Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fitness. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fitness. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Rodzinny czas

Mąż ma kilka dni wolnego, z czego korzystamy, cieszymy się czasem razem, chodzimy na spacery, bo pogoda genialna, uczymy się funkcjonowania w cztery osoby. Przez to niestety na blogowanie mniej czasu, ale systematycznie nadrabiam zaległości i Was podczytuję - nie zdziwcie się jak nagle "zaspamuję" hurtowo komentarzami w kilku wpisach. Ponieważ w domu nie jestem sama, to i czas inaczej się układa, bo nie tylko wg potrzeb dziecka i mojego widzi mi się, a musimy iść na kompromisy i nie do końca potrafię się zorganizować po swojemu niestety.
Co u nas? Ponownie zbiorczo i skrótowo. 
Byliśmy w wesołym miasteczku i tym razem Mikołaj szalał ze mną, a tata robił zdjęcia i pilnował Śpiocha w wózku. Ilość atrakcji ze względu na wiek i wzrost ograniczona, ale zaliczyliśmy kolejkę i samochodziki. Może nawet lepiej, że nie na wszystko może wejść, bo ceny biletów są porażające. Potem był wielki plac zabaw :) Właściwie to kompleks kilku mniejszych: dla małych dzieci, odrobinę starszych, miejsce do jeżdżenia na desce, rolkach, boisko do nogi (to chyba Orlik), siłownia dla dorosłych na świeżym powietrzu (Brzdąc zawsze na orbitreku chwilę jeździ i naprawdę świetnie mu to wychodzi, a ja już się nie mogę doczekać, gdy na nim poćwiczę).

czwartek, 1 marca 2012

Joga i fit ball czyli zapał jest

O dziwo moja motywacja nie słabnie, a wręcz się nasila z każdą kolejną straconą kalorią :) Zaczynam się powoli uzależniać od sportu. W czwartek byłam ponownie na fitnessie. Tym razem nastawiłam się na rozciąganie, wzmocnienie mięśni i modelowanie. Planowałam grupowe zajęcia 20 minutowe "płaski brzuch". Ponieważ po nich nie byłam zmęczona - choć nie powiem w trakcie czułam mięśnie cały czas - poszłam na bieżnię. 20 minut marszu. Próbowałam czytać i niby się dało, ale średnio i przez to wolniej chodziłam, więc następnym razem zrezygnuję z tej formy umilacza, za to na rowerku nadal mam zamiar. Po 20 minutach uświadomiłam sobie, że zaraz będzie joga, a nigdy nie byłam i mnie strasznie kusiła. Z drugiej strony obawiałam się, że nie dam rady. Mimo wszystko zapytałam czy są jeszcze wolne miejsca, zapisałam się i godzinę ćwiczyłam. Jestem pozytywnie zaskoczona swoim stanem rozciągliwości, równowagi i wytrzymałości, ale zwały tłuszczu zdecydowanie sprawiały dyskomfort. Postanowienie raz w tygodniu modelowanie z rozciąganiem i wzmacnianiem, ale raz musi być spalanie tkanki tłuszczowej. W tym dzięki easy bike i wczorajszym ćwiczeniom udało się to zrealizować.

Podsumowując czwartek:
20 min "płaski brzuch"
20 min bieżnia
60 min joga
----------------------
100 minut ćwiczeń :) 

Dzięki ćwiczeniom i częściowej diecie waga spadła aż 1,7 kg w 14 dni - całkiem niezły wynik. Hormony się ustabilizowały, więc wysiłek powinien przynieść efekt.
Wczoraj byłam trzeci raz, bez wcześniejszych zapisów, ale były wolne miejsca, więc i zorganizowane zajęcia zaliczyłam. Najpierw rowerek, potem fit ball, a na zakończenie spacer/marsz na bieżni. 

Podsumowując środę:
rowerek poziomy - 30 min/170 kcal/11 km
“fit ball” - 60 min
bieżnia - 10 min/śr. pr. 5,3 km/h
--------------------------------
łącznie 100 min 

Jestem zadowolona :) Zapał nadal jest. Dłuższa przerwa była, bo mały trochę chorował i nie miałam jak wyjść, za to jutro ponownie idę, jeszcze nie wiem na co, ale na pewno coś się znajdzie :) Do wyboru zumba - ostatnio bardzo popularna,  stretching, albo typowa siłownia. Kusi mnie ścianka wspinaczkowa, ale najpierw trochę schudnę i wzmocnię mięśnie.

środa, 22 lutego 2012

Power Bike

Wczoraj byłam pierwszy raz (po ciąży) na organizowanym aerobicu - pomijam aquaAerobic i aquaBaby, na które systematycznie chodzimy. Na pierwszy raz wybrałam Easy Bike, bo niby jest łatwy, ale kurcze nie wiem dla kogo :) Na pewno nie na pierwszy raz, za dużo podjazdów i jazdy nad siodełkiem, ile razy siedzieliśmy to bez względu na obciążenie się nie męczyłam, ale te podjazdy nad siodełkiem, obniżenia, pozycje trzymania kierownicy - wow! Dały w kość, ale wspaniale się po nich czuję :D Takie przyjemne zmęczenie. Myślę, że po 2-3 zajęciach powinnam już cały program spokojnie jechać.
Po godzinie na rowerze w zmiennym tempie, przy muzyce i w zaciemnieniu poszłam na stepper skrętny i w sumie się cieszę, że go jednak nie kupiłam, bo po 5 minutach mi się znudziło. Wybrałam  bieżnię i na pożegnanie tego dnia przemaszerowałam 15 minut z pochyleniem do 5% i prędkością 5-6 km/h. Czyli spokojnie, ale kalorie spalone są :) A zawsze trochę więcej ćwiczeń. Prysznic i do domu.

Muszę zdecydowanie częściej chodzić. Z T. mamy umowę, że mam 2 wieczory w tygodniu dla siebie, a on zostaje z M. i mam zamiar je wykorzystać właśnie na aerobic. Raz coś organizowanego typu power bike, zumba, joga itp., a drugi bieżnia, orbitrek i może siłownia typowa. Na razie mam karnet na 10 wejść do wykorzystania w 2 miesiące, ale chyba zmienię na ten miesięczny bez limitu wejść. Tylko żebym miała więcej wolnego czasu... ale to jeszcze zobaczymy jak mój zapał po kilku tygodniach będzie wyglądał ;)
Na razie chcę spróbować różnych ćwiczeń i wybrać coś dla siebie. Zapisałam się już na płaski brzuch, fit ball i taniec brzucha :) Ponieważ np. ćwiczenia na brzuch trwają około 20 minut, to na pewno jeszcze z bieżni, albo orbitreka skorzystam. Wejścia są tak długie jak chcę a nie np. godzinne, czyli mogę pójść na jogę i potem poćwiczyć jeszcze czy inne kombinacje stosować. Wczoraj widziałam dziewczynę czytającą na rowerku stacjonarnym chyba z półtorej godziny, takim poziomym,  z wygodnym oparciem - muszę spróbować.
Czyli podsumowując wtorek:
godzina power bike i 20 minut steper/bieżnia :) Nie jest źle, dzisiaj nawet zakwasów nie mam. Polecam wszystkim!

piątek, 8 lipca 2011

Tańczyć chcę!

Zapisanie się na kurs było jedną z lepszych decyzji tego roku :) Pierwsze zajęcia za mną i było wspaniale, fantastycznie i nie wiem jak jeszcze, ale już chcę tam wrócić. Na razie uczyliśmy się po kilka kroków bluesa i cha chy. Większość to pary, które chcą się przeszkolić przed weselem. Pojedynczo zapisała się jeszcze jedna dziewczyna i chłopak. Śmiałyśmy się, że będziemy się nim wymieniać, ale na szczęście znalazł się pan z innej grupy i został moim tanecznym partnerem. Nawet dobrze się złożyło, bo lepiej zna kroki i pewniej prowadzi. Oczywiście mówimy sobie po imieniu, choć spokojnie mógłby być moim ojcem, jak nie lepiej. Nawet sam zaproponował, bo ponoć tak dobrze mu się ze mną tańczyło (myślał, że kiedyś już się uczyłam), że w środy może przychodzić, ale na czwartek kogoś innego będzie trzeba znaleźć.
Wróciłam do domu roześmiana, roztańczona, pełna energii, poznałam kilka nowych osób, moje rozmowy w ogóle nie dotyczyły dzieci i jest to cudownie odświeżające. Część par w połowie rezygnuje i zaczyna indywidualne przygotowania pierwszego tańca, ale jest kilka osób, które chcą kontynuować na kolejnych poziomach i jak się wszystko dobrze ułoży, to może się zbierze zgrana grupa. Są też practise, na razie po zajęciach, od roku szkolnego w inny dzień, organizują też różne bale itp., więc okazji do tańca będzie więcej. Szkoda tylko, że T. nie chce się uczyć, tzn. ze mną nie może, bo ktoś z M. musi zostać, ale mógłby pójść na inną grupę, niestety taniec go nie kręci.
Mały coraz ładniej je jabłuszka i inne owoce ze słoiczka - marchewka nadal jest blee, więc ja odrobinę więcej jej jem. Kaszki mleczno-ryżowe owszem, ale odrobinkę, a resztę z chęcią dokańczam, bo je uwielbiam. Czyli nawet jak wyjdę i się nie wyrobię w planowanym czasie, to można podać słoiczek (a właściwie pół) i jedzenie jest odroczone o 2-3 godziny, choć potem następuje tęskne przyssanie do piersi i do mamy :)
Odpukać, ale zaczął znowu normalnie spać, czyli raz się tylko budzi w nocy na jedzenie i dalej  idzie spać. No i wstaje od kilku dni nie o 5, a o 6.30, co o tej porze robi wielką różnicę. Zmykam do zabawy, ostatnio odkrywa nowe sposoby i nowe zabawki, które dostał, więc fascynacja matą i tym co na niej trwa w najlepsze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...