Chyba jeszcze tak długo żadnego wpisu nie pisałam. I nie chodzi o to, że tak długi jest, a o to, że mam bardzo mieszane wrażenia ze spotkania, próba odczytania zdjęć kończy się wspaniałym "błąd karty", wyjazd do mamy całkiem pomieszał mi rozkład dnia, do tego problemy z dostępem do internetu i jest jak jest, czyli późno.
Kilkadziesiąt osób prowadzących blogi, czasami z rodzinami spotkało się 24 maja w Park Hotelu. Na spotkanie czekałam od dłuższego czasu, Mikołaj też się szykował na "bydgoskie Woooow! Ahoy przygodo! Hasło na dziś: kulki!"... - dlaczego bydgoskie nie wiem, sam na to wpadł, albo Mąż coś przekręcił, a wow brzmiało w jego wydaniu niczym ryk lwa :) Było to zdecydowanie odmienne spotkanie, choćby ze względu na ilość osób i zaangażowanie dzieci od
poznańskich warsztatów. Jeżeli chodzi o organizację, nie mogę dziewczynom niczego zarzucić.
Paulina i
Martyna zajęły się wszystkim z dużym wyprzedzeniem, przez cały czas odpowiadały na ewentualne pytania i aktualizowały informacje na fb i blogu. Nie miały wpływu na to, że nie było animatorki, bo z powodów losowych nie mogła przyjechać, ani na to, że zamiast sama z Mikołajem lub całą czwórką, na spotkaniu byłam z dwójką maluchów, bo mąż miał wykład i nie mógł go przełożyć. W efekcie zgodnie z przewidywaniami Starszy od razu po przyjściu zaginął w kąciku zabaw w kulkach, klockach, zaabsorbowany nowymi kolegami i tylko zawitał na obiad, czasami na picie i na próbę wspólnego tańca. Za to Młodszy po pierwszym szoku spowodowanym nagłym zderzeniem z tyloma osobami, dziećmi i tym, że ktoś od wejścia mu robi zdjęcie stwierdził, że pora zwiedzać, poszukać brata, tego dotknąć, to zdjąć, tam pobiec, poszukać brata, napić się, wejść po schodkach, stanąć na górze, bo jak się schodzi, pobiec dalej, na ręce do mamy, a gdzie brat, a kto to, może się przytulę i bam na ziemię, o tam klocek...