Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikołaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikołaj. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 października 2014

Dialogi rodzinne :)

Układałam z Mikołajem puzzle "Smerfy w lesie" (60 elementów - o dziwo te są o wiele łatwiejsze od kilku z 30, które mamy, bo raz zróżnicowany obrazek, a dwa M uwielbia Smerfy i chętnie układa).
  • ja: Mikołaj widzisz gdzieś klocek z jeżem?
  • M: Mamusiu, to nie są klocki a puzzle. Poczekaj chwilę.
Poszedł do swojego pokoju. Przyniósł kilka klocków Lego Duplo...
  • M: Widzisz Mamusiu? To są klocki, a to puzzle. Widzisz różnicę? Zapamiętasz?
  • ja: ...
Padłam :) Ciekawe po kim to ma...? ;) Chociaż w sumie patrz punkt drugi TU. Podobne? Inne? Coś w tym jest, ekhmm...

sobota, 7 czerwca 2014

Dzień mamy i taty w przedszkolu

W piątek było w przedszkolu przedstawienie z okazji Dnia Mamy i Dnia Taty - tak połączone w jedno. Maluchy wystawiały Złotowłosą i trzy misie. Mikołaj nie występował, tzn. nie miał roli, ale śpiewał z wszystkimi. Były też życzenia dla rodziców i laurka. O taka z guzików :) Wprawdzie nie z tych, które przyniósł, ale albo sobie wybrał inne, albo coś się pomieszało - nieważne. Rękodzieło od mojego trzylatka jest. Jaka radość przy wręczaniu - bezcenna. Do tego zrobiona przez niego ramka ze zdjęciem ozdobiona muszelkami. Wspaniały jest! Musielibyście zobaczyć jak się cieszył, wyrywał ze śpiewaniem, sprawdzał czy na pewno patrzymy i klaszczemy. Po przedstawieniu jeszcze chwilę zostaliśmy i zrobiliśmy sobie rodzinne zdjęcie, bo takich mamy zdecydowanie za mało. Dziękuję Ci Synu za piękne życzenia i taniec :*

czwartek, 22 maja 2014

Ręcznie robione słodycze, czyli relacja ze spotkania w Poznaniu cz. 1

  • Mikołaj chciałbyś zobaczyć jak powstają lizaki i zrobić jednego dla siebie?
  • Tak!
W sumie nie musiałam pytać, bo odpowiedź znałam :) Wszystko zaczęło się przypadkiem, w piątek weszłam na chwilę na facebook i na tablicy pojawiała się informacja Matki Wygodnej, że mają jeszcze wolne miejsce na niedzielne spotkanie w Poznaniu, które organizuje razem z Matką Nie Wariatką. W ramach spotkania Poznaj Poznań Lokalnie miały się odbyć warsztaty dla dzieci, potem szaleństwa w Jupi Parku, spotkanie blogujących mam i przedstawienie oferty lokalnych wydawnictw, m.in. przewodnika dla dzieci po Poznaniu. Miasto darzę sentymentem, w końcu się tam urodziłam i jeździłam na podyplomówkę. Daleko nie mamy, bo samochodem niecałe dwie godziny i tym sposobem spontanicznie i trochę na wariata postanowiłam pojechać.
Bardzo się cieszę, że zapadła taka a nie inna decyzja, bo spotkanie było udane. Mikołaj zadowolony z atrakcji, a ja z poznania dziewczyn, a że nie był to wielki zlot, a kameralne spotkanie 11 mam z dziećmi, to można było spokojnie porozmawiać i skojarzyć daną osobę z prowadzonym blogiem. Pojechaliśmy wszyscy w niedzielę rano. Tomek z Młodszym został na Malcie, bo tam zaparkowaliśmy, a ja ze Starszym zaczęłam przygodę od podróży tramwajem. Cudowne, że mając 3 lata nawet kupowanie biletu, jego kasowanie i trzymanie jest atrakcją :) Szkoda, że ominęła nas kontrola, bo to też jest coś. Podobnie liczenie przystanków – podróż była dłuuuga, bo aż do 4 doliczyliśmy ;) Ponieważ dojechaliśmy przed planowanym czasem zbiórki pod Kupca Poznańskiego, podeszliśmy na Wrocławską 12 do cukierni Słodkie Czary Mary, bo tu miał się odbyć pokaz robienia lizaków w starym stylu i warsztaty. Już z zewnątrz kuszą słodycze, a w środku półki wypełnione kolorowymi cukierkami, lizakami (te w kształcie Świnki Peppy, a może to był George? nas podbiły). Spotkaliśmy kilka mam i z nimi poczekaliśmy na pozostałe. 

poniedziałek, 19 maja 2014

Dialogi rodzinne


Starszy wrócił z przedszkola z ciastkami, bo jego ulubiony kolega Roch (tak ten od wypadku) miał urodziny. 
  • Ja (nieświadoma zagrożenia): Które Roch miał urodziny? Trzecie czy czwarte?
  • Mikołaj: Ostatnie...
Z wcześniejszych rozmów.
  • Ja: Mikołaj, widziałeś czytnik mamusi?
  • M: Nie, ani jednym paluszkiem go nie dotykałem.
Ubieramy się na spacer. Wieje, więc zakładamy czapki.
  • M: Moja główka nie chce czapki.
  • T: To Twoje nóżki nie wyjdą na dwór.

piątek, 18 kwietnia 2014

Przedświąteczne warsztaty kulinarne dla dzieci

Wspominałam na facebooku, że w niedzielę byłam z Mikołajem na warsztatach kulinarnych dla dzieci. Było zdobienie mazurka, a właściwie mazurków i jajek. Na początku pewien bunt przy nakładaniu fartucha, ale potem fascynacja, skupienie i praca. Mały kucharz. Zajęcia prowadził kucharz, pedagog, a dodatkowo fotograf robił zdjęcia. Najpierw dzieci poszły umyć ręce, potem był mini wykład o mazurkach, tradycji i pokaz zdobienia. Mikołaj z zainteresowaniem śledził postępy kucharza. Potem z zapałem przystąpił do dekorowania swojego mazurka w kształcie prostokąta i dwóch mniejszych okrągłych. Nie oszczędzał masy kajmakowej, migdałów, kokosowych wiórków, czekoladowych kulek, moreli, kolorowego lukru - szalał na całego :) Małe były skromniejsze, bo z białą czekoladą i lentilkami, a drugi z dżemem wiśniowym i kokosem. Wszystkie pyszne i nie doczekały do świąt, dlatego dzisiaj zdobimy kolejne - muszą być na przyjazd Babci, a Bąbel nie może się doczekać kolejnej przygody w kuchni. 
Potem było zdobienie jajek. Dzieci zrobiły kurki i malowały pisakami kolorowe jaja. 
Ogólnie Mikołaj bardzo chętnie mi pomaga w kuchni, przygląda się. Czasami odbieram go wcześniej z przedszkola i robimy niespodziankę dla Tatusia w postaci pizzy. Przygotowuję ciasto, a on dzielnie i z zapałem smaruje i kładzie składniki, sprawdza czy równo, czy czegoś nie brakuje, przyprawia. Jak potem dumnie częstuje :) Kochany jest. Robimy też inne rzeczy, nie raz pomagał mi w pieczeniu ciast czy robieniu obiadu. Nie była więc to jego pierwsza przygoda w kuchni, ale w gronie dzieci i nie tylko z mamą jednak jest inaczej. Na koniec nawet założył czapę i zrobił zdjęcie z kucharzem. A! Prawie zapomniałam dostał też dyplom, który oczywiście musiał znaleźć się na ścianie w pokoju obok innych. Wróciliśmy bardzo zadowoleni.

Warsztaty odbyły się w restauracji w Bydgoszczy i są organizowane odpłatnie prawie co tydzień w niedzielę. Więcej informacji znajdziecie na profilu Park Hotel Kids na fb.

środa, 2 kwietnia 2014

Wypadek w przedszkolu

Ostatnio cały czas się coś u nas dzieje i nie mam na nic czasu. Niestety nie są to tylko wizyty na placu zabaw i długie spacery, ale i wypadki. W czwartek kolega w przedszkolu popchnął Mikołaja. Tak niefortunnie, że spadł na stół i rozciął sobie wargę. Dodam ulubiony kolega i największy rozrabiaka w grupie... Panie od razu przyłożyły opatrunek lodowy, położyły go i chyba odrobinę panikowały. Raz do mnie zadzwoniły, a że akurat karmiłam i nie odebrałam, to po chwili jedna z opiekunek była już u nas w domu. Zabrałam Dominika i podeszliśmy po Mikołaja. Leżał z opatrunkiem na łóżeczku, obok niego dwie panie. Reszta dzieci w kółeczku, bo podobno była pogadanka o tym dlaczego nie wolno popychać. Mały się przytulił, ubraliśmy się i do domu. Warga nie wyglądała dobrze, jeszcze trochę krwawiła, ale bez tragedii.

niedziela, 9 lutego 2014

A trzy lata temu...

Mikołaj urodził się trzy lata temu o 5.40, ważył dokładnie 4352 g, z wszystkimi fałdkami mierzył 59 cm i dostał 10 pkt. Taką najwspanialszą Kruszynę po tylu tygodniach oczekiwań zobaczyłam :) Okrąglutki, wspaniały, mój. Nie napiszę, że pokochałam Go od pierwszego wejrzenia, bo nastąpiło to o wiele wcześniej, tygodnie, miesiące wcześniej. To oczekiwanie, rozmowy z brzuszkiem, kopniaki, to wszystko budowało naszą więź. Za to gdy Go zobaczyłam, zapomniałam o bólu porodu, tych godzinach skurczy, niepewności. Sama radość, szczęście. Jest wspaniały i czy to ważne, że się powtarzam? Mój Syn. Hmm... no dobra, nasz Syn :) Starszy Brat. Mikołaj.
Tu miał zaledwie kilka godzin. To zdjęcie oczywiście jest w naszym rodzinnym albumie :) Jak wiele innych, bo musiałam uwiecznić każdą minę, grymas. Chwile gdy spał, jadł, nawet płakał. Pierwszy spacer, pierwszy uśmiech, pierwsze karmienie butelką, pierwszy... Tych pierwszych, niepowtarzalnych, przełomowych chwil było w ciągu tych trzech wiele.
gdy mi go położyli na piersi, to zapomniałam o całym bólu i zmęczeniu, nie wiem jak to możliwe, ale prawdziwe. Jak usłyszałam jego pierwszy - bardzo głośny - krzyk, to uśmiechałam się od ucha do ucha, a jego kolejną czynnością było siusiu na tatusia, który dzielnie przeciął pępowinę

środa, 5 lutego 2014

Dzień Babci w przedszkolu

Mikołaj jak na przedszkolaka wypada z okazji Dnia Babci brał udział w przedstawieniu. Nie spodziewałam się rewelacyjnego występu, bo do tej pory na występach z okazji Dnia Matki, czy przedszkolnej wigilii maluchy raczej się krępowały i po kolei szły do rodziców z płaczem. Mój był dzielny i nie płakał zostając prawie do końca, ale jednak bez śpiewów czy tańczenia. I dlatego tym razem mnie zaskoczył i to bardzo. Jest trochę starszy, ale mimo wszystko takiego tańca, recytowania wierszyków i odśpiewania „Sto lat!” się nie spodziewałam. Był rewelacyjny! I nie tylko on, bo cała grupa wszystkich zaskoczyła z opiekunkami włącznie. Ukłonił się tak cudownie i z pasją, że prawie się przewrócił i stanął na głowie, a ratując się przyklęknął, po czym uśmiechnięty wstał i wysłał mi buziaki ;) Występując patrzył czy aby na pewno go obserwujemy, uśmiechał się. Cudowny! Potem dumnie niósł prezent (laurki i słodycze).
Po części artystycznej był tradycyjnie drobny poczęstunek i zabawy. Moja mama przyjechała dopiero popołudniu, więc ją zastępowałam z Dominikiem i dzięki temu mogliśmy się pobawić z Mikołajem i jego grupą. Starszy Brat wszystko pokazał, przyniósł zabawki, a potem Młodszym zainteresowały się koleżanki Mikołaja i go zagadywały, głaskały, przynosiły zabawki i robiły herbatkę ;) Bardzo się cieszę, że poszłam, a jeszcze bardziej mnie cieszy, że choć zapytałam Bąbla, czy chce z nami wracać, to stwierdził, że zostanie na obiedzie i wróci normalnie. I cieszy mnie to dlatego, że chwilami mam jednak wyrzuty, że chodzi do przedszkola, ale upewniam się co jakiś czas, że jest mu tam dobrze. Bawi się z dziećmi, ma inne zabawki, uczy się nowych zabaw i co ważne lubi panie a jedzenie mu bardzo smakuje. Dzisiaj też go odprowadziłam i zapytałam czy może przyjść po niego wcześniej, ale stwierdził, że nie, że normalnie. Zuch chłopak :) Za to później poszliśmy i się wyspał porządnie.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Męski punkt widzenia ;)

Tomek z Mikołajem wracając z sanek spotkali na placu zabaw koleżankę z przedszkola. Odeszli kawałek i Mąż zapyta:
  • Lubisz ją?
  • Nie!
  • Dlaczego?
  • Bo ciągle gada...
Mężczyźni. Mój Syn mógłby mnie nie polubić w przedszkolu, bo prawdopodobnie też za dużo gadałam ;)

sobota, 1 lutego 2014

Dominik na basenie

Chciałam napisać, że w piątek Dominik był pierwszy raz na basenie, ale to by nie była do końca prawda. I nawet nie mam na myśli filozoficznych rozważań i abstrakcji bycia na basenie jeszcze w okresie ciąży :) Czasami wydaje mi się, że u nas niewiele się dzieje, ale jak się dobrze zastanowić, to Najmłodszy swoim krótkim życiu był nad morzem kilka razy i zamoczył stopy w Bałtyku. Spacerował nad zatoką w Trójmieście w chuście i wózku. Moczył nogi w jeziorze i we wrześniu ponownie spacery po plaży w Juracie. Poza tym w czasie tego długiego weekendu korzystaliśmy z hotelowego basenu i by się kąpał, ale nie zabraliśmy pieluszki dla niego, więc jedynie podziwiał pływającego Mikołaja i ponownie moczył stopę i rączki.
Jurata 2013, Dominik i Mikołaj
Wracając jednak do rzeczywistości dopiero wczoraj pierwszy raz się kąpał.

piątek, 31 stycznia 2014

Ku pamięci w wielkim skrócie

  • 24 stycznia - przedstawienie w przedszkolu z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka. Mikołaj był fantastyczny, śpiewał, tańczył, wysyłał buziaki. Pokłonił się tak, że aż musiał przyklęknąć i prawie stanął na głowie. Potem jeszcze chwilę zostałam z Dominikiem i się wspólnie bawiliśmy
  • weekend - przyjechała mama, kolęda, spacer z sankami (głównie Mikołaj na nich jeździł, trochę je pchał, a na chwilę i Dominik usiadł i Mikuś go dumnie pchał, jak na zdjęciu widać poważnie się zastanawiał, gdzie by tu pojechać, żeby było równo)
  • 27 stycznia - karnawałowy bal przebierańców organizowany w restauracji przez przedszkole. Mikołaj był Robin Hoodem, a my niczym turyści na Hawajach (kwiaty, kolorowe okulary, chusty itp.)
  • ponownie ruszyłam z kijkami na Nordic
  • 29 stycznia - Dominik skończył 9 miesięcy. Nadal jeden ząb. Pięknie bije brawo, coraz pewniej raczkuje, siada, staje przy meblach.
  • jutro, a właściwie dzisiaj jedziemy na basen (wpis) - pierwszy raz D
  • a popołudniu na Pedro's Cup
To tak w gigantycznym skrócie, żebym później pamiętała o czym napisać wstecznie.

środa, 22 stycznia 2014

Bracia

Uwielbiam te moje Szkraby i relacje między nimi.

Ostatnio siedzieliśmy wszyscy, nagle coś Tomkowi spadło i Dominik się przestraszył. Mikołaj usiadł koło niego, przytulił i "Nie bój się Dominik. Jestem tu. Ccciiiii Dominik. Nie bój się, już jestem". Poza przytuleniem był buziak i głaskanie. Kochany. Cudowni są :) 

W weekend na spacerze pełno śniegu. Mikołaj tradycyjnie na sankach (w pełnej krasie mogliście je już podziwiać tu po zakupie, tu pierwszy raz, i tu na szaleństwach na górce, są wspaniałe i polecam wszystkim) a Dominik w wózku. I cały czas Młodszy się odwracał i szukał Starszego. Goniliśmy się. Musiałam iść tak, by Mikołaj był raz z jednej, raz z drugiej, żeby cały czas go widział.
Takich sytuacji i chwil jest wiele. Odkąd Dominik raczkuje i jest mobilny częściej się bawią. Wcześniej już jednak do niego przychodził, witał się, przynosił zabawki i takie różne małe gesty. Pamiętacie jeszcze buziak w brzuch od Mikołaja na dzień dobry (klik)? 
Ostatnio coś o siostrzyczce wspomina... ;)

* W tym wpisie aż się prosi o zdjęcia razem i mam tyle cudownych chwil uwiecznionych, ale twarze znowu i powraca pytanie o publikowanie zdjęć.

** Przy okazji Google+ zmienił mi automatycznie zdjęcie ze śniegiem na takie z efektem... ;) Właściwie już nie padało, ale wygląda to ciekawie ;)

środa, 4 grudnia 2013

Kino, opera - szalejemy :)

W sobotę byłam z Mikołajem na porankach dla dzieci w kinie. Jego pierwszy raz. Wielki ekran i ukochane ciuchcie, a dokładnie "Stacyjkowo". Seans trwał około godziny, chyba pięć odcinków łącznie, a po każdym "Mamusiu, Mamusiu jeszcze jedną". Frekwencja bardzo niska - pięć maluchów z rodzicem/babcią. Na dole kilka zabawek dla dzieci, ale mój nie był nimi zainteresowany - dopiero pod koniec je zauważył i na chwile podszedł, gdy jakaś dziewczynka zaczęła się bawić, ale szybko wrócił oglądać. Wpatrywał się w wielki ekran. Czasami siedząc na mnie wtulony, ale głównie z wrażenia stał opierając się o siedzenia przed nami. Pełen zachwyt.
Pewnie kiedyś jeszcze to powtórzymy, ale raczej nie za szybko, bo niestety taka przyjemność to podwójny bilet (łącznie 24 zł) i przyznam, że z nieznanego powodu byłam pewna, że dziecko wchodzi na bilet rodzica. Na pewno kiedyś jeszcze z Dominikiem pójdziemy jak podrośnie. 

A już w najbliższy piątek uciekam z domu od moich kochających Mężczyzn. Spokojnie, tylko na kilka godzin do... opery :) Już dawno nie byłam na koncercie czy balecie i mi tego brakuje. Niestety nie ma kto zostać z Bąbelkami, więc bez Tomka, a sama, ale i tak niezmiernie się cieszę :) Założę sukienkę, spryskam się perfumami (z umiarem), odpocznę psychicznie, odpłynę w zaczarowany świat "Śpiącej Królewny" Czajkowskiego. Uwielbiam takie wyjścia, a rzadko mam możliwość. Raczej w czasie spacerów mijam jedynie budynek opery ;)
Ostatnio z Tomkiem wyszłam jeszcze w ciąży do filharmonii (znajoma została z Mikołajem). Do teatru i kina udało nam się pójść w grudniu 2012, jak Bąbel był u mojej mamy kilka dni w czasie przeprowadzki, czyli dawno... Bardzo dawno.
A skoro już o planach wyjściowych, to w styczniu jadę do Poznania na spotkanie mam blogerek :) Do zobaczenia!

wtorek, 19 listopada 2013

Mały artysta - malowanie farbkami - nowa pasja

Pamiętacie jak Wam pokazywałam początek naszej zabawy z masą solną? Potem malowanie parasolki, szycie. Zainteresowanie malowaniem i farbkami trwa i właściwie nie ma dnia bez "Chcę malować farbkami". Doszedł do takiej wprawy, że zawsze podwija rękawki, odkręca/zakręca słoiczki, sam nalewa wodę, przygotowuje pędzle, czyści je między zmianą kolorów itd. Cieszy mnie to, bo teraz choroba nas uziemiła, a dzięki jego zainteresowaniom nie jest nudno :)
Zaczęło się od pomalowania solnych ozdób na choinkę. Początkowo tak skromnie, niepewnie. A co to? Po co? Jak? Mieszanie kolorów. Kupiłam jedynie mały zestaw z 6, więc trzeba było sobie radzić. Nie wiem dlaczego nie pomyślałam od razu o wersji super, hiper, mega, ale kto by przypuszczał, że aż tak mu się spodoba?

niedziela, 17 listopada 2013

Szyjemy ;)

Ostatnio sporo czasu spędzam przy maszynie, więc Mikołaj się tym zainteresował. Szczególnie, że czasami coś dla niego zrobię, albo dla Dominika. Nadal jesteśmy na etapie "dlaczego?", więc i maszynę musiał poznać bliżej. Zdjęcia tragicznie, bo wieczorem, ale... Najpierw podpatrywał, co kombinuję. Akurat szyłam podkłady na ramię, więc dziecięce wzory, kolorowo, czasami jakaś tasiemka. "Mamusiu, mogę Ci pomóc?". I jak tu odmówić? Najpierw wersja mało rozsądna, czyli pedał obok, prosty ścieg, materiał u mnie, a Bąbel naciskał, mocniej, słabiej, czyli szybciej, wolniej. W ten cudowny sposób miałam trochę prucia :) 
Potem lepsze rozwiązanie. Brzdąc na kolanach i pokazujemy, co, jak, z czym. Tu igła, pokrętło, nitka, ząbki, wybór ściegów, góra-dół, obcinak itp. O dziwo załapał większość. Potem obserwowaliśmy jak materiał nam "ucieka". Nie patrzcie na technikę, chodziło o to, by było bezpiecznie.

środa, 6 listopada 2013

Mikołaj :)

Mikołaj mnie czasami rozbraja :) Pomijam niekończący się zasób pomysłów na pytania, bo ostatnio "dlaczego" jest chyba jego ulubionym słowem i to są prawdziwe ciągi, bo każda odpowiedź to powód do zadania kolejnego pytania. Kilka dni temu mniej więcej w godzinie dziennej drzemki powiedziałam, żeby się położył. Przeważnie daje buziaka, zabiera bluzkę i kładzie się spać. Tym razem, nie. 
"Mamusiu nie chcę spać, ale sobie odpocznę". 
Wziął misia, koszulkę i do swojego pokoju. OK. I po chwili wchodzę do niego, żeby go przykryć, bo na pewno zasnął i co widzę? Dziecko leży na łóżeczku, na brzuszku, wymachuje nogami, wciąga zapach i patrzy uśmiechnięty. Na co? Na swoje dyplomy... Nie ma jak budowanie poczucia własnej wartości :) I jak mnie zobaczył, to uśmiech i mi je pokazuje i zadowolony i dumny oznajmił: "to moje" :) A dyplomy ma trzy i każdy razem wieszaliśmy za pomocą delikatnej taśmy na ścianie zasłaniając esy floresy kredkowe, które nagle się pojawiły w przejawie pasji tworzenia małego Picassa - tydzień po przeprowadzce i malowaniu... Dyplomy z przedszkola: z okazji pasowania na przedszkolaka, umiejętności jeżdżenia rowerem i prac plastyczny z okazji święta dyni.
A misiu "spał" pod kołderką, żeby mu nie było zimno. Po chwili Mikołaj to niego dołączył. Kochany jest... :)

środa, 30 października 2013

Pół roczku pod znakiem dyni

Nie wiem kiedy to zleciało, ale wczoraj Dominik skończył pół roku, a ja pamiętam jeszcze sesję ciążową  (klik, klik) i to wyczekiwanie, pierwsze wspólne dni. Planowałam długi wpis o nim zrobić, jak się zmieniał, kilka zdjęć wstawić, ale ostatnio czasu praktycznie w ogóle nie mam. Wyjazdy na groby, przygotowania do kolejnych, a najbliższy ponad dwie godziny samochodem. Wczoraj też niespodziewanie robiliśmy dynie. Wcześniej nigdy się tym nie zajmowałam, kojarzyło mi się z Halloween, którego nie uznaję, ale w przedszkolu święto dyni i konkurs na lampion. Kilka osób już przyniosło i Mikołajowi się spodobały. Oczywiście też chciał zrobić, więc "Mamusiu, Mamusiu" i ok. Tomek wieczorem pojechał po jedną, ale taki mały koszmarek jedynie został ;) Przeszłam się więc na rynek po ładniejsze i na szczęście były. 

wtorek, 15 października 2013

Spacer po deszczu

Jesień, złote liście i deszcz ;) Była okazja do przetestowania parasolki w akcji i do skakania po kałużach niczym świnka Peppa, coś co mój Syn uwielbia. Dzisiaj głównie zdjęciowo :) Zaczynamy od wyjścia i oczywiście Mikołaj "Ja sam" otwiera bramkę.
Potem wszystkie kałuże trzeba zaliczyć w biegu, podskoku, z parasolką lub dla bezpieczeństwa bez ;) I z rozmysłem pozwalamy mu się zmoczyć, bo to krótki spacer, więc nie zdąży zmarznąć.

poniedziałek, 7 października 2013

sobota, 13 lipca 2013

... bo nad jeziorem fajnie jest :)

Patrząc za okno trudno uwierzyć, że zaledwie kilka dni temu świeciło słońce i wypoczywaliśmy nad jeziorem. Pojechaliśmy ze znajomymi i z ich synem, o którym wielokrotnie wspominałam, a którego Mikuś uwielbia i uśmiecha się jak tylko go zobaczy. Ba! Wystarczy, że powiemy, że do nich idziemy (blok obok) i już radość wielka. Nad jezioro jest blisko, jakieś 10 minut samochodem, ale że swojego nie mamy, mieszkamy tu od pół roku zaledwie, to byliśmy pierwszy raz. Teren super, pomosty, część strzeżona, część nie, wypożyczalnia sprzętu wodnego, jest co zjeść i wypić, plaża piaszczysta lub trawa - jak kto woli, i cień i słońce. Czego chcieć więcej? Pogoda piękna, słońce grzeje, woda ciepła, w sam raz do pływania :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...