Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mamusiowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mamusiowo. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 maja 2014

Klif Orłowski w 500 kawałkach

Czyli puzzle Trefl ze zdjęciem Jana Włodarczyka. Miałam zacząć od kolażu z 1000, jednak na rozgrzewkę zaczęłam od 500 elementów, żeby się nie zniechęcić. O dziwo ułożyłam je w jedno popołudnie. Byłam pewna, że zajmie mi to kilka wieczorów. Szczególnie, że krajobraz, to niebo, plaża, zielenie, czyli teoretycznie płaszczyzny w tych samych kolorach różniące się odcieniami, co przy sztucznym świetle aż tak widoczne nie jest. Zdjęcia robiłam późnym wieczorem.

środa, 4 grudnia 2013

Kino, opera - szalejemy :)

W sobotę byłam z Mikołajem na porankach dla dzieci w kinie. Jego pierwszy raz. Wielki ekran i ukochane ciuchcie, a dokładnie "Stacyjkowo". Seans trwał około godziny, chyba pięć odcinków łącznie, a po każdym "Mamusiu, Mamusiu jeszcze jedną". Frekwencja bardzo niska - pięć maluchów z rodzicem/babcią. Na dole kilka zabawek dla dzieci, ale mój nie był nimi zainteresowany - dopiero pod koniec je zauważył i na chwile podszedł, gdy jakaś dziewczynka zaczęła się bawić, ale szybko wrócił oglądać. Wpatrywał się w wielki ekran. Czasami siedząc na mnie wtulony, ale głównie z wrażenia stał opierając się o siedzenia przed nami. Pełen zachwyt.
Pewnie kiedyś jeszcze to powtórzymy, ale raczej nie za szybko, bo niestety taka przyjemność to podwójny bilet (łącznie 24 zł) i przyznam, że z nieznanego powodu byłam pewna, że dziecko wchodzi na bilet rodzica. Na pewno kiedyś jeszcze z Dominikiem pójdziemy jak podrośnie. 

A już w najbliższy piątek uciekam z domu od moich kochających Mężczyzn. Spokojnie, tylko na kilka godzin do... opery :) Już dawno nie byłam na koncercie czy balecie i mi tego brakuje. Niestety nie ma kto zostać z Bąbelkami, więc bez Tomka, a sama, ale i tak niezmiernie się cieszę :) Założę sukienkę, spryskam się perfumami (z umiarem), odpocznę psychicznie, odpłynę w zaczarowany świat "Śpiącej Królewny" Czajkowskiego. Uwielbiam takie wyjścia, a rzadko mam możliwość. Raczej w czasie spacerów mijam jedynie budynek opery ;)
Ostatnio z Tomkiem wyszłam jeszcze w ciąży do filharmonii (znajoma została z Mikołajem). Do teatru i kina udało nam się pójść w grudniu 2012, jak Bąbel był u mojej mamy kilka dni w czasie przeprowadzki, czyli dawno... Bardzo dawno.
A skoro już o planach wyjściowych, to w styczniu jadę do Poznania na spotkanie mam blogerek :) Do zobaczenia!

środa, 3 lipca 2013

Wspomnienia i drugie dziecko

Mija czas, Dominik się zmienia i coraz częściej zastanawiam się jaki był Mikołaj w tym okresie, co wtedy robiłam, jak się rozwijał. Zaczęłam przeglądać blog i czytać wpisy z tego okresu i nie mogę się nadziwić, że to czy tamto robiłam, bo całkiem o tym zapomniałam. Przy okazji też powoli przenoszę je z bloxa tu. I jak czytam, to mam wrażenie, że są tacy sami, a jednocześnie widzę jak się różnią, zarówno moi synowie, jak i opieka nad nimi. Po powrocie z pracy Tomek zabierał malucha na spacer a ja miałam czas tylko dla siebie, teraz rzadko z dójką wychodzi sam, więc albo idziemy razem, albo się wymieniamy i zostaję w domu ze starszym, układamy klocki, puzzle, czytamy, malujemy, pieczemy itp., a on spaceruje z młodszym. Wszystko było takie nowe, już trzymiesięcznemu bąbelkowi czytałam ;) Jakby bardziej się starałam, ale też byłam mniej pewna tego czy robię coś dobrze, teraz wiem więcej, choć zdarza się, że popełniam głupie błędy - choćby przeziębienie na weselu przy klimatyzacji. Zupełnie zapomniałam o horrorze i niepewności, gdy ubzduraliśmy sobie, że M może nie słyszeć i o tej radości, gdy okazało się, że jednak wszystko jest dobrze. Poza tym się przeprowadziliśmy, mamy większe mieszkanie, innych znajomych, mąż krócej jest poza domem, bo odpada dojazd.
Często w komentarzach i na spotkaniach ze znajomymi słyszę pytania: jak to jest z dwójką, czy trudniej, jak Mikołaj reaguje, czy jest łatwiej z małym itd.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Spokojniej - wesele tuż tuż

Tydzień temu - kiedy to zleciało? - pisałam, że nie mam sukienki na ślub i ogólnie jestem daleko w polu z przygotowaniami. Na szczęście udało mi się kupić i to dwie :) Na zasadzie jedna na ślub i wesele, druga w razie wypadków z dziećmi lub jedzeniem/piciem i na poprawiny. Oczywiście nadal nie wiem, która jest tą pierwszą, a która na zapas. Wybrałam takie:
Zdjęcia przerobione odrobinę ze stron Monnari i Promod. Trafiłam na promocje i łącznie zapłaciłam niecałe 300 zł. Te wstawki w talii fantastycznie tuszują pociążowy brzuszek, a w połączeniu z jakąś bielizną wyszczuplającą w ogóle będzie super ;) O dziwo teraz jest mi prościej kupić sukienkę niż przed ciążą, bo w końcu cała jestem w jednym rozmiarze, a wcześniej jak była dobra w biuście i biodrach, to w talii wisiało i hulał wiatr - i tak zamierzam do tego wrócić ;)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Po dłuższej przerwie

Oj dawno nie pisałam, dawno.
Zmiany, zmiany i jeszcze więcej zmian :) Mikołaj się rozwija w zastraszającym tempie, jest boski, żywy, ale na szczęście jak śpi, to nic go nie obudzi i przesypia noce. Działalność ok, powoli, ale się rozkręca - na szczęście.
Zaczęłam dietę (więcej tu), niestety na razie moja systematyczność ma się nijak, ale teraz będzie już tylko lepiej. Chcę schudnąć, poprawić kondycję i przygotować się do... drugiej ciąży :) Jeszcze nie jestem, ale to najwyższy czas. Mam wrażenie, że jak poczekam za długo, to się rozleniwię, przyzwyczaję do większego dziecka i ciężej będzie podjąć decyzję o drugim.

środa, 16 maja 2012

Metryczka dla Mikołaja

Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam dawno temu, że wyszywam metryczkę dla Bąbla? W końcu ją skończyłam, za dużo rzeczy mnie od niej oderwało, ale udało się ;) Szybciej mi idą hafty na zamówienie, a dla siebie zawsze na końcu robię, grr... Teraz jeszcze tylko ramkę odpowiednią znaleźć, oprawić i powiesić na honorowym miejscu.
O zaległych wpisach pamiętam, ale ostatnio miałam dużo zleceń i mało czasu. Na szczęście/nieszczęście, teraz mam trochę luźniejszy okres, więc nadrobię. Zaraz sprawdzę co u Was. Pozdrawiam.

P.S. Niestety mój schemat haftu jest pokreślony i muszę go wyczyścić, zeskanować, a i tak nie będzie numerów mulin, więc proszę nie pytajcie o przesłanie, bo nie mam.

wtorek, 13 marca 2012

Zalatana

Witajcie, żyję i mam się dobrze, ale doba ma zdecydowanie za mało godzin :) Działalność, jajka i początek strony na FB (zapraszam do polubienia), a jeszcze www dla głównej działalności powinnam zrobić. Mikołaj rośnie i jest coraz wspanialszy, więcej umie, częściej się uśmiecha - o ile to możliwe - drepcze, tupta, chodzi i biega na okrągło :) Spacery to coraz mniej czasu w wózku, a więcej na nóżkach i zbieranie liści - wrzucanie ich do wózka, który uwolnił się od ocieplacza, a zyskał swój ochraniacz lżejszy, zanim się obejrzę będzie czas na parasolkę. A tak w związku ze słonecznymi - mam nadzieję - dniami, majówka nad morzem we dwoje, a mały u babci (niebezpiecznie blisko, więc pewnie kilka nocy z nami spędzi, bo się stęsknimy - kto zrozumie rodzica?) :)
Nadal ćwiczę - dzisiaj był basen - wspaniale się zrelaksowałam mimo pokonanych długości i zmęczenia, ale to świetne uczucie. O'K zmykam i pozdrawiam zaglądających i komentujących.

czwartek, 1 marca 2012

Joga i fit ball czyli zapał jest

O dziwo moja motywacja nie słabnie, a wręcz się nasila z każdą kolejną straconą kalorią :) Zaczynam się powoli uzależniać od sportu. W czwartek byłam ponownie na fitnessie. Tym razem nastawiłam się na rozciąganie, wzmocnienie mięśni i modelowanie. Planowałam grupowe zajęcia 20 minutowe "płaski brzuch". Ponieważ po nich nie byłam zmęczona - choć nie powiem w trakcie czułam mięśnie cały czas - poszłam na bieżnię. 20 minut marszu. Próbowałam czytać i niby się dało, ale średnio i przez to wolniej chodziłam, więc następnym razem zrezygnuję z tej formy umilacza, za to na rowerku nadal mam zamiar. Po 20 minutach uświadomiłam sobie, że zaraz będzie joga, a nigdy nie byłam i mnie strasznie kusiła. Z drugiej strony obawiałam się, że nie dam rady. Mimo wszystko zapytałam czy są jeszcze wolne miejsca, zapisałam się i godzinę ćwiczyłam. Jestem pozytywnie zaskoczona swoim stanem rozciągliwości, równowagi i wytrzymałości, ale zwały tłuszczu zdecydowanie sprawiały dyskomfort. Postanowienie raz w tygodniu modelowanie z rozciąganiem i wzmacnianiem, ale raz musi być spalanie tkanki tłuszczowej. W tym dzięki easy bike i wczorajszym ćwiczeniom udało się to zrealizować.

Podsumowując czwartek:
20 min "płaski brzuch"
20 min bieżnia
60 min joga
----------------------
100 minut ćwiczeń :) 

Dzięki ćwiczeniom i częściowej diecie waga spadła aż 1,7 kg w 14 dni - całkiem niezły wynik. Hormony się ustabilizowały, więc wysiłek powinien przynieść efekt.
Wczoraj byłam trzeci raz, bez wcześniejszych zapisów, ale były wolne miejsca, więc i zorganizowane zajęcia zaliczyłam. Najpierw rowerek, potem fit ball, a na zakończenie spacer/marsz na bieżni. 

Podsumowując środę:
rowerek poziomy - 30 min/170 kcal/11 km
“fit ball” - 60 min
bieżnia - 10 min/śr. pr. 5,3 km/h
--------------------------------
łącznie 100 min 

Jestem zadowolona :) Zapał nadal jest. Dłuższa przerwa była, bo mały trochę chorował i nie miałam jak wyjść, za to jutro ponownie idę, jeszcze nie wiem na co, ale na pewno coś się znajdzie :) Do wyboru zumba - ostatnio bardzo popularna,  stretching, albo typowa siłownia. Kusi mnie ścianka wspinaczkowa, ale najpierw trochę schudnę i wzmocnię mięśnie.

środa, 22 lutego 2012

Power Bike

Wczoraj byłam pierwszy raz (po ciąży) na organizowanym aerobicu - pomijam aquaAerobic i aquaBaby, na które systematycznie chodzimy. Na pierwszy raz wybrałam Easy Bike, bo niby jest łatwy, ale kurcze nie wiem dla kogo :) Na pewno nie na pierwszy raz, za dużo podjazdów i jazdy nad siodełkiem, ile razy siedzieliśmy to bez względu na obciążenie się nie męczyłam, ale te podjazdy nad siodełkiem, obniżenia, pozycje trzymania kierownicy - wow! Dały w kość, ale wspaniale się po nich czuję :D Takie przyjemne zmęczenie. Myślę, że po 2-3 zajęciach powinnam już cały program spokojnie jechać.
Po godzinie na rowerze w zmiennym tempie, przy muzyce i w zaciemnieniu poszłam na stepper skrętny i w sumie się cieszę, że go jednak nie kupiłam, bo po 5 minutach mi się znudziło. Wybrałam  bieżnię i na pożegnanie tego dnia przemaszerowałam 15 minut z pochyleniem do 5% i prędkością 5-6 km/h. Czyli spokojnie, ale kalorie spalone są :) A zawsze trochę więcej ćwiczeń. Prysznic i do domu.

Muszę zdecydowanie częściej chodzić. Z T. mamy umowę, że mam 2 wieczory w tygodniu dla siebie, a on zostaje z M. i mam zamiar je wykorzystać właśnie na aerobic. Raz coś organizowanego typu power bike, zumba, joga itp., a drugi bieżnia, orbitrek i może siłownia typowa. Na razie mam karnet na 10 wejść do wykorzystania w 2 miesiące, ale chyba zmienię na ten miesięczny bez limitu wejść. Tylko żebym miała więcej wolnego czasu... ale to jeszcze zobaczymy jak mój zapał po kilku tygodniach będzie wyglądał ;)
Na razie chcę spróbować różnych ćwiczeń i wybrać coś dla siebie. Zapisałam się już na płaski brzuch, fit ball i taniec brzucha :) Ponieważ np. ćwiczenia na brzuch trwają około 20 minut, to na pewno jeszcze z bieżni, albo orbitreka skorzystam. Wejścia są tak długie jak chcę a nie np. godzinne, czyli mogę pójść na jogę i potem poćwiczyć jeszcze czy inne kombinacje stosować. Wczoraj widziałam dziewczynę czytającą na rowerku stacjonarnym chyba z półtorej godziny, takim poziomym,  z wygodnym oparciem - muszę spróbować.
Czyli podsumowując wtorek:
godzina power bike i 20 minut steper/bieżnia :) Nie jest źle, dzisiaj nawet zakwasów nie mam. Polecam wszystkim!

czwartek, 26 stycznia 2012

Mam swoją szafę :)

Pamiętacie jak pisałam w poście o zabezpieczeniach do szafy, że M. otwiera szafę T. i "robi porządki"? Po ostatnich przemeblowaniach komodę z jego ubrankami zastąpiła szafka. Zadowolony podchodzi i otwiera - widzi swoje ciuszki  - uśmiech i patrzy na mnie, na szafę, na mnie, na ciuszki - większy uśmiech. Zamyka. Odchodzi. Wraca, otwiera, zamyka. Odchodzi i wraca. Wyjął bluzkę i rajstopy, sygnał, że czas wyskoczyć z piżam :) Genialny jest, cudowny i kocham go z każdym dniem coraz bardziej. 
To jego bieganie po domu, bo prędkość osiąga kosmiczną! Przenoszenie konika, na którym powinien raczej siadać, choć i buja się ślicznie, a właściwie podskakuje, przynoszenie zabawek i "da" [daj=proszę;)] uśmiech i powrót po nie lub kolejna porcja. "Tata ta ta ta" na dźwięk domofonu i widok T. lub błędnie... listonosza, ale szybko się speszony przytula do mnie. Przekładanie klocków z jednego pudełka do drugiego, z jednej strony na drugą.
Uśmiech, radość jaką wnosi. Jest wspaniały, ale jak szybko rośnie, zmienia się... jak zatrzymać czas?

środa, 11 stycznia 2012

Rok 2012 rokiem zmian

Już od kilku lat kolejny rok przynosi zmiany, ślub, ciąża, dziecko :) 2012 to koniec wychowawczego, działalność i zmiana mieszkania na większe połączona ze zmianą miasta. Dzisiaj jedziemy do dewelopera wstępnie wybierzemy mieszkanie, poznamy dokładne warunki i terminy spłat. Już się nie mogę doczekać.
Będzie się działo, a do tego zamierzam stracić z 10 kg - "pestka" ;) To będzie ciężka, ale satysfakcjonująca walka, taki jest plan. Nadal karmię, więc bez szaleństw, ale już/dopiero 2 kg poszły w niepamięć. Do wakacji chcę zobaczyć 6 z przodu, co przy obecnych 76 oznacza około kg miesięcznie. 
Przy okazji zaczęłam "produkcję" jajek karczochowych na Wielkanoc i niedługo będzie je można tu kupić.

sobota, 19 listopada 2011

Nie nie nie z uśmiechem

... czyli nauczyliśmy się kręcić główką i robimy to namiętnie :) Przy jedzeniu "nie nie nie" a potem "am" i otwiera buzię z uśmiechem, by pochłonąć jedzenie na łyżeczce. Stoi w łóżeczku uśmiech od ucha do ucha i "nie nie nie". Chyba nie łączy gestu ze znaczeniem, ale kręci główką ślicznie. Z każdym dniem jest coraz ładniejszy, bardziej rozbrykany i uroczo uśmiechnięty. Kocham swoje dziecko. Ten uśmiech i dwa ząbki :)
Wczoraj byli znajomi z córeczką (o pół roku starszą od M.) i bawili się w "gonimy/łapiemy" i "uciekamy". Ona na nóżkach, on z pomocą mamy brykał lub na czworaka. Czyste szczęście. Razem się bawili zabawkami i o dziwo chętnie się dzielił swoimi skarbami. Muszę mu zapewnić częstszy kontakt z rówieśnikami, bo jest zdecydowanie zadowolony, gdy może z kimś swoich rozmiarów brykać.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Pani magister

Ogłaszam wszem i wobec, że od dziś posiadam tytuł zawodowy magistra! Nawet nie wiecie jak mi ulżyło, że mam to za sobą i to na bdb - jak się chwalić to na całego ;) Sama obrona trwała jakieś 30 minut. Miałam fantastyczny skład, moi ulubieni wykładowcy, więc mimo stresu nawet przyjemnie wspominam te chwile. Najważniejsze, że zamknęłam pewien etap i spokojnie mogę planować dalej.
W weekend byłam na podyplomówce. Pierwszy raz zostawiłam M. samego na noc i od razu na dwie. Chyba przeżywałam to bardziej niż on. Choć zasypiał tylko przy mojej bluzce, gdy czuł zapach mamy. Koszulka otrzymała nową nazwę "mamolek", nie wiem jak mąż i mama na to wpadli, ale chyba ma to coś wspólnego z tym, że działa jak lek uspokajający, a pochodzi ode mnie. Tak czy inaczej jak wróciłam mały od razu się do mnie przytulił i chciał pierś, szczególnie, że zaczynał być głodny. Przez weekend odciągałam laktatorem, ale nic nie zastąpi mojego Bąbla i w sumie nie wiem, które z nas bardziej czekało na początek karmienia. Uwielbiam te chwile. Ciężko będzie mi z nich zrezygnować.

wtorek, 25 października 2011

Batalia o mgr prawie zakończona :)

Ciągnęła się za mną i ciągnęła ta sprawa magisterki, że aż głupio, ale w końcu dobiega końca. Ostatnie tygodnie blogowa cisza, bo pisałam i pisałam. Ostatniej nocy przed oddaniem pracy nie przespałam nawet minuty. Musiałam trochę poprawić, ale ważne, że jest i śmiem twierdzić, że nawet całkiem, całkiem, co chyba potwierdza promotor i bdb z seminarium :) Trzecia praca dyplomowa, zarzekałam się, że ostatnia, ale jeszcze na podyplomówce będzie trzeba coś skubnąć w lutym, choć to już będzie mniejsze objętościowo. Obrona za kilkanaście dni, dam znać po.

wtorek, 20 września 2011

Chusta wiązana do noszenia - podejście drugie

Pisałam już o pierwszej próbie (tu) i mimo ogólnie pozytywnych wrażeń, jakoś długo po nią ponownie nie sięgałam, aż do teraz. Musiałam oddać krew do testów, nie miałam z kim zostawić M., a laboratorium na piętrze bez wind itp., a nie chciałam wózka zostawiać. Zawinęłam Bąbla w chustę i w drogę. Szok! Było fantastycznie, ponad godzinę i nie czułam tych 9,5 kg. Cudownie się go nosiło, on też zadowolony, rozglądał się i pod koniec smacznie zasnął. Nadal wzbudzaliśmy małą sensację, bo jednak mimo wszystko chusty jeszcze aż tak popularne nie są. Zaczepiły mnie dwie starsze panie i wypytały czy sama mogę wiązać, czy ktoś jest potrzebny od kiedy i do kiedy można tak nosić dzieci, czy mi wygodnie i tysiące innych podobnych pytań. Nie wiem dlaczego za pierwszym razem, aż tak pozytywnie nie byłam nastawiona, chyba odrobinę za nisko usadowiłam M., teraz był wyżej i dużo lepiej mi się go dźwigało. Wielkim plusem był kontakt jaki z nim miałam. Polecam i jeszcze raz polecam. Tak myślę, że może jeszcze byłam osłabiona po porodzie, albo źle dociągnęłam może?

piątek, 8 lipca 2011

Tańczyć chcę!

Zapisanie się na kurs było jedną z lepszych decyzji tego roku :) Pierwsze zajęcia za mną i było wspaniale, fantastycznie i nie wiem jak jeszcze, ale już chcę tam wrócić. Na razie uczyliśmy się po kilka kroków bluesa i cha chy. Większość to pary, które chcą się przeszkolić przed weselem. Pojedynczo zapisała się jeszcze jedna dziewczyna i chłopak. Śmiałyśmy się, że będziemy się nim wymieniać, ale na szczęście znalazł się pan z innej grupy i został moim tanecznym partnerem. Nawet dobrze się złożyło, bo lepiej zna kroki i pewniej prowadzi. Oczywiście mówimy sobie po imieniu, choć spokojnie mógłby być moim ojcem, jak nie lepiej. Nawet sam zaproponował, bo ponoć tak dobrze mu się ze mną tańczyło (myślał, że kiedyś już się uczyłam), że w środy może przychodzić, ale na czwartek kogoś innego będzie trzeba znaleźć.
Wróciłam do domu roześmiana, roztańczona, pełna energii, poznałam kilka nowych osób, moje rozmowy w ogóle nie dotyczyły dzieci i jest to cudownie odświeżające. Część par w połowie rezygnuje i zaczyna indywidualne przygotowania pierwszego tańca, ale jest kilka osób, które chcą kontynuować na kolejnych poziomach i jak się wszystko dobrze ułoży, to może się zbierze zgrana grupa. Są też practise, na razie po zajęciach, od roku szkolnego w inny dzień, organizują też różne bale itp., więc okazji do tańca będzie więcej. Szkoda tylko, że T. nie chce się uczyć, tzn. ze mną nie może, bo ktoś z M. musi zostać, ale mógłby pójść na inną grupę, niestety taniec go nie kręci.
Mały coraz ładniej je jabłuszka i inne owoce ze słoiczka - marchewka nadal jest blee, więc ja odrobinę więcej jej jem. Kaszki mleczno-ryżowe owszem, ale odrobinkę, a resztę z chęcią dokańczam, bo je uwielbiam. Czyli nawet jak wyjdę i się nie wyrobię w planowanym czasie, to można podać słoiczek (a właściwie pół) i jedzenie jest odroczone o 2-3 godziny, choć potem następuje tęskne przyssanie do piersi i do mamy :)
Odpukać, ale zaczął znowu normalnie spać, czyli raz się tylko budzi w nocy na jedzenie i dalej  idzie spać. No i wstaje od kilku dni nie o 5, a o 6.30, co o tej porze robi wielką różnicę. Zmykam do zabawy, ostatnio odkrywa nowe sposoby i nowe zabawki, które dostał, więc fascynacja matą i tym co na niej trwa w najlepsze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...