Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwulatek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dwulatek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2013

Mały artysta - malowanie farbkami - nowa pasja

Pamiętacie jak Wam pokazywałam początek naszej zabawy z masą solną? Potem malowanie parasolki, szycie. Zainteresowanie malowaniem i farbkami trwa i właściwie nie ma dnia bez "Chcę malować farbkami". Doszedł do takiej wprawy, że zawsze podwija rękawki, odkręca/zakręca słoiczki, sam nalewa wodę, przygotowuje pędzle, czyści je między zmianą kolorów itd. Cieszy mnie to, bo teraz choroba nas uziemiła, a dzięki jego zainteresowaniom nie jest nudno :)
Zaczęło się od pomalowania solnych ozdób na choinkę. Początkowo tak skromnie, niepewnie. A co to? Po co? Jak? Mieszanie kolorów. Kupiłam jedynie mały zestaw z 6, więc trzeba było sobie radzić. Nie wiem dlaczego nie pomyślałam od razu o wersji super, hiper, mega, ale kto by przypuszczał, że aż tak mu się spodoba?

wtorek, 15 października 2013

Spacer po deszczu

Jesień, złote liście i deszcz ;) Była okazja do przetestowania parasolki w akcji i do skakania po kałużach niczym świnka Peppa, coś co mój Syn uwielbia. Dzisiaj głównie zdjęciowo :) Zaczynamy od wyjścia i oczywiście Mikołaj "Ja sam" otwiera bramkę.
Potem wszystkie kałuże trzeba zaliczyć w biegu, podskoku, z parasolką lub dla bezpieczeństwa bez ;) I z rozmysłem pozwalamy mu się zmoczyć, bo to krótki spacer, więc nie zdąży zmarznąć.

piątek, 11 października 2013

Kolorowy deszcz

Mikołaj dostał od mojej siostry parasolkę do kolorowania w wesołe rybki i prezent okazał się strzałem w dziesiątkę. Mike po powrocie z przedszkola od razu woła, że chce parasolkę. Już trzeci dzień malujemy. Siadamy razem w jego pokoju przy stoliku, wybieramy kolory i kolorujemy rybki, koniki morskie, wodorosty, muszelki. Początkowo delikatnie, a potem szalejemy ;)
 

poniedziałek, 7 października 2013

sobota, 13 lipca 2013

... bo nad jeziorem fajnie jest :)

Patrząc za okno trudno uwierzyć, że zaledwie kilka dni temu świeciło słońce i wypoczywaliśmy nad jeziorem. Pojechaliśmy ze znajomymi i z ich synem, o którym wielokrotnie wspominałam, a którego Mikuś uwielbia i uśmiecha się jak tylko go zobaczy. Ba! Wystarczy, że powiemy, że do nich idziemy (blok obok) i już radość wielka. Nad jezioro jest blisko, jakieś 10 minut samochodem, ale że swojego nie mamy, mieszkamy tu od pół roku zaledwie, to byliśmy pierwszy raz. Teren super, pomosty, część strzeżona, część nie, wypożyczalnia sprzętu wodnego, jest co zjeść i wypić, plaża piaszczysta lub trawa - jak kto woli, i cień i słońce. Czego chcieć więcej? Pogoda piękna, słońce grzeje, woda ciepła, w sam raz do pływania :) 

wtorek, 2 lipca 2013

Wesele i tydzień u mamy

Wróciliśmy. Zmęczeni, ale i paradoksalnie wypoczęci ;) Odgruzowuję skrzynkę pocztową i powoli mi się to udaje, ale to trochę potrwa niestety. A co się u nas działo? Na pewno nie napiszę wszystkiego w jednym poście, bo o połowie zapomnę, ale się postaram jakoś to ogarnąć ;)
Wyjechaliśmy w czwartek, ukrop straszny, autobus miejski to nieporozumienie. Za to pociąg z klimatyzacją, do którego można wjechać wózkiem to jest to - niech żyje Arriva! Potem jeszcze godzinka samochodem i jesteśmy. Nie ma jak rodzinny wyjazd bez samochodu na wieś ;) Byliśmy późno, więc szybka kolacja, mycie dzieci i spać.
W piątek przedweselne przygotowania, zostaliśmy w domu odbierając wszelkie możliwe paczki, ciasta itd., siostra pojechała załatwiać tysiące spraw, podobnie mama, a my mieliśmy jedynie nie przeszkadzać. Przeszliśmy się na spacer - planowo nad jezioro, ale okazało się, że po tylu latach znajome ścieżki w lesie się pozmieniały, część drzew wycięto, posadzono nowe, część dróg poszerzono i w efekcie nad wodę nie dotarliśmy. No, poza rzeką, nad którą nie można nie trafić ;) Później się okazało, że jednak pamięć mam dobrą, a jedynie pojęcia "blisko", "daleko" są inne, gdy się maszeruje z dwulatkiem. Mikołaj szedł dzielnie podekscytowany wizją kąpieli, a Dominik tradycyjnie spał w wózku. Po kilku km starszy wylądował na tacie na biodrze, potem na barana i tak jeszcze kawałek przeszliśmy, a on zasnął. Stwierdziliśmy, że bez sensu byłoby szukanie dalej, więc zawróciliśmy. M trafił do gondoli, a D na ręce, jednak łatwiej nieść 6-7 niż 14 kg ;) Po drodze przebiegła przed nami sarna i nie wiem dlaczego się zdziwiłam, że jest tak blisko nas, w końcu byliśmy na jej terenie.

Wieczorem zaczęli się zjeżdżać pierwsi goście i był grill. Na Kaszubach - a przynajmniej w naszym rejonie - jest tradycja, że w przeddzień ślubu przychodzą znajomi na tłuczenie szkła, od początku była mowa, że nie za bardzo nam się to uśmiecha i na szczęście nas ominęło (tzn. przyszło jedynie kilka osób), ale że nigdy nic nie wiadomo jedzenie i alkohol były gotowe. Dzieci spały, a my mogliśmy porozmawiać.

wtorek, 28 maja 2013

Dzień Mamy w przedszkolu

Pisałam niedawno, że dostałam od Mikołaja zaproszenie na przedstawienie z okazji Dnia Mamy i wczoraj się odbyło. Mąż zajął się Dominikiem, a ja mogłam spokojnie pójść na występ - w końcu w bluzce, która nie musi mieć dekoltu do karmienia :) Pani zaprowadziła nas do sali, zajęłyśmy miejsca na mikro krzesłach przy stolikach z przekąskami i czekałyśmy. Po chwili wężykiem/kolejką weszły Biedronki (tak się nazywa najmłodsza grupa), a pod koniec szedł mój SYN :) Uroczy, kochany i ogólnie cud miód i orzeszki - nie ma jak się wyspać i od razu świat jest piękniejszy. Oczywiście jako jedyny nie ubrany ładniej niż zwykle, bo starannie wybrane eleganckie, ale wygodne ubranko poszło do przebrania po obiedzie. Ehhh... I tak jest małym przystojniakiem. Wracając do tematu... Trójka najstarszych dzieci powiedziała wierszyk, potem zaśpiewali piosenkę i w trakcie powoli się maluchy wykruszały z płaczem idąc do mam, mój przywędrował do mnie jako 6 - dzielnie się trzymał, bo jest najmłodszy w grupie. Przedstawienie z ostatnimi dzielnymi trwało dalej kilkanaście minut, a po nim dzieci wręczały mamom laurki i biżuterię (chyba gliniana malowana, ale pewna nie jestem). Po kilku namowach i mój się zebrał na odwagę, odszedł od jedzenia (dobrowolnie!) i przyniósł mi o takie cuda:

piątek, 17 maja 2013

Rodzinny czas

Mąż ma kilka dni wolnego, z czego korzystamy, cieszymy się czasem razem, chodzimy na spacery, bo pogoda genialna, uczymy się funkcjonowania w cztery osoby. Przez to niestety na blogowanie mniej czasu, ale systematycznie nadrabiam zaległości i Was podczytuję - nie zdziwcie się jak nagle "zaspamuję" hurtowo komentarzami w kilku wpisach. Ponieważ w domu nie jestem sama, to i czas inaczej się układa, bo nie tylko wg potrzeb dziecka i mojego widzi mi się, a musimy iść na kompromisy i nie do końca potrafię się zorganizować po swojemu niestety.
Co u nas? Ponownie zbiorczo i skrótowo. 
Byliśmy w wesołym miasteczku i tym razem Mikołaj szalał ze mną, a tata robił zdjęcia i pilnował Śpiocha w wózku. Ilość atrakcji ze względu na wiek i wzrost ograniczona, ale zaliczyliśmy kolejkę i samochodziki. Może nawet lepiej, że nie na wszystko może wejść, bo ceny biletów są porażające. Potem był wielki plac zabaw :) Właściwie to kompleks kilku mniejszych: dla małych dzieci, odrobinę starszych, miejsce do jeżdżenia na desce, rolkach, boisko do nogi (to chyba Orlik), siłownia dla dorosłych na świeżym powietrzu (Brzdąc zawsze na orbitreku chwilę jeździ i naprawdę świetnie mu to wychodzi, a ja już się nie mogę doczekać, gdy na nim poćwiczę).

wtorek, 7 maja 2013

Dzień z tatą to dzień pełen atrakcji ;)

Oczywiście z mamą też nie można się nudzić, ale... Mężczyźni się dobrze rozumieją i przeważnie tata pozwala na więcej. Napisałam o pierwszym spacerze, a zapomniałam, że tego samego dnia Mikołaj był z tatą w parku dinozaurów i na dużym placu zabaw, czyli szalał i wrócił do domu padnięty, ale zadowolony. Tym razem same zdjęcia.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Mały rowerzysta

Nie ma jak wiosna i wypad z rodzicami na rower - no mama z powodów oczywistych na pieszo :) Rowerek dostał na dwa latka i choć jeszcze odrobinę ma problemy z sięganiem, to radzi sobie świetnie. Zakręca, zwalnia, przyspiesza - szok :) To chyba zasługa zeszłorocznych szaleństw na jeździku. Mój zdolny Syn. A z przodu obowiązkowo woda, którą co jakiś czas popija, albo przywozi, żebym też skorzystała. Niestety jakieś farfocle mi się do obiektywu przyczepiły akurat i choć mam kilka wspaniałych filmików, to są już tylko dla rodziny i znajomych.

piątek, 5 kwietnia 2013

Kącik Dominika

Czasami mam wrażenie, że Dominika najbardziej wyczekuje Mikołaj. Odkąd przynieśliśmy łóżeczko pokazuje, że tu będzie spał braciszek. Podzielił się też misiem. Zamontowaliśmy już na nim przewijak i Bąbel od razu skojarzył, że tam się zmienia pieluchy. Leci do szafy i czasami przynosi całą paczkę jedynek, a potem do swojego pokoju po chusteczki. Przynajmniej trzy razy dziennie podchodzi do leżaczka, delikatnie buja, pokazuje na mój brzuch i uroczyście stwierdza, że Dominik powinien już w nim być i to on będzie go kołysał. Potrafi też przed wyjściem do przedszkola dać buziaka małemu i robi papa, przytula się. Najbardziej mnie zdziwił jak podszedł do mnie, objął brzuch i zaczął nawoływać: „Minik! Dominik!” - nie wiem czy to coś zadziała, ale ja bym była ciekawa kto do mnie tak krzyczy i na mnie czeka. Mam nadzieję, że na noworodka będzie równie pozytywnie reagował. Obok łóżeczka jest regalik na przydatne przy przebieraniu rzeczy typu: woda, myjki lub chusteczki, pieluchy lub otulacze i wkłady, zmiana ubranek, krem, może jakaś grzechotka do odwrócenia uwagi itp. 

czwartek, 28 marca 2013

Sposób na noc - pieluchy - pytanie

Witajcie, wpis będzie nietypowy, bo mam do Was pytanie - oby ktoś znał odpowiedź. Nam się już powoli kończą pomysły. Mikołaj od kilkunastu dni prawie codziennie po nocy ma całe mokre ubrania. Pieluszka nie daje rady. Kombinowaliśmy z różnymi firmami, rozmiarami jednorazowych i nic. Wieczorem przed spaniem wysadzamy i zasypia niby z pustym pęcherzem, ale na noc pije jeszcze mleko i rano jest prawdziwa powódź. Do tej pory nie było problemu, zawsze wszystko pięknie trzymało. Teraz ponieważ ma mokro budzi się wcześniej (ok 5.50) i przychodzi do nas, zmieniamy go i już u nas zostaje na godzinę i jeżeli zaśnie to sukces, ale najczęściej już się kręci po domu, przynosi bajki, jeździ samochodzikami i któreś z nas musi wstać. Do tej pory wstawał przychodził do nas, wysadzaliśmy go i było ok, no i o 7, a rano to robi różnicę ;)
Opcją byłoby wstawanie w środku nocy i przebieranie go na śpiocha, ale to nam średnio odpowiada, chociaż pewnie by poskutkowało, to wolę chyba rano go przebrać i przeprać ubranie. Jak będzie młodszy płakał w nocy i i tak będę miała sen przerywany, to może się na takie rozwiązanie skuszę, ale teraz - no way! Szczególnie, że o dziwo mimo 9 miesiąca ciąży nie wstaję w nocy do łazienki - szok i radość ogromna, kto w ciąży był i co chwilę dreptał tak jak ja w pierwszej, ten wie, o czym piszę.

czwartek, 21 marca 2013

Żyjemy i ponownie wiadomości w skrócie

Ostatnio na blogu cisza mimo moich najlepszych chęci i wielu wydarzeń. Niestety jak nie ja, to Mikołaj chory i tak na zmianę. W tym tzw. międzyczasie:
  • byłam dwa razy na wizycie u ginekologa - w tym raz z usg i Dominik waży już orientacyjnie 2671 g. Poznałam też w końcu termin porodu z usg z 11 tygodnia - jak je robiłam jakaś miarka się zepsuła i mi nie podali - i tu szok 8 maja dopiero... a nie 22 kwietnia i niby tego późniejszego mam się trzymać, ale jakoś do mnie nie przemawia, szczególnie, że mały wymiarami na ten kwiecień pasuje... Zobaczymy kiedy się zdecyduje pokazać. Na kolejnej wizycie już KTG, a wcześniej pogadanka z położną
  • miałam sesję ciążową i nie mogę się doczekać efektów :) Robiła mi je znajoma fotograf w piątek i mogę spokojnie ją polecić dla osób z kujawsko-pomorskiego i pomorza (strona www), chociaż na razie jedynie za podejście do opornego obiektu pełnego kompleksów ;) Czułam się piękna i zmęczenie dopadło mnie dopiero długo po pozowaniu :D Mam też wrażenie, że zdjęcia powinny wyjść ciekawie. Nie kombinowałyśmy za wiele, ale kilka gadżetów się znalazło. Jak coś będę miała, to Wam pokażę

niedziela, 3 marca 2013

Wyprawiamy do przedszkola

Przypuszczam, że połowa z Was pomyślała o wyprawce dla malucha w pierwszym momencie ;) Mikołaj od poniedziałku idzie do przedszkola. Właściwie wszystko ma, bo typową wyprawkę plastyczną tam zapewniają, ale kilka drobiazgów musieliśmy dokupić. Przede wszystkim woreczek przedszkolaka i tu zaszalałam i uszyłam sama ;) Taki typowy na dwa sznureczki, za to z dodatkową  kieszonką w środku (na papcie - by je oddzielić od ubrań, albo chusteczki czy inne tego typu drobiazgi). Wybrany przez Bąbla wzorek: kolorowe samochody. Mikuś zachwycony i już się spakował. 
Wkładał nie do końca to, co powinien, bo zaczął od książeczek, samochodzików i wafli ryżowych, ale po drobnych wskazówkach udało się spakować rzeczy potrzebne:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...