Ostatnio na blogu cisza mimo moich najlepszych chęci i wielu wydarzeń. Niestety jak nie ja, to Mikołaj chory i tak na zmianę. W tym tzw. międzyczasie:
- byłam dwa razy na wizycie u ginekologa - w tym raz z usg i Dominik waży już orientacyjnie 2671 g. Poznałam też w końcu termin porodu z usg z 11 tygodnia - jak je robiłam jakaś miarka się zepsuła i mi nie podali - i tu szok 8 maja dopiero... a nie 22 kwietnia i niby tego późniejszego mam się trzymać, ale jakoś do mnie nie przemawia, szczególnie, że mały wymiarami na ten kwiecień pasuje... Zobaczymy kiedy się zdecyduje pokazać. Na kolejnej wizycie już KTG, a wcześniej pogadanka z położną
- miałam sesję ciążową i nie mogę się doczekać efektów :) Robiła mi je znajoma fotograf w piątek i mogę spokojnie ją polecić dla osób z kujawsko-pomorskiego i pomorza (strona www), chociaż na razie jedynie za podejście do opornego obiektu pełnego kompleksów ;) Czułam się piękna i zmęczenie dopadło mnie dopiero długo po pozowaniu :D Mam też wrażenie, że zdjęcia powinny wyjść ciekawie. Nie kombinowałyśmy za wiele, ale kilka gadżetów się znalazło. Jak coś będę miała, to Wam pokażę