Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 grudnia 2014

Zimowy świąteczny czas

Pada śnieg, pada śnieg, Mamo zobacz! Śnieg! Ulepimy bałwana? Pójdziemy na sanki?
Nie mogłam odmówić :) Śnieg spadł wieczorem, więc na krótko wyszliśmy i zaczęliśmy zabawę. Powstał mały bałwanek, z marchewkowym nosem i orzechowymi oczami - pierwszy w tym roku. Dzieciaki zachwycone, rodzice i babcia też. Nawet przetrwał do rana i napadało jeszcze trochę.

Uwielbiam zimowe spacery :) Było łamanie lodu w kałużach, szum rzeki, zabawy w chowanego, a popołudniu wyszliśmy jeszcze na sanki. 
Moje Szkraby kochane w akcji :)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Bracia, mały ogrodnik

Wiem, wiem już kiedyś wpis o takim tytule był :) I też ze spaceru i też zimą, ale cóż zrobić skoro oni tacy wspaniali są? Pamiętacie zdjęcie, na którym Mikołaj pchał sanki z Dominikiem (tu)? Oficjalnie ogłaszam, że nadal jest najwspanialszym Starszym Bratem, Młodszy też jest cudowny, żeby nie było. Dominik często podchodzi do Mikołaja i go przytula, chętnie po niego do przedszkola idzie, jak dostają jedzenie, to zawsze się upominają o porcję dla drugiego i się dzielą. Oczywiście zabierają też sobie zabawki, czasami chcą dokładnie ten sam samochód/klocek/maskotkę/książeczkę/kredkę/wstaw dowolne, który akurat ma drugi, mimo że obok kilka prawie identycznych leży, ale tak już między rodzeństwem jest i ma to swój urok.
Mąż wyjechał na tydzień, Mikołaj obiecał, że będzie bardzo grzeczny i będzie mi pomagał i jest wspaniały :) Wczoraj na spacerze biegał za Dominikiem, chciał pchać wózek, dobrze, że mamy wersję terenową, którą wystarczy lekko dotknąć i jedzie, dawał buziaki, przytulali się. Za to Dominik zawsze przed wyjściem sprawdza czy wszyscy mają czapkę, rękawiczki i buciki ;)
Uwielbiam patrzeć na ich wspólne zabawy. Po powrocie do domu gorąca herbata/woda z miodem, potem układaliśmy drogi i tory wielkie, obowiązkowo z mostami. Malowaliśmy farbami i kredkami, czytaliśmy. Robili dla mnie niespodzianki (inicjatywa Mikołaja): budowle z Duplo, laurki, posprzątali książeczki - cudowni są :)



I od słowa do słowa na spacerze urodził się pomysł. Syn chce mieć kwiatka, o którego tylko on będzie dbał, takiego tylko dla niego. Doniczkowego. Pomyślałam o kaktusie, bo nie wymaga jakiejś specjalnej troski, ale te kolce (wiem, że są i odmiany niekłujące, ale akurat u nas w kwiaciarni nie było). Padło na innego, nie mam zielonego pojęcia jak się nazywa, ale pasuje kolorystycznie do pokoju i już znalazł swoje miejsce. Dzisiaj mi rano jeszcze Bąbel przypominał i upewniał się, czy jak wróci z przedszkola, to kwiatek będzie na niego czekał, sam wybrał też dla niego miejsce obok metryczki i lampek Cotton Ball Lights (muszę o nich napisać więcej) "tak by Dominik nie się ukłuł i nie zrzucił".

sobota, 27 września 2014

ZOO w Myślęcinku

W środę Mikołaj namówił mnie na "wyprawę" do ZOO. Właściwie, to nie musiał mnie namawiać, bo gdy tylko zaproponował, to podchwyciłam pomysł. Dominik poszedł do klubiku, a my spędziliśmy dwie godziny sam na sam, bo tego czasu tylko z mamą Starszy ma ostatnio mało. Bydgoskie ZOO nastawione jest głównie na polską faunę, ale ma też kilka gatunków zwierząt zagranicznych. Nie jest może bardzo duże, ale w sam raz na zwiedzanie z dziećmi. Z myślą o najmłodszych jest też wydzielone mini zoo z domowymi zwierzętami. Ponieważ było trochę zimno zabraliśmy ze sobą herbatę i nieodłączną hulajnogę, żeby Mikołaj się ruszał a nie marzł. Wyprawa udana :) Spore emocje wzbudził niedźwiedź, a największą ciekawość wydry i osioł. O i ptaki wszelkiego rodzaju, ale głównie bociany i kaczki. Piórko też, na plac zabaw chciał zajść oczywiście, ale że i koło nas jest ich dużo, a Dominik czekał na nas w klubiku, to nie skorzystaliśmy.

sobota, 31 maja 2014

Przerwa techniczna, czyli Dzień Dziecka u Babci

Dość nieoczekiwanie pojechaliśmy do mojej mamy i w związku z tym detoks od internetu - częściowo z konieczności. Po powrocie zasypię Was wpisami, a tymczasem życzę spokojnego, rodzinnego wypoczynku :)

czwartek, 1 maja 2014

Jezioro Balaton - majówka 2014

Jezioro w mieście. Niby nic niezwykłego, ale jakimś cudem odkryliśmy je dopiero dzisiaj i to na mapie, więc postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda. Balaton, ten w Bydgoszczy, nie na Węgrzech, można spokojnie obejść z wózkiem, obok znajduje się mały park i plac zabaw. Jest sporo wędkarzy, bo jest zarybiane. Zadziwiająco dużo łabędzi i innego ptactwa. Niby nic wielkiego, ale spokojne miejsce, w którym można odpocząć.
Przy okazji odkryliśmy dmuchawce :)

wtorek, 15 kwietnia 2014

A ja noszę i noszę :) Chusta z wełną LennyLamb

Już o chustach jakiś czas nie było, bo też zimą nie nosiłam. Jesienią w chuście i polarze owszem, potem Dominik zaczął się robić ciężki, z tyłu się ciut bałam jeszcze i w efekcie były spacery w wózku. Nawet jedną sprzedałam w ramach likwidacji stosiku, ale pozostałe tak na mnie patrzyły i kusiły ;) Dzisiaj zamotałam kilka razy w plecak z krzyżem i ściągałam pranie na balkonie. Na spacer jednak jeszcze wiązanie z przodu. Tym razem wybraliśmy się w chuście tkanej z domieszką wełny, bo pogoda niepewna. Mam LennyLamb Sosnę o długości 4,6 m. Taka ciężka, jeszcze niezłamana, ale nosiło mi się w niej bardzo dobrze. Małemu też się podobało, chyba jednak nadal lubi taki sposób podróżowania :) Trochę też zaszalałam z aparatem i porobiłam zdjęcia na pamiątkę, ale albo twarze, albo coś w ustawieniach namieszałam i pokażę Wam tylko kilka.
Ciekawski Bąbel musi wszystkiego dotknąć
Czasami i mi odbija :) A jak D się przy tym śmieje
Przeszliśmy tak spory kawałek zatrzymując się na zdjęcia. Szukanie miejsca do postawienia/powieszenia aparatu ;) Zrobiliśmy przerwę i mini piknik. I tu chusta posłużyła za kocyk. Chciałam dołączyć do Syna, gdy zaczęło padać. Zamotałam go i spokojnie zaczęłam wracać, gdy nagle zaczęła się burza, grad... Wróciliśmy bardzo szybkim tempem. Bardzo, a i tak zmokliśmy. W domu mleko, kołderka i sen, a ja herbata. Brrr... Spacer mimo wszystko bardzo przyjemny i ogólnie udany :)

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wesołe miasteczko

W sobotę Mąż miał urodziny, ale dzień przypominał raczej ten z dziecięcych marzeń ;) Żeby nie było w piątek zrobiłam karpatkę, w sobotę się trochę wyspał, a w niedzielę był tort, ale wracając do soboty. Wyszliśmy z domu po 9, więc place zabaw były nasze, a wesołe miasteczko jeszcze zamknięte. Wybraliśmy się rowerami. Pierwszym celem był duży plac zabaw, o którym już wspominałam choćby tu czy tu. Mikołaj pojeździł trochę po specjalnej trasie dla małych rowerzystów, potem wspólnie z Młodszym Bratem piaskownica, trochę zjeżdżalni i huśtawek. 
Obowiązkowe odbijanie i kopanie piłki. I tu nie tylko Mikołaj szalał, chociaż jednak zdecydowanie więcej biegał. Za to Dominik ćwiczył chodzenie i idzie mu już coraz lepiej. Zdjęć nie mam, bo stałam na bramce :)
O 11 otwierali wesołe miasteczko, więc koniec zabawy i na rowery. Tu pierwsze co się dało zauważyć, to za głośna muzyka i hałas. Tradycyjnie ceny biletów mnie szokują już. Właściwie jak tak piszę, to przypominam sobie bardzo podobny weekend rok temu, gdy Mikołaj pierwszy raz był w wesołym miasteczku, a Dominik jeszcze leżał. Tym razem już skończył 3 lata i jest wyższy, odważniejszy i na więcej atrakcji mógł wejść. Dominik też był zainteresowany, obserwował, ale jeszcze jednak jest za mały. Najpierw było szaleństwo w basenie pełnym kulek. Potem samochodziki i kolejka, a na koniec przelot helikopterem ;) I pamiętam, że kiedyś się podnosił i obniżał sterowany drążkiem, a teraz to zmienili na dwa przyciski i to już nie jest to :)
Po tylu atrakcjach powrót do domu na drzemkę i obiad, a popołudniu Myślęcinek, ale to już innym razem, bo i tak długo Was męczę ;)
 Teraz tylko zdjęcie części placu zabaw - zamek, który Mikołaj uwielbia. I nie tylko on.

środa, 9 kwietnia 2014

Spacer, niby taki sam a inny :)

Dominik rośnie jak na drożdżach. Ukradkiem minęło 11 miesięcy i zbliża się roczek. Włosy coraz dłuższe i mimo podcięcia przeze mnie nadal za długie i takie rozczochrane, więc powoli się szykuję na wizytę u fryzjera, albo zbieram odwagę na samodzielne strzyżenie maszynką, tylko tu efekt może być zaskakujący i daleki od zamierzonego :) Zęby nadal dwa i więcej chyba jeszcze przez jakiś czas nie będzie, czyli idzie w ślady Mikołaja. Coraz więcej potrafi, stawia pierwsze samodzielne kroki. Na razie dwa, trzy, ale się rozpędza i coraz częściej próbuje. Wróżę mu niedługi sukces, a sobie latanie za nim ;) Na szczęście nadal śpi w ciągu dnia - codziennie, raz, ale zawsze. Chodzi spać w okolicach 20, raczej przed, a budzi się koło 6.30-7, więc też tragedii nie ma. Jeżeli ktoś w tym miejscu pomyślał, że śpi bez przerwy to błąd krytyczny, budzi się na mleko jeszcze.
W związku z tymi zmianami, chęcią chodzenia, poznawania, dotykania wszystkiego zmieniła się też forma naszych spacerów. Wprawdzie jeszcze wytrzymuje w wózku na zakupach czy czas dotarcia do placu zabaw przetrwa całkiem spokojnie, ale jak już widzi, że się zbliżamy, to nie ma mocnych. Chce wyjść i się bawić! Co za frajda w samym siedzeniu i oglądaniu innych? Praktycznie codziennie jesteśmy na placu zabaw. Piaskownica to jego nowe królestwo, szczególnie łopatka i niszczenie moich budowli i babek. Najchętniej wychodzi jak jest też Mikołaj z nami. Poza tym odkrył przyjemność huśtania się na zwykłej i takiej podwójnej huśtawce z Bratem. Oczywiście place zabaw nam się zmieniają, bo na każdym jest coś innego, a i mi by się szybko znudziło to samo miejsce. Z Mikołajem przetrwałam tylko dlatego, że było kilka znajomych mam i czas zabaw dzieci, to był czas naszych pogaduszek. Teraz jakoś mało dzieci jest i nie wiem czy to ja w tak dziwnych godzinach chodzę, czy w złe miejsca?
Nawet spacer do lasu już nie jest taki sam, bo przecież "Mamo tam jest mech, igiełki i ja muszę być bliżej, dotknąć, powąchać", a "może to się je"? Jest ciekawie :) Chociaż opcja szybkiego marszu i spalania kalorii odpadła, to za to więcej dźwigam, oczy dookoła głowy i jeszcze umiejętność przewidywania przyszłości poproszę, bo pomysły są przeróżne.

piątek, 4 kwietnia 2014

Czas na rowery

Pisałam, że mamy z mężem małego kręćka na punkcie rowerów? Nie? To czas najwyższy :) Nawet nasza druga podróż poślubna to rowery, namiot i Bornholm - polecam! Ekhm... druga, bo my z różnych powodów braliśmy cywilny rok przed kościelnym. I tym sposobem w tym roku będzie nasza 6/5 rocznica.
Ale nie o tym miało być. Mikołaj swój rower dostał na drugie urodziny i szybko chwycił co i jak. Może dzięki temu, że wcześniej szalał na jeździku. Tak czy inaczej uwielbia jeździć. I na swoim rowerku i wcześniej na foteliku jako pasażer. Teraz jest już powoli za duży i jego miejsce zajął Dominik. Tym sposobem wczoraj w czwórkę otworzyliśmy sezon rowerowy :) 
A to nasz sprzęt u celu, czyli na placu zabaw dalszym. Męża z fotelikiem, mój i Mikołaja z koszykiem i kredą aktualnie plus kask obowiązkowo.
Moi mężczyźni prezentowali się mniej więcej tak :) Dominika w sumie nie widać niestety.
To pierwszy raz Dominika, więc bez szaleństw. Podobało mu się, cały czas się rozglądał i uśmiechał. Na placu zabaw za pomocą kredy robiliśmy kolorowy piasek, zamki. Trochę czasu spędzili na huśtawkach. Poznaliśmy nową koleżankę i M rozmawiał z nią o ulubionych bajkach. Potem powrót do domu.
W sumie niezupełnie, bo sama jeszcze pojeździłam godzinę po leśnych drogach. Bez dzieci, bez celu, wolność! Tego mi brakowało. I teraz część wyjść na kijki pewnie na dwa kółka zamienię :) I się pochwalę, że schudłam ostatnio 4 kg, do celu jeszcze tylko 8-10... tylko ;) Przy takiej pogodzie dam radę!

piątek, 31 stycznia 2014

Ku pamięci w wielkim skrócie

  • 24 stycznia - przedstawienie w przedszkolu z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka. Mikołaj był fantastyczny, śpiewał, tańczył, wysyłał buziaki. Pokłonił się tak, że aż musiał przyklęknąć i prawie stanął na głowie. Potem jeszcze chwilę zostałam z Dominikiem i się wspólnie bawiliśmy
  • weekend - przyjechała mama, kolęda, spacer z sankami (głównie Mikołaj na nich jeździł, trochę je pchał, a na chwilę i Dominik usiadł i Mikuś go dumnie pchał, jak na zdjęciu widać poważnie się zastanawiał, gdzie by tu pojechać, żeby było równo)
  • 27 stycznia - karnawałowy bal przebierańców organizowany w restauracji przez przedszkole. Mikołaj był Robin Hoodem, a my niczym turyści na Hawajach (kwiaty, kolorowe okulary, chusty itp.)
  • ponownie ruszyłam z kijkami na Nordic
  • 29 stycznia - Dominik skończył 9 miesięcy. Nadal jeden ząb. Pięknie bije brawo, coraz pewniej raczkuje, siada, staje przy meblach.
  • jutro, a właściwie dzisiaj jedziemy na basen (wpis) - pierwszy raz D
  • a popołudniu na Pedro's Cup
To tak w gigantycznym skrócie, żebym później pamiętała o czym napisać wstecznie.

środa, 22 stycznia 2014

Bracia

Uwielbiam te moje Szkraby i relacje między nimi.

Ostatnio siedzieliśmy wszyscy, nagle coś Tomkowi spadło i Dominik się przestraszył. Mikołaj usiadł koło niego, przytulił i "Nie bój się Dominik. Jestem tu. Ccciiiii Dominik. Nie bój się, już jestem". Poza przytuleniem był buziak i głaskanie. Kochany. Cudowni są :) 

W weekend na spacerze pełno śniegu. Mikołaj tradycyjnie na sankach (w pełnej krasie mogliście je już podziwiać tu po zakupie, tu pierwszy raz, i tu na szaleństwach na górce, są wspaniałe i polecam wszystkim) a Dominik w wózku. I cały czas Młodszy się odwracał i szukał Starszego. Goniliśmy się. Musiałam iść tak, by Mikołaj był raz z jednej, raz z drugiej, żeby cały czas go widział.
Takich sytuacji i chwil jest wiele. Odkąd Dominik raczkuje i jest mobilny częściej się bawią. Wcześniej już jednak do niego przychodził, witał się, przynosił zabawki i takie różne małe gesty. Pamiętacie jeszcze buziak w brzuch od Mikołaja na dzień dobry (klik)? 
Ostatnio coś o siostrzyczce wspomina... ;)

* W tym wpisie aż się prosi o zdjęcia razem i mam tyle cudownych chwil uwiecznionych, ale twarze znowu i powraca pytanie o publikowanie zdjęć.

** Przy okazji Google+ zmienił mi automatycznie zdjęcie ze śniegiem na takie z efektem... ;) Właściwie już nie padało, ale wygląda to ciekawie ;)

czwartek, 7 listopada 2013

Popołudniowy spacer w MT - podejście pierwsze

To czego nie lubię o tej porze roku, to szybki zmierzch. Codziennie wychodzę z Dominikiem przynajmniej dwa razy. Przed południem i po. I niestety teraz jest już ciemno i nie wiem czy tego nie zmienić na dwa spacery przed obiadem może. Hmm... Ale nie o tym miało być :)
Wiecie, że jestem chustomaniaczką i noszę namiętnie. Uwielbiam chusty i powoli przerzucamy się na wiązania na plecach, chociaż z przodu jednak jest lepszy kontakt i możliwość przytulania. Niestety waga 9-10 kg swoje robi. Dzisiaj dla odmiany jeden z pierwszych spacerów w nosidełku Mei Tai (MT, mietek, Mei Taj itd.). Kupiłam je już jakiś czas temu, ale czekałam, aż Dominik będzie pewnie siedział, a tak naprawdę zacznę więcej nosić jak będzie sam siadać, a nie tylko siedzieć, tak na wszelki wypadek :) Nasze nosidełko jest używane, ale w stanie idealnym. Uszyte przez Pathi, dwustronne i dwurozmiarowe (możliwość podwinięcia pasów i zmniejszenia tym samym rozmiaru panela - wysokość i szerokość rozstawu nóżek). Wyglądaliśmy w nim pół godziny temu o tak:

wtorek, 15 października 2013

Spacer po deszczu

Jesień, złote liście i deszcz ;) Była okazja do przetestowania parasolki w akcji i do skakania po kałużach niczym świnka Peppa, coś co mój Syn uwielbia. Dzisiaj głównie zdjęciowo :) Zaczynamy od wyjścia i oczywiście Mikołaj "Ja sam" otwiera bramkę.
Potem wszystkie kałuże trzeba zaliczyć w biegu, podskoku, z parasolką lub dla bezpieczeństwa bez ;) I z rozmysłem pozwalamy mu się zmoczyć, bo to krótki spacer, więc nie zdąży zmarznąć.

niedziela, 6 października 2013

Jesienny spacer w chuście - polar dla dwojga

Jesień, złota polska jesień :) W końcu i u nas piękne liście, a nie tylko deszcz i niska temperatura. Uwielbiam spacery jesienią. Właściwie każda pora roku ma dla mnie swój urok i cieszę się na myśl o niej. Jako że jesteśmy uzależnieni od chust, to nie przerywamy naszej przygody, a jedynie cieplej się ubieramy. Pomocne są wełniane spodenki, cieplejsze skarpety, bluza, czapeczka, rajstopki, ale i to by mogło czasami nie wystarczyć, dlatego posiłkuję się polarem dla dwojga. Ludzie są pomysłowi, a potrzeba matką wynalazku. Z myślą o chustowych rodzicach powstały golfy dla dwojga, specjalne kurtki, dodatkowe panele do tradycyjnych kurtek (i taki sobie zrobię jak tylko na jakąś kurtkę lub płaszcz się zdecyduję) i polary/bluzy. Naszą zakładałam jeszcze w domu, ale prawdziwy test przeszła nad morzem i się sprawdziła.
Jurata 2013

czwartek, 3 października 2013

U babci, grzybobranie i 5 miesięcy

Nie pisałam, bo byliśmy u mojej mamy. Mikołaj uwielbia pobyty u babci. Nawet kilka godzin w samochodzie mu nie przeszkadza, bo "jedzie do babci", może być grzeczny, zasypia, rozgląda się, pociesza Dominika, je - przeważnie jest tak spokojny, że aż dziwne :) Właściwie mnie to nie zdumiewa, bo sama uwielbiałam wypady na wieś. Babcie coś w sobie mają, zawsze się u nich czułam taka zrelaksowana, bezpieczna, a ile atrakcji! Wprawdzie moja mama nie jest typową/stereotypową(?) babcią z kurami, ogródkiem itp., ale poszaleć można. Jest mała działka przy domu, a w niej latem pomidorki (dostałam też w donicy i na tarasie podlewał i zbierał codziennie kilka cudownie słodkich), poziomki, kwiaty, a teraz były tak lubiane przez niego jabłka. I żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia jak je zrywał z szerokim uśmiechem i zachwytem na twarzy, a jednocześnie w skupieniu, bo to tak ważna czynność.
Poza tym w pobliżu jest las, co aż taką atrakcją nie jest, bo mieszkamy koło puszczy, ale u babci jest jednak inaczej. Byliśmy we czwórkę na spacerze. Dominik w chuście, Mikołaj z piłką. Pograliśmy trochę na Orliku, szanse nie były wyrównane, bo 2:2, w tym ja z małym w chuście, więc ta pomoc raczej utrudniała, ale co tam. Wynik mimo wszystko był wyrównany, bo mąż nie chciał mi zrobić krzywdy mocniejszą piłką, a Mikołaj choć kopnięcie ma wspaniałe jak na 2,5 latka, to jeszcze sobie z nim radzę. Za to obronił kilka moich strzałów, mąż miał więcej problemów, ale go nie oszczędzałam ;) Powrót z boiska i placu zabaw, koło szkoły, do której "chodziła mamusia jak była mała" - i to prawdą częściową jest, ale na tym placu zdecydowanie się nie bawiłam, bo go jeszcze nie było, jednak to nieistotne szczegóły - lasem. A w nim... tyle grzybów! Poznawaliśmy i szukaliśmy różnych, najbardziej spodobały się chyba muchomory, takie piękne czerwone, ale na szczęście obowiązywała zasada nie dotykamy, a jedynie oglądamy i szukamy, a jadalne zabieramy ze sobą i tu cała skomplikowana akcja. Miałam okulary, więc widziałam lepiej od Tomka i w związku z tym nieskromnie się przyznam, że znalazłam najwięcej, ale też grzybobranie uwielbiam. Kierowałam Mike'a w danym kierunku, by mógł "znaleźć" grzyby, potem go zbierałam, a on podawał tacie, który dzielnie niósł. Babcia oficjalnie się ucieszyła, ale pewien problem miała, bo co zrobić z kilkunastoma grzybami? Padło na suszenie.

sobota, 21 września 2013

Zachustowany Tata na spacerze :)

Dla niedowiarków i osób nie wierzących w moją moc przekonywania :) Osobisty Mąż z dwójką dzieci. Starszy na hulajnodze pod czujnym okiem mym, Młodszy na Tacie :) Oczywiście zasnął. I tak wyglądał nasz spacer do sklepu po nowe buty dla Mike'a. Powrót już inaczej, bo Mikołaj się zmęczył i Dominik trafił do mnie do chusty, a M na barana do Taty. Hulajnoga - niesiona na zmianę. Prawda, że śliczny obrazek?
Motanie to jeszcze moje dzieło - na kimś o wiele trudniej niż na sobie się dociąga. I przy okazji to chusta 5,2 m, a jak widać sporo zostaje na mężczyźnie ponad 1,80 m przy wiązaniu typu kieszonka i Szkrabie 8,5 kg. Ręce podtrzymują słodki ciężar nie z niepewności, że spadnie - pytałam, a na zasadzie "co z nimi zrobić" :)
Uwielbiam.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Dzień 11b. Gdynia Orłowo

W skrócie: molo, plaża, plac zabaw, lody :) Przy okazji nasz wakacyjny must have, czyli hulajnoga i plecaczek Mikołaja, wózek i chusta Dominika (i tak jak wózek przy chuście może nie byłby potrzebny, to gondola się przydaje chociażby do spania, jak łóżka brak albo do zmiany pieluszki na długim spacerze przy wietrze).

czwartek, 1 sierpnia 2013

Dzień 1. Jeszcze w domu, spacer po Starówce

W tym roku mamy wyjątkowe wakacje, bo trwają aż miesiąc. Tylko pytanie czy to na pewno jest urlop? Mikołaj nie chodzi do przedszkola, bo jest zamknięte, mąż wziął urlop połączony z tacierzyńskim, ja jestem na macierzyńskim, a Dominik, no cóż on jedzie tam gdzie ja i pierś. Generalnie planujemy spędzić większość u mojej mamy z wypadami na morze i jeziora, trochę w Trójmieście. Bez harmonogramu, pośpiechu. Za to z dziećmi 24/24 i 7/7. Ten ostatni punkt nie tyle z miłości i wyboru, co z braku innych możliwości, ale nie narzekam. No może trochę żałuję, że nie będziemy mogli gdzieś wyskoczyć choćby na kilka godzin jedynie we dwoje, ale trudno. Za to na pewno nie będę mogła powiedzieć, że spędzam z nimi mało czasu :)
Dzisiaj jeszcze formalności związane z nowym samochodem (nadal mogę skakać z radości) i pranie, pranie, pranie po tygodniowym braku pralki. Niestety nie było sensu jej już naprawiać i kupiliśmy nową. Prawdopodobnie możecie sobie wyobrazić ile się uzbierało przy dwójce maluchów mimo sporadycznego ręcznego prania. Poza tym pakowanie i przygotowanie mieszkania na teoretycznie miesięczne wakacje. Podejrzewam, że max po dwóch tygodniach i tak tu wpadniemy, ale w razie czego wolę przygotować choćby kwiaty i takie tam.

wtorek, 2 lipca 2013

Wesele i tydzień u mamy

Wróciliśmy. Zmęczeni, ale i paradoksalnie wypoczęci ;) Odgruzowuję skrzynkę pocztową i powoli mi się to udaje, ale to trochę potrwa niestety. A co się u nas działo? Na pewno nie napiszę wszystkiego w jednym poście, bo o połowie zapomnę, ale się postaram jakoś to ogarnąć ;)
Wyjechaliśmy w czwartek, ukrop straszny, autobus miejski to nieporozumienie. Za to pociąg z klimatyzacją, do którego można wjechać wózkiem to jest to - niech żyje Arriva! Potem jeszcze godzinka samochodem i jesteśmy. Nie ma jak rodzinny wyjazd bez samochodu na wieś ;) Byliśmy późno, więc szybka kolacja, mycie dzieci i spać.
W piątek przedweselne przygotowania, zostaliśmy w domu odbierając wszelkie możliwe paczki, ciasta itd., siostra pojechała załatwiać tysiące spraw, podobnie mama, a my mieliśmy jedynie nie przeszkadzać. Przeszliśmy się na spacer - planowo nad jezioro, ale okazało się, że po tylu latach znajome ścieżki w lesie się pozmieniały, część drzew wycięto, posadzono nowe, część dróg poszerzono i w efekcie nad wodę nie dotarliśmy. No, poza rzeką, nad którą nie można nie trafić ;) Później się okazało, że jednak pamięć mam dobrą, a jedynie pojęcia "blisko", "daleko" są inne, gdy się maszeruje z dwulatkiem. Mikołaj szedł dzielnie podekscytowany wizją kąpieli, a Dominik tradycyjnie spał w wózku. Po kilku km starszy wylądował na tacie na biodrze, potem na barana i tak jeszcze kawałek przeszliśmy, a on zasnął. Stwierdziliśmy, że bez sensu byłoby szukanie dalej, więc zawróciliśmy. M trafił do gondoli, a D na ręce, jednak łatwiej nieść 6-7 niż 14 kg ;) Po drodze przebiegła przed nami sarna i nie wiem dlaczego się zdziwiłam, że jest tak blisko nas, w końcu byliśmy na jej terenie.

Wieczorem zaczęli się zjeżdżać pierwsi goście i był grill. Na Kaszubach - a przynajmniej w naszym rejonie - jest tradycja, że w przeddzień ślubu przychodzą znajomi na tłuczenie szkła, od początku była mowa, że nie za bardzo nam się to uśmiecha i na szczęście nas ominęło (tzn. przyszło jedynie kilka osób), ale że nigdy nic nie wiadomo jedzenie i alkohol były gotowe. Dzieci spały, a my mogliśmy porozmawiać.

wtorek, 4 czerwca 2013

Długi weekend i wizyta patronażowa

Jednak jestem zmuszona oficjalnie stwierdzić, że połóg nie służy szarym komórkom lub jedynie ja jestem dziwnie zakręcona z przyczyn nieznanych ;) Wyobraźcie sobie, że byłam pewna, że pisałam o Dniu Dziecka i długim weekendzie, a jak włączyłam blog okazało się, że wpis owszem powstał, ale jedynie w mojej głowie podczas karmienia Dominika :D Wariatka.
Nasze dzieci miały Dzień Dziecka trwający zdecydowanie dłużej, bo i prezenty dostały od nas wcześniej, a że i znajomi nas odwiedzili, to w kolejne dni też świętowali. Mikołaj zachwycony, bo kupiliśmy mu hulajnogę i wiem, że pod względem zabawek na dworze (rowerek, jeździk itd.) jest strasznie rozpieszczony, ale on u w i e l b i a  sport i aktywne spędzanie czasu. Dominik prezentów nie kojarzy, bo kupiłam dla niego pieluchy - czyli bardziej dla siebie de facto, i jest za mały jeszcze, ale za to miał przepyszne i najlepsze mleko mamy na żądanie, podobnie jak każdego innego dnia, więc nie narzeka :) W czwartek ze znajomymi pojechaliśmy w tereny zielone (wspominałam o tym miejscu tu), by oderwać się od miasta, chociaż w sumie mieszkamy koło puszczy, więc na brak zieleni nikt nie narzeka. Bąbelek spisał się na medal, czyli przez 6 godzin spał w wózku z przerwą na zmianę pieluchy i karmienie. I nie wiem dlaczego, ale mam opory by karmić piersią na zewnątrz. Niby znalazłam ławkę w odosobnieniu, przykryłam nas tetrą bambusową, ale jakoś tak niekomfortowo się czułam. Pewnie mi niedługo przejdzie, ale jednak jak mam wybór, to karmię w domu. Za to Mikołaj szalał z kolegą. Biegali, gonili się, plac zabaw ich, oczywiście samochodziki, piłka. Szał ciał i pogoda genialna, tzn. padało, ale jak już wracaliśmy, więc się nie liczy ;) I pysznego loda zjadłam, mniam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...