poniedziałek, 20 lipca 2015

Brakuje mi...

Od stycznia nie pojawił się żaden wpis, choć pomysłów czy okazji było bardzo dużo. Sporo się działo i nadal dzieje. Nie pisałam, bo chyba miałam okres wypalenia, poza tym spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja z przywłaszczeniem moich zdjęć i ich wykorzystaniem marketingowym, co pozostawiło po sobie niesmak. Nie oznacza to oczywiście, że w tym czasie nie utrwalałam naszych wspomnień - musiałabym się baaardzo zmienić, by tego nie robić. Prowadzę Smash Booka, o którym już kiedyś pokrótce wspominałam i o którym prawdopodobnie więcej napiszę w przyszłości - polecam serdecznie taką formę zapisywania wspomnień :) Poza krótkimi notatkami wklejam do niego zdjęcia, bilety, ulotki, pocztówki, rysunki dzieci i wiele, wiele innych dla mnie cennych pamiątek.
Podczytuję Was przekierowana z fb czy instagrama, zaglądam na ulubione blogi, ale nie komentuję przeważnie, bo korzystam przy tym z telefonu, a na nim nie lubię się rozpisywać ;) Brakuje mi jednak pisania bloga, nie obiecuję, że wpisy będą pojawiały się regularnie, a nawet bardzo w to wątpię, ale ostatnio przeczytałam kilka wpisów sprzed kilkunastu miesięcy i powróciło tyle wspomnień, że wręcz "muszę" kontynuować pisanie. Wracam więc do Was i mam nadzieję, że choć część z Was jeszcze o nas pamięta.

czwartek, 8 stycznia 2015

Moi Bohaterowie :)

Wczoraj napisałam o Mikołaju krótką historyjkę, ale i o Dominiku zapominać nie mogę, więc nadrabiam to przeoczenie ;) Młodszy zdecydowanie idzie w ślady Brata i etap "ja sam" w pełnym rozkwicie ;) Dzisiaj sam zakładał skarpetki, próbował z butami, ale zimowe na początek to plan ambitny - z klapkami, papciami się udaje. Przytulanie uwielbia również. I przejawia na razie największe zamiłowanie do porządku z całej Wspaniałej Trójki. Wczoraj odbierałam go z klubiku, więc swoim zwyczajem rzucił wszystko i do mnie biegł z "Mama!" i uśmiechem, wyciągniętymi rękoma (jak podejdę ciszej, to mogę go podglądać chwilę i widzę jak się fajnie bawi z dziećmi i obok nich, bo w tym wieku, to jednak każdy sobie coś tam kombinuje i z Paniami najwyżej razem działają). Po przytuleniu poprosiłam by odłożył na miejsce słonika i wrócił, podniósł schował do szafki i ją zamknął - Panie w lekkim zdziwieniu trwały chyba :) W domu też wszystko musi mieć swoje miejsce i odkłada, jak znajdzie moje okulary to usilnie mi je przynosi i próbuje założyć i nie ważne, że mam akurat soczewki. Chociaż czasami przybiera to formę zabaw drażniących, typu: wysypać wszystkie kredki, pozbierać, wysypać, pozbierać z Bratem, czy ze mną, wysypać i eee... wystarczy zbierania. Chce już pomagać w kuchni, sam sobie książeczki przynosi do czytania, odnosi przeczytaną i pędzi po kolejną, to samo z pieluszkami - tzn. tu tylko przynosi ;) Schody na drugie piętro pokonuje sam i nie ma, że wolno, że mam ciężkie zakupy, nie ja sam i tyle - co ciekawe z Tatą od razu rączki w górę "Opa!" i podziwia z wysoka ;) Picie najlepiej z kubeczka i odchodzi, żeby mu przypadkiem nie pomagać.
Kochane są te moje dzieci i nawet jeżeli czasami jestem zmęczona, czy wystawiają moją cierpliwość na próbę, to są najwspanialszym co mnie mogło spotkać. W formie dowodu: Mąż chwilami o trzecim jakąś uwagę rzuci, więc cudownie grzeczni, radośni muszą być. A jak się do siebie tulą i o siebie dbają. Oczywiście się też kłócą o zabawki, ale sama to z Siostrą przerabiałam, więc się tym nie przejmuję, bo wiem jak jest naprawdę. Bałam się, że ten czas tak szybko umyka, że się zmieniają i nie są już tymi małymi Bąbelkami, ale każdy wiek ma swoje prawa, teraz też są wspaniali i cieszę się, że mogę być blisko, obserwować te zmiany, zauważać je często jako pierwsza i może to na mojej karierze się odbija, no dobrze na pewno ma na nią wpływ, może nie zawsze to doceniam, ale jak się głębiej zastanowię, to jestem ogromnie szczęśliwa z tego, że jestem, że są Oni, że mamy siebie.
Czego nie mamy, to śnieg. Gdzie jest? Sanki czekają! Wczoraj niby coś tam napadało, ale taka marna namiastka jedynie. Nie to co u Babci :)

środa, 7 stycznia 2015

Mój Bohater!

Mikołaj wstał dzisiaj trochę wcześniej. Cichutko, by nas nie zbudzić wyjął ubrania z szafy, ubrał się i zadowolony przyszedł się pokazać :) Dumna jestem niesłychanie. W jego pokoju zaś łóżeczko zaścielone i piżama pięknie złożona w kosteczkę, pochwaliłam go za to, a On: "Tak właśnie sobie pomyślałem, że się ucieszysz Mamusiu" i się przytula z buziakiem i uśmiechem wspaniałym. Kocham! Mój Mały Wielki Bohater! Najwspanialszy i jedyny Pierworodny Syn ;)

P.S. Osoby śledzące nas na Instagramie wiedzą o naszym trzydniowym relaksie w Ustce - było fantastycznie, więcej napiszę na dniach - obiecuję. Widzieliście też zdjęcia z jednodniowego wypadu do Torunia i wizyty w Manufakturze Wyrobów Cukierniczych na Szerokiej z pokazem robienia cukierków (Mikołaj sporo zapamiętał z wizyty w Poznaniu ze spotkania blogerek i robieniu lizaków - tłumaczył Tacie co się dzieje), zahaczyliśmy też o stałe punkty typu osiołek/pręgierz, spacer wzdłuż Wisły, Krzywa Wieża i obiad, tym razem w Gęsiej Szyi - uwielbiam, a i dla dzieci kącik specjalny jest i menu z kolorowanką i zestawem kredek :) Po jedzeniu koniecznie basen, ale to już w szczegółach w najbliższych postach. Będzie też o pieluszkach kieszonkach Pupus w końcu i wełniakach Tetro. Pojawi się post o klockach śrubkach Jaw Bones, ale już dziś Was zachęcam do poszukania o nich informacji w sieci, bo są fantastyczne, mamy dwa zestawy, a jeszcze kolejny by się przydał. Będzie też o pięcioletnich dziennikach, nauce języków i inwestowaniu w siebie i o... wiele wpisów jest w planach, ale na spokojnie może od tych wymienionych zacznę, bo postscriptum i tak dłuższe od wpisu już jest ;) I postaram się wrócić do częstszego pisania na blogu a nie fb czy Instagramie.

piątek, 26 grudnia 2014

Zimowy świąteczny czas

Pada śnieg, pada śnieg, Mamo zobacz! Śnieg! Ulepimy bałwana? Pójdziemy na sanki?
Nie mogłam odmówić :) Śnieg spadł wieczorem, więc na krótko wyszliśmy i zaczęliśmy zabawę. Powstał mały bałwanek, z marchewkowym nosem i orzechowymi oczami - pierwszy w tym roku. Dzieciaki zachwycone, rodzice i babcia też. Nawet przetrwał do rana i napadało jeszcze trochę.

Uwielbiam zimowe spacery :) Było łamanie lodu w kałużach, szum rzeki, zabawy w chowanego, a popołudniu wyszliśmy jeszcze na sanki. 
Moje Szkraby kochane w akcji :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Pojemnik na zabawki kąpielowe BabyOno

Na początku grudnia, w sam raz przed Mikołajkami, kurier przyniósł nam pojemnik na zabawki kąpielowe od firmy BabyOno. Trafił do paczki dla Dominika, bo Starszy już swoją miał skompletowaną. Jest to chyba jedna z nielicznych zabawek, którą bawią się wspólne, a właściwie, którą interesuje się i jeden i drugi, bo żeby tak pięknie razem, to niekoniecznie ;) Zaraz, jak to "zabawek"? Przecież to pojemnik na zabawki, rzecz użyteczna, a nie zabawka sama w sobie. Niby tak, a jednak nie, bo bardzo dobrze łączy w sobie te dwie funkcje. Do tej pory nasze kaczuszki, żabki, kubeczki trafiały do plastikowego pojemnika i na górę szafy. Plusem było to, że maluchy same do niego nie sięgały, nie rzucał się też w oczy i można było udawać, że chociaż jedno pomieszczenie w domu nie jest pełne dziecięcych gadżetów, był pojemny. Minusem była przede wszystkim konieczność częstego czyszczenia zabawek, ich osuszania przed odłożeniem, bo w innym razie woda gromadziła się na dnie pudełka. Pojemnik BabyOno służy nam zaś nie tylko do przechowania kąpielowych zwierzątek, ale i do zabawy nimi i łatwiejszego codziennego czyszczenia, opłukania po kąpieli. 
Maluchy wyrzucają z niego zabawki do wody. Mikołaj spokojnie zdejmuje i zakłada pojemnik z przyssawki, przeczepia go w inne miejsce, za to Dominik stosuje raczej rozwiązanie siłowe i... bam! jest w całości w ręku, gorzej, że do wanny pod wodą się potrafi przyczepić i potem jeszcze trudniej go wyłowić i oderwać ;) Zarówno Starszy, jak i Młodszy lubi łowienie zabawek w trakcie i po kąpieli. Próbują przecisnąć mniejsze przez otwory. Atrakcją jest czyszczenie pojemnika i jego zawartości pod bieżącą wodą, ja się cieszę, bo jest to łatwe, szybkie i przyjemne, a maluchy, bo woda ucieka dziurkami, czasami jakieś zwierzątko fika koziołki itd. Dzięki otworom woda nie zalega w pojemniku i szybciej schną. Dla zobrazowania procesu posłużę się zdjęciami ze strony BabyOno, bo u nas w oparach pary i przy "spokojnych, pozujących" Chłopakach szczegóły przysłania mgła i są zdecydowanie rozmazane, ekhm... cóż, nigdy nie twierdziłam, że super ze mnie fotograf, prawda? Połączcie to z awarią aparatu i zdjęciami wyłącznie z telefonu i efekty można podziwiać na zdjęciu wyżej :)
Przy okazji trzy wersje kolorystyczne pojemnika. My wybraliśmy neutralny zielony pasujący do kolorystyki łazienki. Różowy akcent nam niestraszny ;) Po kilku tygodniach odczepiania, przyczepiania i przesuwania mogę spokojnie napisać, że moc przyssawki godna pozazdroszczenia i utrzymuje ciężar zabawek, nawet biorąc pod uwagę, że w części zwierzątek przez jakiś czas z przyczyn nieznanych pozostaje woda (do czasu mojego prysznica, gdy to namiętnie ją z nich wyciskam ;)), więc jest wytrzymała i spełnia swoje zadanie. Dodatkowo sama w sobie interesuje Młodszego, który usilnie próbuje ja odczepić - może to jakaś sugestia, że klocki typu przyssawki by się przydały? Wadą pojemnika jest rzucanie się w oczy i ekspansja dzieci na ostatnie, pozornie od nich wolne pomieszczenie... Prawdziwa tragedia :)
Za pojemnik dziękuję Pani Agnieszce z firmy BabyOno. 
http://www.babyono.com/
Jednocześnie mam do Was pytanie: jak przechowujecie zabawki do kąpieli swoich maluchów? Właściwie dwa pytania: czy i u Was mimo usuwania części z nich co jakiś czas niesamowicie się mnożą i jest ich tak dużo?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...