżał z zimna, mimo że w pokoju było ciepło, a on był przykryty. Nie pomagało tulenie, noszenie, nie chciał niczego pić, ani mleka, ani wody. Nic. I cały czas się trząsł. W takich chwilach dociera do mnie jak mały i bezbronny jest, choć gdy biega i się śmieje wydaje się już taki duży i silny. Czułam się całkowicie bezradna. Nie wiedziałam jak mogę mu pomóc i to było straszne. Nie mówi, więc jedynie instynktownie mogliśmy zgadywać co się dzieje.

środa, 5 września 2012

Pierwsza wizyta u ginekologa

Pierwsza w tej ciąży, bo w ciąży już na 100% jestem. Tak jak się spodziewałam, jest odrobinę niższa (wcześniejsza) niż sugerowałby to termin ostatniej miesiączki, ale do tego zdążyłam się przyzwyczaić. Prawdopodobny termin porodu wg USG to początek maja. Zakładając optymistycznie, że wszystko dobrze się ułoży i nie będzie gorzej niż w pierwszej ciąży, powinnam spokojnie zdążyć z przeprowadzką w grudniu/styczniu jeszcze w miarę mobilnym stanie :) A pod koniec czerwca jako tako wyglądać na ślubie siostry. To jednak odległe plany. Na razie z radością patrzę na zdjęcie i kartę ciąży, tym razem fioletową, pierwsza była niebieska - akurat trafiona w płeć. Trochę się obawiam przepowiedni ginekologa, że skoro pierwsze dziecko było duże i rodziłam naturalnie, to i drugie może być spore, a mimo wszystko bez cięcia. Właściwie to cesarki nigdy nie chciałam, ale rodzenie ponownie 4350 g noworodka mi się średnio uśmiecha.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...