sobota, 6 września 2014

Zbliża się jesień

Wiem, że dopiero pierwszy tydzień września, ale kasztany kojarzą mi się z jesienią, a właśnie je zbieraliśmy do przedszkola :) Zdziwiłam się, że już są i część spadła. Uwielbiam te drzewa i ich owoce. Jak byłam mała często robiłam figurki z żołędzi i kasztanów połączonych zapałkami, wykałaczkami. Powstawały ludziki, konie, żółwie i prawdopodobnie wiele innych stworów. Teraz Mikołaj wszedł w ten okres i będzie się bawił z kolegami w przedszkolu, ale i w domu coś porobimy - będę miała pretekst do powrotu do dzieciństwa ponownie. Bycie mamą jest fantastycznym przeżyciem, nawet jeżeli czasami ze zmęczenia się zwyczajnie pada i nerwy puszczają, to ten uśmiech, zabawa, bliskość są  niezastąpione i nie do przecenienia. 
Jesień... kolorowe liście, deszcz, wieczory przy książce z rozgrzewającą herbatą. Ostatnio skakanie po kałużach, malowanie parasolki, układanie puzzli, gry, dużo zabaw plastycznych (np. malowanie liści) i czytania w domu. Uwielbiam :) Oczywiście każda pora ma w sobie coś niezwykłego i coś, co sprawia, że nie możemy się doczekać kolejnej, ale jednak w jesieni jest jakaś magia zmiany. W tej szarości można docenić tak wiele drobiazgów i cudów natury.
Będziecie zbierali kasztany i żołędzie z dziećmi? Albo kolorowe liście na bukiety czy projekty plastyczne? My na pewno jeszcze nie raz się wybierzemy na spacer z misją zbierania.

środa, 3 września 2014

Pierwszy dzień w klubiku

Ostatnio u nas bardzo dużo zmian. Dzisiaj np. pierwszy raz zaprowadziłam Dominika do klubiku. Na razie na 3 godziny dziennie i do momentu znalezienia pracy na etat więcej nie przewiduję. Chodzi tam syn znajomych i bardzo sobie chwalą, grupa jest mała, 3-4 panie na 6-10 maluszków. Miałam w ramach adaptacji z nim dzisiaj zostać, ale jak zobaczył zabawki, to pobiegł do nich i nawet chyba nie zauważył, że mnie nie ma. Tzn. byłam przez pierwszą godzinę w szatni tak na wszelki wypadek, ale potem stwierdziłyśmy z paniami, że to się mija z celem i wróciłam do domu na kawę, co chwilę zerkając na telefon ;) Jednak chyba to przeżywałam. Odebrałam go przed 12, mały zadowolony podbiegł do mnie, bluzeczka nosiła ślady farb, powstało wiekopomne dzieło, a i z masy solnej coś chyba lepili. Z tego co wiem, to bardzo często plastyczne zajęcia mają. Przy mnie było tańczenie i przy okazji poznawanie zasad ruchu drogowego. Po powrocie zupka i śpi, a ja Wam zdaję relację ;) Zrobiłam też trochę w domu, żeby nie było tradycyjnie pranie, obiad. 
Są dwie sale zabaw, na zdjęciu fragment mniejszej, dzieci były w dużej i tam się nie pokazywałam, żeby D mnie nie zauważył. Własne podwórko zabezpieczone, ze stolikiem, domkiem i pewnie kilkoma innymi rzeczami. Każdy ma swoje miejsce w szatni. W godzinach, w których będzie przebywał Mały jest drugie śniadanie w postaci owoców. Odprowadzam go po śniadaniu, a wracamy na obiad, bo nie chcę ryzykować, że zaśnie w klubiku, a nie w domu. Mamy spacerkiem 10 do 15 minut, więc blisko. Nie aż tak jak do przedszkola Mikołaja, ale jednak wygoda jest. Prawdopodobnie za kilka dni będzie kryzys, bo Dominik się zorientuje, że wychodzę, a zabawki już taką nowością  nie będą, ale zobaczymy. Na razie jest bardzo dobrze.

wtorek, 2 września 2014

Piaskownica dla dzieci na balkonie - po kilku miesiącach

Pamiętacie wpis, w którym zastanawiałam się, jak zagospodarować balkon i między innymi zdecydowaliśmy się na piaskownicę?
Obiecałam, że napiszę czy się sprawdza, jakie są jej wady i zalety. Mąż był raczej sceptyczny, a teraz jest zadowolony i przyznaje, że się przydaje i to był dobry zakup. Ja zaczęłam się wahać, po kolejnym zamiataniu piasku ;) Tak poważniej. Dzieci bawią się chętnie, przydaje się szczególnie w deszczowe dni, gdy do piaskownicy na plac zabaw raczej wyjść nie można, albo w te bardzo słoneczne w porze szczytu, gdy tu mogą się skryć w cieniu. Pomocna była w czasie drzemki jednego, bo drugi mógł się bawić na powietrzu bez konieczności tak naprawdę wyjścia z domu. Wieszałam pranie, a Dominik się bawił.

piątek, 29 sierpnia 2014

Dzieci zostały u babci... :)

W sobotę pojechałam do mamy z maluchami z zamiarem spędzenia tam tygodnia. Dlaczego więc siedzę w domu sama z mężem? Mama zaproponowała, że się nimi kilka dni zajmie :D Wróciłam w środę po położeniu Dominika na dzienną drzemkę, a jedziemy po nich jutro. Codziennie dostaję wiadomości i zdjęcia, dzwonimy. Wczoraj zrobiliśmy sobie studencki wieczór, obiad w Manekinie, potem pochodziliśmy po starówce, poszliśmy na piwo i bilard. Moje pierwsze piwo na mieście od dawna, bo albo byłam w ciąży, albo karmiłam, albo byłam kierowcą. Tralala :) Wieczorem zagraliśmy jeszcze w Osadników. 
Już powoli za nimi tęsknię i cieszę się, że jutro zobaczę tych łobuziaków, ale te kilka dni bez nich były najlepszym prezentem jaki moja mama mogła mi podarować. Wypoczęłam, wyspałam się. Nie martwię się o nich, bo wiem, że są pod dobrą opieką. Mogę się zrelaksować, zaplanować sobie dzień. Jest fantastycznie, ale chyba już bym do takiego życia bez dzieci nie mogła wrócić - mimo wszystko za mało wrażeń, niespodzianek, przytulania :) Wypoczywam, ale też przejrzałam generalnie szafy i worek za małych czy zniszczonych ubrań wyrzuciłam lub wyniosłam do piwnicy dla dzieci siostry czy znajomych. Dzisiaj sprzątamy piwnicę - to będzie wyzwanie, ale paradoksalnie się cieszę, bo zrobimy to razem, pozbędziemy się zbędnych rzeczy, ogarniemy ten nieład, będę wiedziała co dokładnie gdzie jest i zyskamy trochę przestrzeni, a to uwielbiam.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Kończy się pewien etap

Myśl o odstawieniu Dominika od piersi od jakiegoś czasu za mną chodziła, ale jakoś nie mogłam się zdecydować. Gdybym wiedziała, że kiedyś pojawi się trzecie dziecko pewnie byłoby mi łatwiej, a tak pomijając wspaniałą bliskość podczas karmienia, mam świadomość, że to ostatnie takie chwile i mogą nie wrócić przez co mi jeszcze trudniej. Zaczęłam ograniczać karmienia, bo przecież mały je i pije już dużo, ale przez kilka miesięcy nie przestałam, bo raz Bąbel nie pije modyfikowanego - pluje wszystkimi rodzajami, a dwa nie czułam takiej potrzeby i on nie przejawiał chęci skończenia z piciem mojego mleka. Wiem, że wg WHO i do 3 roku chyba jest zalecane podawanie własnego mleka, ale dla mnie to za długo. Mikołaja odstawiłam jakoś etapami i bez bólu w około 14 miesiącu już było po karmieniu, ale pił mieszanki po których przesypiał całą noc, miałam kłopoty z tarczycą, a po odstawieniu mi się wyregulowały hormony, planowaliśmy kolejne dziecko i chciałam unormować cykl, dać organizmowi odsapnąć, przejść na dietę itp. Dominik ma prawie 16 miesięcy, wg wielu osób i tak baaardzo długo karmię. Zdania na temat odpowiedniego wieku i metody odstawienia jest wiele i czasem są skrajne. Moim zdaniem każda mama powinna zdecydować o tym sama, mając na uwadze swoje i dziecka dobro, komfort psychiczny i fizyczny i tysiące innych czynników. Od kilku dni karmię Bąbla raz dziennie, czy nawet co drugi dzień. Mój organizm się nie buntuje i spokojnie bym mogła przestać. Dominik różnie, pewnie gdybym nie zaczęła mu ograniczać, to cały czas by mógł pić, ale i bez zasypia, może  nawet spokojniej śpi i budzi się tylko na trochę wody. Decyzja zapadła, z kilku powodów się z niej cieszę, ale i żal mi tego, że pewien etap się już kończy, że nie będzie mnie tak potrzebował, że nie będę niezastąpiona. Wiem, że to dziwne, bo przecież nadal będę kimś bardzo ważnym w jego życiu, rola mamy, to nie tylko karmienie, a i bliskość pozostanie, ale jednak jakoś mi przykro, że nie będzie tego małego ssaka wieczorem ufnie wtulonego, pijącego i zasypiającego. Coś mnie na smętne rozważania wzięło ;)

[Aktualizacja z połowy września ;)]
Jednak nie odstawiłam... Tzn. mogłam, ale nam jednak brakowało i sielanka trwa ;) Za to dzięki tej przerwie cudownie się wszystko poprzestawiało i w razie potrzeby mogę karmić kilka razy dziennie, ale też jak gdzieś wyjeżdżam, to spokojnie mogę mieć kilka dni przerwy - Dominik zaśnie, a ja nie mam problemu z żadnym odciąganiem. I tak jest wspaniale :) Przeważnie jednak moje mleko raz dziennie "podaję".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...