poniedziałek, 26 lipca 2021

Światowe Dni Puzzli 2015 (WPD)

Ostatnio wróciłam do bloga i przeczytałam kilka postów sprzed lat, przy okazji zajrzałam do tych nieopublikowanych i trafiłam między innymi na te zdjęcia z procesu układania puzzli w ramach Światowych Dni Puzzli z - uwaga! - 2015 roku ;) i stwierdziłam, że nie zaszkodzi dla samej siebie opublikować jednak, szczególnie, że osobnej galerii zdjęć puzzli nie mam, a lubię czasami zerknąć na te ułożone wcześniej. Czy to moj powrót do blogowania? Szczerze nie mam pojęcia, nie chcę publikować naszych zdjęć na pewno, bo w przeszłości zdażało się, że ktoś je wykorzystał u siebie, a i za bardzo w sieci zostawiać prywatnych spraw nie chcę, ale samego pisania mi brakuje, więc może kolejne posty się pojawią, chociaż tematyka może się odrobinę zmienić. Zobaczymy.
W ramach WPD ułożyłam m.in. leżące na półce od kilku lat i czekające na lepszy czas puzzle Trefla z 2000 elementów i chyba jeden z bardziej popularnych widoków swego czasu. Sporo nieba/lodu/wody i drzew, ale układało się całkiem fajnie, chociaż jak zawsze często przy sztucznym oświetleniu wieczorami. 


Światowe Dni Puzzli są (a przynajmniej były, jak brałam w nich udział) zimą, w określonym przedziale czasu trzeba się zmieścić z ułożeniem puzzli, przy okazji publikując postęp i efekt końcowy z sekretnym elementem ujawnionym po rozpoczęciu, by udowodnić, że w tym czasie się je układało, w 2015 były to klucze. Tradycyjnie zaczęłam od ramki.

środa, 2 sierpnia 2017

Asia jest już z nami :) Witajcie

Dzisiaj jedynie szybka informacja :) Maleńka zrobiła wszystkim niespodziankę i już jest z nami. 3800g, 10 pkt, czujemy się bdb. Więcej po powrocie do domu, na razie podziwiam małe stopki :)

wtorek, 16 maja 2017

Oczekując Maleństwa III, czyli trzeci trymestr trzeciej ciąży

I zrobiło się sporo trójek w tytule :) Witajcie po dłuuugiej przerwie. Nie pisałam, nie odzywałam się, bo jakoś straciłam natchnienie, a i czasu przy etacie w korporacji i dwójce przedszkolaków zaczęło mi brakować. Jeżeli śledzicie stronę na facebooku, to widzieliście informację o ciąży kilka tygodni temu, jeżeli nie, to wybaczcie spoiler, chociaż tytuł wpisu jest sam w sobie dość jednoznaczny ;)

Jestem już w 27/28 tygodniu i termin mam na sierpień, na razie wszystko przebiega bez większych problemów i choć trochę obawiam się nadchodzących upałów, to jest dobrze. Będę miała córkę :) Nasza rodzina ponownie się powiększy, chociaż tym razem różnica wieku będzie większa. Mikołaj we wrześniu idzie do szkoły (będzie miał 6,5 roku), Dominik niedawno skończył 4 lata i jest dumnym przedszkolakiem. Nie mogą się doczekać siostry i "kłócą się" o to, który nauczy ją jeździć na rowerze, a który strzelać gole - optymiści. Zareagowali na wieść o ciąży bardzo dobrze i czekają z nami. Biorą udział w wybieraniu imienia, odczuli już pierwsze zmiany, bo zrobiliśmy małą rotację pokoi i dostali nowe wysuwane łóżko, biurka itp., ogólnie na razie zyskali.

Powoli, powolutku włącza mi się syndrom wicia gniazda, chociaż za wiele nie kupiłam, bo mam sporo ubranek po chłopakach i w tygodniu dostaniemy ciuszki po córce kolegi Tomka, więc na spokojnie je jedynie posegregowałam i wyprałam. Łóżko, wózek, chusta jest :) Za to nie mogłam się oprzeć i kupiłam otulacz bambusowy firmy Pink No More i kilka pieluszek wielorazowych w rozmiarze noworodkowym, czy też S, ale o tym w innym poście.

Mam nadzieję, że część z Was ze mną została i ktoś tu zajrzy, ale też nie ukrywam, że uwielbiam wracać do dawnych postów i czytać jak to było w poprzednich ciążach, co robiliśmy, czym się interesowałam i jak wszystko się zmienia, więc piszę ten blog w dużej mierze dla siebie. Bardziej intymne szczegóły, zdjęcia maluchów utrwalam w Smash Bookach, które uwielbiam i polecam wszystkim jako sposób na zatrzymanie wspomnień i relaks :) Zaraziłam też M. i D., każdy dostał swój i chętnie go uzupełniają, wklejają zdjęcia, ulotki czy bilety. Kiedyś zamieściłam przykładową stronę na IG - klik.

Na pierwszy raz to tyle wieści :) Nie obiecuję regularnych wpisów, ale też nie zniknę na miesiące.

Pieluszki Tetro: otulacz wełniany plus wkładki

[Publikuję wpis roboczy sprzed 3-4 lat, ale może się komuś przyda :)]

Cały czas stosujemy wielorazowe pieluszki. Nasz stosik się zmienia, bo a) mały wyrasta, b) zmieniają się moje upodobania, c) zmieniają się potrzeby, d) zaczyna się przekręcać, fikać nóżkami, e) bo zachęci mnie nowe rozwiązanie, f) jest coraz chłodniej i dłużej schną, więc trochę więcej ich potrzebujemy :)
Ostatnio do moich ulubionych należą otulacze wełniane. Poza opisanymi wcześniej spodenkami do faworytów należą otulacze Tetro z oryginalnymi flanelowymi wkładami wpinanymi na haftki - dość nietypowo i chyba tylko tu się z nimi spotkałam. To wersja chłonna i nie powiększa pupy za bardzo. Chyba nawet jest jedną z najzgrabniejszych pieluszek. W lipcu kupiłam jeden brązowy (mocca) z wkładem flanelowym wpinanym na haftki. Spodobało się nam, więc dokupiliśmy kolejne wkłady, a ostatnio zaszalałam i pojawił się drugi otulacz jasnoniebieski (aqua) i 11 wkładów. Teraz samo Tetro wystarcza nam na 15 przebrań. Pokochałam otulacze wełniane, mają tę przewagę nad PULowymi, że wystarczy je wietrzyć sporo i raz na powiedzmy dwa tygodnie przeprać. Zakładając, że jakaś wpadka się nie zdarzy, ale nas na szczęście omijają. Poza tym lepiej przepuszczają powietrze - przynajmniej w teorii, ale nam się żadne odparzenia nawet latem nie przytrafiały. 
Otulacz składa się z podwójnej warstwy tkaniny wełnianej i dla lepszego trzymania, warto go potraktować lanoliną, czyli zrobić tzw. kurację lanolinową. Całkiem interesujące doświadczenie, zapach mniej zachęcający ;) Należy do pieluszek One Size i w obwodzie ma 4-stopniową regulację za pomocą wspomnianych haftek (my na razie zapinamy na najwęższą przy 8,5 kg), a wysokość regulowana jest guzikami - zastanawiam się na ile to będzie praktyczne i bezpieczne przy większych, ciekawszych dzieciach. Na razie guziki trzymają bardzo dobrze i raczej oderwanie i połknięcie nie wchodzi w grę. Zapinamy na najniższy, czasami drugi. Z otulacza można też zrobić pasek sumo, co się przydaje przy odpieluchowaniu i szybkiej akcji nocnik, ale nas to jeszcze i już nie dotyczy.
Do tej pory zero odciśnięć, śladów po gumkach itd. Wkład zabezpiecza całą szerokość "języka", a boki dziecka są wolne i oddychają, przebiega przez nie jedynie pasek. Wkładka to 8 warstw flaneli, przy czym składa się z 4 płatów po 2, więc szybciej schnie i bardziej można kombinować ze składaniem i nie wiem dlaczego lubię je zakładać, bo nie robi się tego najszybciej, ale bardzo mi się podoba ;) Można kombinować ze zwijaniem wkładu i dać wedle potrzeb więcej warstw pod pupę, z przodu, na środku itd. Dzięki nim zakochałam się w wełnie :)
Teraz zmieniając pieluchę w pierwszej kolejności sięgam po tetro i wkład, jeżeli się skończą po prefoldy lub formowankę i otulacz (wełniany Storchenkinder lub PULowe). Kieszonki zakładam rzadziej.
Od lewej sama formowanka i kolejne dwa to otulacz z widokiem na guziki (regulacja wysokości)

środa, 2 grudnia 2015

W przedszkolu

Dzisiaj "na ochotnika" razem z drugą "chętną" mamą prowadziłyśmy w przedszkolu w grupie Dominika zajęcia :) Robiliśmy z maluszkami kartki zimowe, które trafiły na kiermasz świąteczny - dochód zostanie przeznaczony na dokupienie brakujących rzeczy dla rodziny z Szlachetnej Paczki, w której przedszkole bierze udział. Wyobrażacie sobie 12 brzdąców w wieku od 2,5 do około 3 lat przyklejających choinki, bałwanki, chmurki itp.? Ekspresja artystyczna zaskakująca, a efekty czasami niezwykłe i łamiące wszelkie przewidywania - piękne! :) Ponieważ wcześniej przeprowadziłam test na swoich w domu, to mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać i przygotowałyśmy bazy i sporo elementów, więc wystarczyło coś podoklejać, ale jak ktoś chciał bardziej samodzielnie coś stworzyć to też mógł.
Na miejscu okazało się, że wyjątkowo grupa maluszków z średniakami dzisiaj jest połączona i dzieci jest nie max 12 a 22 ;) Trochę wprowadziło to zamieszania, ale dałyśmy radę! Biedronki dostały prace wymagające mniejszej sprawności manualnej, a starsze żabki tworzyły choinki z kolorowych pasków. Niestety nie mam zdjęć, bo byłam zajęta pilnowaniem kleju, nożyczek i pomaganiem, ale przed wyjściem na szybko zrobiłam fotkę kilku kartkom telefonem - może popołudniu uda się coś lepszego pstryknąć, chociaż w to wątpię ;)
Od dawna się nie odzywam, bo bardzo dużo się dzieje i jakoś czasu lub natchnienia nie mogłam znaleźć. Ogólnie wszystko u nas O'K, w grudzień weszliśmy z kalendarzem adwentowym (dumna jestem z siebie niesłychanie) i masą projektów, planów i zajęć. Mam nadzieję, że śnieg spadnie w drugiej połowie i ulepimy bałwana, pojeździmy na sankach. Za to teraz żyję wyjazdem kilkudniowym do Pragi, który już za półtora tygodnia - nie mogę się doczekać! Pozdrawiam Was wszystkich i mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda, a wpisy się będą pojawiały. Czytam te wcześniejsze i choćby dla samych wspomnień warto prowadzić blog, więc do przeczytania!

wtorek, 25 sierpnia 2015

Cotton Ball Lights - magiczne światełka

Uwielbiam je za ten niesamowity nastrój, który wprowadzają.
Jak tylko zobaczyłam Cotton Ball Lights na blogach, to przepadłam i musiałam je mieć :) Jak już decyzja zapadła, to problemem było dopasowanie kolorów. Wybrać gotową kompozycję czy kombinować z własną? Jeden łańcuch, dwa, z 10, 20 lampek itp. Ostatecznie padło na dwa łańcuchy. Do pokoju Mikołaja 20 kul w zieleni i błękitach z żółtym, taka żywa kolorystyka wbrew trendom. On je uwielbia! Zawsze zapalamy po przeczytanej bajce i spokojnie zasypia. Dają cudownie miękkie, ciepłe światło. Wyłączone też są ozdobą i przyciągają wzrok.
Drugi jest w odcieniach fioletu i kremów.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Brakuje mi...

Od stycznia nie pojawił się żaden wpis, choć pomysłów czy okazji było bardzo dużo. Sporo się działo i nadal dzieje. Nie pisałam, bo chyba miałam okres wypalenia, poza tym spotkała mnie nieprzyjemna sytuacja z przywłaszczeniem moich zdjęć i ich wykorzystaniem marketingowym, co pozostawiło po sobie niesmak. Nie oznacza to oczywiście, że w tym czasie nie utrwalałam naszych wspomnień - musiałabym się baaardzo zmienić, by tego nie robić. Prowadzę Smash Booka, o którym już kiedyś pokrótce wspominałam i o którym prawdopodobnie więcej napiszę w przyszłości - polecam serdecznie taką formę zapisywania wspomnień :) Poza krótkimi notatkami wklejam do niego zdjęcia, bilety, ulotki, pocztówki, rysunki dzieci i wiele, wiele innych dla mnie cennych pamiątek.
Podczytuję Was przekierowana z fb czy instagrama, zaglądam na ulubione blogi, ale nie komentuję przeważnie, bo korzystam przy tym z telefonu, a na nim nie lubię się rozpisywać ;) Brakuje mi jednak pisania bloga, nie obiecuję, że wpisy będą pojawiały się regularnie, a nawet bardzo w to wątpię, ale ostatnio przeczytałam kilka wpisów sprzed kilkunastu miesięcy i powróciło tyle wspomnień, że wręcz "muszę" kontynuować pisanie. Wracam więc do Was i mam nadzieję, że choć część z Was jeszcze o nas pamięta.

czwartek, 8 stycznia 2015

Moi Bohaterowie :)

Wczoraj napisałam o Mikołaju krótką historyjkę, ale i o Dominiku zapominać nie mogę, więc nadrabiam to przeoczenie ;) Młodszy zdecydowanie idzie w ślady Brata i etap "ja sam" w pełnym rozkwicie ;) Dzisiaj sam zakładał skarpetki, próbował z butami, ale zimowe na początek to plan ambitny - z klapkami, papciami się udaje. Przytulanie uwielbia również. I przejawia na razie największe zamiłowanie do porządku z całej Wspaniałej Trójki. Wczoraj odbierałam go z klubiku, więc swoim zwyczajem rzucił wszystko i do mnie biegł z "Mama!" i uśmiechem, wyciągniętymi rękoma (jak podejdę ciszej, to mogę go podglądać chwilę i widzę jak się fajnie bawi z dziećmi i obok nich, bo w tym wieku, to jednak każdy sobie coś tam kombinuje i z Paniami najwyżej razem działają). Po przytuleniu poprosiłam by odłożył na miejsce słonika i wrócił, podniósł schował do szafki i ją zamknął - Panie w lekkim zdziwieniu trwały chyba :) W domu też wszystko musi mieć swoje miejsce i odkłada, jak znajdzie moje okulary to usilnie mi je przynosi i próbuje założyć i nie ważne, że mam akurat soczewki. Chociaż czasami przybiera to formę zabaw drażniących, typu: wysypać wszystkie kredki, pozbierać, wysypać, pozbierać z Bratem, czy ze mną, wysypać i eee... wystarczy zbierania. Chce już pomagać w kuchni, sam sobie książeczki przynosi do czytania, odnosi przeczytaną i pędzi po kolejną, to samo z pieluszkami - tzn. tu tylko przynosi ;) Schody na drugie piętro pokonuje sam i nie ma, że wolno, że mam ciężkie zakupy, nie ja sam i tyle - co ciekawe z Tatą od razu rączki w górę "Opa!" i podziwia z wysoka ;) Picie najlepiej z kubeczka i odchodzi, żeby mu przypadkiem nie pomagać.
Kochane są te moje dzieci i nawet jeżeli czasami jestem zmęczona, czy wystawiają moją cierpliwość na próbę, to są najwspanialszym co mnie mogło spotkać. W formie dowodu: Mąż chwilami o trzecim jakąś uwagę rzuci, więc cudownie grzeczni, radośni muszą być. A jak się do siebie tulą i o siebie dbają. Oczywiście się też kłócą o zabawki, ale sama to z Siostrą przerabiałam, więc się tym nie przejmuję, bo wiem jak jest naprawdę. Bałam się, że ten czas tak szybko umyka, że się zmieniają i nie są już tymi małymi Bąbelkami, ale każdy wiek ma swoje prawa, teraz też są wspaniali i cieszę się, że mogę być blisko, obserwować te zmiany, zauważać je często jako pierwsza i może to na mojej karierze się odbija, no dobrze na pewno ma na nią wpływ, może nie zawsze to doceniam, ale jak się głębiej zastanowię, to jestem ogromnie szczęśliwa z tego, że jestem, że są Oni, że mamy siebie.
Czego nie mamy, to śnieg. Gdzie jest? Sanki czekają! Wczoraj niby coś tam napadało, ale taka marna namiastka jedynie. Nie to co u Babci :)

środa, 7 stycznia 2015

Mój Bohater!

Mikołaj wstał dzisiaj trochę wcześniej. Cichutko, by nas nie zbudzić wyjął ubrania z szafy, ubrał się i zadowolony przyszedł się pokazać :) Dumna jestem niesłychanie. W jego pokoju zaś łóżeczko zaścielone i piżama pięknie złożona w kosteczkę, pochwaliłam go za to, a On: "Tak właśnie sobie pomyślałem, że się ucieszysz Mamusiu" i się przytula z buziakiem i uśmiechem wspaniałym. Kocham! Mój Mały Wielki Bohater! Najwspanialszy i jedyny Pierworodny Syn ;)

P.S. Osoby śledzące nas na Instagramie wiedzą o naszym trzydniowym relaksie w Ustce - było fantastycznie, więcej napiszę na dniach - obiecuję. Widzieliście też zdjęcia z jednodniowego wypadu do Torunia i wizyty w Manufakturze Wyrobów Cukierniczych na Szerokiej z pokazem robienia cukierków (Mikołaj sporo zapamiętał z wizyty w Poznaniu ze spotkania blogerek i robieniu lizaków - tłumaczył Tacie co się dzieje), zahaczyliśmy też o stałe punkty typu osiołek/pręgierz, spacer wzdłuż Wisły, Krzywa Wieża i obiad, tym razem w Gęsiej Szyi - uwielbiam, a i dla dzieci kącik specjalny jest i menu z kolorowanką i zestawem kredek :) Po jedzeniu koniecznie basen, ale to już w szczegółach w najbliższych postach. Będzie też o pieluszkach kieszonkach Pupus w końcu i wełniakach Tetro. Pojawi się post o klockach śrubkach Jaw Bones, ale już dziś Was zachęcam do poszukania o nich informacji w sieci, bo są fantastyczne, mamy dwa zestawy, a jeszcze kolejny by się przydał. Będzie też o pięcioletnich dziennikach, nauce języków i inwestowaniu w siebie i o... wiele wpisów jest w planach, ale na spokojnie może od tych wymienionych zacznę, bo postscriptum i tak dłuższe od wpisu już jest ;) I postaram się wrócić do częstszego pisania na blogu a nie fb czy Instagramie.

piątek, 26 grudnia 2014

Zimowy świąteczny czas

Pada śnieg, pada śnieg, Mamo zobacz! Śnieg! Ulepimy bałwana? Pójdziemy na sanki?
Nie mogłam odmówić :) Śnieg spadł wieczorem, więc na krótko wyszliśmy i zaczęliśmy zabawę. Powstał mały bałwanek, z marchewkowym nosem i orzechowymi oczami - pierwszy w tym roku. Dzieciaki zachwycone, rodzice i babcia też. Nawet przetrwał do rana i napadało jeszcze trochę.

Uwielbiam zimowe spacery :) Było łamanie lodu w kałużach, szum rzeki, zabawy w chowanego, a popołudniu wyszliśmy jeszcze na sanki. 
Moje Szkraby kochane w akcji :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Pojemnik na zabawki kąpielowe BabyOno

Na początku grudnia, w sam raz przed Mikołajkami, kurier przyniósł nam pojemnik na zabawki kąpielowe od firmy BabyOno. Trafił do paczki dla Dominika, bo Starszy już swoją miał skompletowaną. Jest to chyba jedna z nielicznych zabawek, którą bawią się wspólne, a właściwie, którą interesuje się i jeden i drugi, bo żeby tak pięknie razem, to niekoniecznie ;) Zaraz, jak to "zabawek"? Przecież to pojemnik na zabawki, rzecz użyteczna, a nie zabawka sama w sobie. Niby tak, a jednak nie, bo bardzo dobrze łączy w sobie te dwie funkcje. Do tej pory nasze kaczuszki, żabki, kubeczki trafiały do plastikowego pojemnika i na górę szafy. Plusem było to, że maluchy same do niego nie sięgały, nie rzucał się też w oczy i można było udawać, że chociaż jedno pomieszczenie w domu nie jest pełne dziecięcych gadżetów, był pojemny. Minusem była przede wszystkim konieczność częstego czyszczenia zabawek, ich osuszania przed odłożeniem, bo w innym razie woda gromadziła się na dnie pudełka. Pojemnik BabyOno służy nam zaś nie tylko do przechowania kąpielowych zwierzątek, ale i do zabawy nimi i łatwiejszego codziennego czyszczenia, opłukania po kąpieli. 
Maluchy wyrzucają z niego zabawki do wody. Mikołaj spokojnie zdejmuje i zakłada pojemnik z przyssawki, przeczepia go w inne miejsce, za to Dominik stosuje raczej rozwiązanie siłowe i... bam! jest w całości w ręku, gorzej, że do wanny pod wodą się potrafi przyczepić i potem jeszcze trudniej go wyłowić i oderwać ;) Zarówno Starszy, jak i Młodszy lubi łowienie zabawek w trakcie i po kąpieli. Próbują przecisnąć mniejsze przez otwory. Atrakcją jest czyszczenie pojemnika i jego zawartości pod bieżącą wodą, ja się cieszę, bo jest to łatwe, szybkie i przyjemne, a maluchy, bo woda ucieka dziurkami, czasami jakieś zwierzątko fika koziołki itd. Dzięki otworom woda nie zalega w pojemniku i szybciej schną. Dla zobrazowania procesu posłużę się zdjęciami ze strony BabyOno, bo u nas w oparach pary i przy "spokojnych, pozujących" Chłopakach szczegóły przysłania mgła i są zdecydowanie rozmazane, ekhm... cóż, nigdy nie twierdziłam, że super ze mnie fotograf, prawda? Połączcie to z awarią aparatu i zdjęciami wyłącznie z telefonu i efekty można podziwiać na zdjęciu wyżej :)
Przy okazji trzy wersje kolorystyczne pojemnika. My wybraliśmy neutralny zielony pasujący do kolorystyki łazienki. Różowy akcent nam niestraszny ;) Po kilku tygodniach odczepiania, przyczepiania i przesuwania mogę spokojnie napisać, że moc przyssawki godna pozazdroszczenia i utrzymuje ciężar zabawek, nawet biorąc pod uwagę, że w części zwierzątek przez jakiś czas z przyczyn nieznanych pozostaje woda (do czasu mojego prysznica, gdy to namiętnie ją z nich wyciskam ;)), więc jest wytrzymała i spełnia swoje zadanie. Dodatkowo sama w sobie interesuje Młodszego, który usilnie próbuje ja odczepić - może to jakaś sugestia, że klocki typu przyssawki by się przydały? Wadą pojemnika jest rzucanie się w oczy i ekspansja dzieci na ostatnie, pozornie od nich wolne pomieszczenie... Prawdziwa tragedia :)
Za pojemnik dziękuję Pani Agnieszce z firmy BabyOno. 
http://www.babyono.com/
Jednocześnie mam do Was pytanie: jak przechowujecie zabawki do kąpieli swoich maluchów? Właściwie dwa pytania: czy i u Was mimo usuwania części z nich co jakiś czas niesamowicie się mnożą i jest ich tak dużo?

niedziela, 14 grudnia 2014

Grudzień pędzi jak szalony

Mam wrażenie, że ostatnio nim się obejrzę mija kolejny tydzień, miesiąc. Grudzień 2014 jest wyjątkowo zwariowany. W pierwszym tygodniu Mąż był na delegacji zagranicznej i byłam z Maluchami sama a paradoksalnie sporo zrobiłam, jakoś potrafiłam się zorganizować. Byliśmy na urodzinach u kolegi Mikołaja z przedszkola (w sali zabaw) - co nawet udało mi się uwiecznić w moim SmashBooku, o którym kiedyś będzie więcej. Z konieczności na ostatnią chwilę powstała też pierwsza kartka z sową dla dzieci. Ten wypad całą trójką, to udana zabawa, poznanie rodziców. To też weekend odwiedzin w związku z mikołajkami i imieninami Starszego. Odkrycie klocków/śrubek Jaw Bons - genialne! Polecam serdecznie.
W końcu się zdecydowałam na wymianę okularów na soczewki :) Odwiedzili nas znajomi, a pisałam już o tym, że u Mikołaja pierwszy raz nocowała koleżanka? Z rodzicami (nie wiem czy kolejność odwrotna nie powinna być, ale przejęcie Syna bezcenne), więc mogliśmy porozmawiać przy % układając puzzle - taaaa, a dzieci spały :) W sobotę byliśmy na mini sesji świątecznej i już się nie mogę doczekać zdjęć. Mały ich przedsmak mogliście już zobaczyć na Instagramie czy Facebooku.
Ten tydzień dopiero będzie zakręcony i pełen spotkań, zdobienia pierników w klubiku, koncertu kolęd w przedszkolu, lepienia bałwana (o ile będzie śnieg, a właśnie pierwszy już przez kilka godzin był!). I tak to skrótowo ujęłam a zamieszania było mnóstwo i działo się bardzo dużo :) Spędziliśmy też więcej czasu wieczorami we dwoje odkrywając nowe gry, choćby Rój czy Mr. Jacka, Dixit (to już z moją Mamą).
Postanowienie: znaleźć więcej czasu na blog! ;)

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Bracia, mały ogrodnik

Wiem, wiem już kiedyś wpis o takim tytule był :) I też ze spaceru i też zimą, ale cóż zrobić skoro oni tacy wspaniali są? Pamiętacie zdjęcie, na którym Mikołaj pchał sanki z Dominikiem (tu)? Oficjalnie ogłaszam, że nadal jest najwspanialszym Starszym Bratem, Młodszy też jest cudowny, żeby nie było. Dominik często podchodzi do Mikołaja i go przytula, chętnie po niego do przedszkola idzie, jak dostają jedzenie, to zawsze się upominają o porcję dla drugiego i się dzielą. Oczywiście zabierają też sobie zabawki, czasami chcą dokładnie ten sam samochód/klocek/maskotkę/książeczkę/kredkę/wstaw dowolne, który akurat ma drugi, mimo że obok kilka prawie identycznych leży, ale tak już między rodzeństwem jest i ma to swój urok.
Mąż wyjechał na tydzień, Mikołaj obiecał, że będzie bardzo grzeczny i będzie mi pomagał i jest wspaniały :) Wczoraj na spacerze biegał za Dominikiem, chciał pchać wózek, dobrze, że mamy wersję terenową, którą wystarczy lekko dotknąć i jedzie, dawał buziaki, przytulali się. Za to Dominik zawsze przed wyjściem sprawdza czy wszyscy mają czapkę, rękawiczki i buciki ;)
Uwielbiam patrzeć na ich wspólne zabawy. Po powrocie do domu gorąca herbata/woda z miodem, potem układaliśmy drogi i tory wielkie, obowiązkowo z mostami. Malowaliśmy farbami i kredkami, czytaliśmy. Robili dla mnie niespodzianki (inicjatywa Mikołaja): budowle z Duplo, laurki, posprzątali książeczki - cudowni są :)



I od słowa do słowa na spacerze urodził się pomysł. Syn chce mieć kwiatka, o którego tylko on będzie dbał, takiego tylko dla niego. Doniczkowego. Pomyślałam o kaktusie, bo nie wymaga jakiejś specjalnej troski, ale te kolce (wiem, że są i odmiany niekłujące, ale akurat u nas w kwiaciarni nie było). Padło na innego, nie mam zielonego pojęcia jak się nazywa, ale pasuje kolorystycznie do pokoju i już znalazł swoje miejsce. Dzisiaj mi rano jeszcze Bąbel przypominał i upewniał się, czy jak wróci z przedszkola, to kwiatek będzie na niego czekał, sam wybrał też dla niego miejsce obok metryczki i lampek Cotton Ball Lights (muszę o nich napisać więcej) "tak by Dominik nie się ukłuł i nie zrzucił".

wtorek, 25 listopada 2014

Gdzie byliśmy kiedy nas nie było?

Ten miesiąc był dziwny i niekoniecznie chciałabym go powtórzyć, choć jak to w życiu były też szczęśliwe dni, które zapamiętam. Na początku listopada Dominik trafił do szpitala. Na szczęście okazało się, że to nic poważnego i po kilku dniach wyniki się poprawiły, mogliśmy wrócić do domu. Te dwie noce na fotelu należą do średnio przyjemnych, chociaż nawet nie chodzi o wygodę, bo narzekać nie mogę, a o stres i niepewność. Widok półtorarocznego dziecka z wenflonem w stopie, pod kroplówką, wyrywającego się i płaczącego podczas pobierania krwi nie należy do przyjemnych i chyba nikomu nie muszę tego tłumaczyć. O dziwo Bąbel zniósł to wszystko dzielnie, był niesamowicie grzeczny. Codziennie dziękuję za to, że polubił czytanie książeczek i układanie duplo, lepienie z ciastoliny, bo inaczej ten pobyt byłby jeszcze trudniejszy. Spacery po korytarzu były średnio wskazane. No i karmienie piersią, dawno tak często nie pił, ale jak inaczej wytrzymać kilkadziesiąt minut w jednym miejscu pod kroplówką? Wróciliśmy też do pieluszek. W domu właściwie już nie używaliśmy, a korzystaliśmy jedynie asekuracyjnie, a tak nocnik. Niestety w szpitalu go nie było, swojego nie zabraliśmy, a do toalety były kolejki i dostosowanie do dzieci średnie. Teraz wysadzony robi, ale przestał wołać i trzeba bardziej pilnować :(
Akurat w tym samym mniej więcej czasie postanowiłam, że może jednak czas poszukać pracy na etat i miałam rozmowy - ku mojemu zdziwieniu, bo cv wysłałam całe dwa ;) Etapów niczym na wysokie stanowisko w zagranicznej korporacji. Przeszłam kilka (odsiew po cv, test matematyczno-księgowy, Excel), ale na rozmowie pytania, których być nie powinno, a chyba niestety zawsze są, czyli ile mam dzieci, w jakim są wieku. "To kiedy trzecie?" Brak słów. Pracy nie dostałam. Nie wiem czy dlatego, że jestem młodą mamą, czy zgłosił się ktoś z większym doświadczeniem lub z mniejszymi oczekiwaniami płacowymi ;) Przy okazji okazało się, że klubik, który wg zapewnień przy zapisie miał się dostosować godzinowo i w razie konieczności miał być czynny dłużej, czynny by nie był, więc powinnam szukać pracy na pół etatu lub pozostać przy działalności. Albo znaleźć nianię. Tak czy inaczej byłby problem. Nie wiem, albo pół etatu cudem się trafi, albo się powstrzymam do maja i skończonych dwóch lat, bo wtedy już z przedszkolami można rozmawiać, chociaż tam najchętniej od 2,5 raczej. I jak tu się zdecydować na trzecie dziecko? Nic tylko działalność, albo bogaty mąż, ale przecież nie o to chodzi. Polityka prorodzinna państwa...

poniedziałek, 3 listopada 2014

18 miesięcy

Kiedy? Kiedy to minęło? Dominik niedawno skończył półtora roku. Taki uśmiechnięty, radosny chłopczyk, coraz mniej przypomina bezradną, małą kruszynkę. Coraz więcej potrafi, zaczyna więcej mówić i zdecydowanie pokazuje czego chce.
Może kurtka po Mikołaju jest jednak "ciut" za duża jeszcze ;)

Ma swoje zwyczaje. Koło naszego bloku rośnie kasztanowiec i zawsze jak wracamy z klubiku (czasami zajmuje nam to nawet 3 czy 4 razy więcej czasu niż spacer do) to woła "kasztan" i mnie ciągnie do niego, szukamy kasztanów, jak znajdzie, to mi daje i szuka dalej. Teraz już niestety się skończyły, ale jeszcze zawsze ma nadzieję, będziemy musieli innej atrakcji poszukać. 
Wieczorem, gdy zbliża się pora snu, mówi wszystkim papa, idzie się myć - najczęściej z Tatą, potem woła "Mama", ubieramy się, robimy wszystkim ponownie papa i nie, nie idziemy spać, najpierw daje wszystkim buziaka, bierze mnie za rękę, prowadzi do sypialni, zamyka drzwi (punkt obowiązkowy) i gramoli się na łóżko, mleczko i śpi.
Wychodzimy na dwór, nie zapomni o niczym, pokazuje na główkę i mówi "czapka", przynosi mi buty gdy chce wyjść, swoje tez przygotuje i czasami tylko Mikołaja przez pomyłkę chwyci. Ostatnio ulubionym nowym słowem jest "tramwaj" i "pingwin" (?). Pomijam oczywiste: "Mama", które zdecydowanie króluje i bije inne na głowę. Z dawnych nadal lubianych "tam".
Polubił zdecydowanie czytanie książek i przynosi, sadowi się i czytamy. Księgę dźwięków mógłby praktycznie czytać sam, bo zna większość dźwięków, część z gestami i może dlatego tak ją lubi? Bardzo chętnie sięga po "Świeci gwiazdka" i książeczki z serii Mały Chłopiec.
Zmienia się, rośnie, od jakiegoś czasu ma etap "ja sam". Sam zjem, podniosę, przewrócę stronę w książeczce, pomaluję, wejdę, zejdę, zamknę, otworzę, wyrzucę, sam. Wszystko sam i we wszystkim pomogę. Polubił jazdę samochodem, choć nie jeździmy dużo. Siedzi z tyłu i kręci swoją kierownicą, naciska, przeżywa, przy dłuższej podróży śpi :)
Tak myślę i mogłabym pisać i pisać i pewnie powstałaby książka o nim na tym etapie, a jednocześnie, kiedy bym nie usiadła, to napisałabym coś innego. Może o klubiku, o tym jak coraz chętniej chodzi, jak mnie wita z uśmiechem, rzuca wszystko i pędzi do mnie, podnosi ramiona, woła "opa!" i się wtula, robi wszystkim papa, ale jak go ubiorę, to jeszcze wraca i chciałby się pobawić, tylko już ze mną, a może chce się tylko jeszcze raz pożegnać z dziećmi?
Czasami zrobi coś, co wydaje się tak wyjątkowe i wspaniałe, że jestem pewna, że nie zapomnę tego nigdy, ale łapię się na tym, że jednak te małe cuda codzienności gdzieś znikają, zapomina się o nich. Czytałam ostatnio wpisy wcześniejsze, te sprzed kilkunastu miesięcy, jeszcze z ciąży, czy nawet wcześniejsze, gdy Mikołaj był takim malutkim Bąblem i jestem zdziwiona, o ilu rzeczach już zapomniałam i sobie dzięki nim przypomniałam. Przeglądałam też zdjęcia i filmiki na dysku i widzę, jacy moi Synowie są podobni choć inni, podobne zachowania, gesty, często łapię się na tym, że coś co zrobi Dominik pobudza pamięć i wspomnienie czegoś podobnego, co robił Mikołaj. I on był kiedyś taki mały... a teraz, teraz jeździ na rowerze, jest średniakiem w przedszkolu, układa puzzle, robi laurki, pomaga w pieczeniu, ma swoich kolegów, zainteresowania.
Coś popłynęłam z tym tekstem i dygresjami chyba :) Miało być o Dominiku, a może nie o nim, może o nas, o tym co się przez te półtora roku zmieniło, że tak naprawdę od porodu minęło 18 miesięcy, ale w rzeczywistości w naszych myślach, planach najmłodszy jest przecież dłużej. Już w ciąży z myślą o nim urządzaliśmy mieszkanie choćby, rozmawialiśmy z Mikołajem przygotowując go na zostanie Starszym Bratem. Właściwie o tym kiedy zaczyna się macierzyństwo pisałam już... wow cztery lata temu... 4 lata?!? Tak czy inaczej TU :)
Dobrze, może jednak skończę na dziś. Chociaż jeszcze dane statystyczne ;) Ubranka na 92, w część 86 jeszcze wchodzi. Zębów "aż" 7. Waga... hmmm kilkanaście, ale ile dokładnie nie mam pojęcia. Wypadałoby Krasnala zważyć :) Buciki 22/23.
Zbliża się 3 na ranem/w nocy - dlaczego jeszcze nie śpię? Za 3-3,5 godziny Dominik się zbudzi i się zdziwię, że się nie wsypałam, więc czas zrobić "papa" ;)

wtorek, 28 października 2014

Myszka Miki retro - puzzle

Wspominałam, że tym razem na matę do układania trafiła Myszka Miki w wersji retro w 1000 elementach. Chyba jeszcze żadnych puzzli tak chaotycznie nie układałam :) I tak długo, a właściwie nie tyle długo, bo zajęły podobnie jak pozostałe kilka godzin, ale zaczęłam je chyba w lipcu, potem wyjazdy, rozjazdy i dopiero niedawno ponownie do nich usiadłam.
Siostrzeńcy :) Takie szczegóły lubię i chyba za jakieś humorystyczne w końcu się muszę zabrać.
Charakterystyczne i łatwe do oddzielenia poszły na pierwszy rzut.


Tygodniami odpoczywały na szafie zrolowane.
Za to "składanie" i czysta radość destrukcji trwała zaledwie kilka sekund :)
Teraz się zabieram za kolejny i chyba ostatni tysiąc w zupełnie innym klimacie, ale to już innym razem.

wtorek, 21 października 2014

Dialogi rodzinne :)

Układałam z Mikołajem puzzle "Smerfy w lesie" (60 elementów - o dziwo te są o wiele łatwiejsze od kilku z 30, które mamy, bo raz zróżnicowany obrazek, a dwa M uwielbia Smerfy i chętnie układa).
  • ja: Mikołaj widzisz gdzieś klocek z jeżem?
  • M: Mamusiu, to nie są klocki a puzzle. Poczekaj chwilę.
Poszedł do swojego pokoju. Przyniósł kilka klocków Lego Duplo...
  • M: Widzisz Mamusiu? To są klocki, a to puzzle. Widzisz różnicę? Zapamiętasz?
  • ja: ...
Padłam :) Ciekawe po kim to ma...? ;) Chociaż w sumie patrz punkt drugi TU. Podobne? Inne? Coś w tym jest, ekhmm...

piątek, 17 października 2014

Czapka krasnal dla dziecka 4w1

Tym razem czapka dla Dominika, ale i Mikołajowi chyba sprawię podobną. Materiały: dresówka szara i chabrowa, tasiemka tkana w samolociki. Do kompletu jest apaszka dresowa na napy, ale się nie załapała na zdjęcia, za to jest apaszka z flaneli w pingwinki podszyta białą - oczywiście uszyta przeze mnie :) Robiłam wg tego kursu Pepi Leti, który podrzuciła mi Neska - dziękuję. Uproszczoną wersję widziałam na blogu JakUszyć, ale ta mi się bardziej podoba.
Dlaczego 4w1? Bo jest dwustronna, czyli można nosić krasnala szarego lub niebieskiego i jeszcze można podwinąć. Na zdjęciach tylko w trzech wersjach, ale niebieskiego krasnala możecie sobie wyobrazić prawda? I mój najwspanialszy uciekający model ;) Właściwie można jeszcze inaczej wywinąć uzyskując mega długi flip z tyłu, ale to już nie nasz styl.
Wersję podwiniętą preferuje mój mąż, tu dzisiejszy spacer.
Przymiarka przed ostatecznym zszyciem
Wersja po prawej jest moją ulubioną, no i ta apaszka :)
I która się Wam bardziej podoba? Ta czy pokazywana wcześniej szara dla Mikołaja?

wtorek, 30 września 2014

Uszyłam dziecku czapki :)

Wiem, wiem już się chwaliłam na Instagramie i facebooku, ale blog to blog, więc i tu Was pomęczę. Niestety nie mam dobrych zdjęć. Spodobały mi się dresowe, więc na takie się zdecydowałam. Pierwsza jest dwuwarstwowa z dzianiny dresowej pętelkowej w kolorze szarym, a wewnątrz kolor jeans. Eksperymentalnie metka tkana w samolociki. Może być założona jak na zdjęciu lub można dół wywinąć i jest bardziej przylegająca/krótsza z  kontrastową zakładką koło twarzy. Mikołajowi się podoba, co najważniejsze.
Druga jest jednostronna w kolorze: jeans, materiał prawie jak ściągacz. Ciekawie się podwija, dlatego niczego do niej nie dodawałam. I jest też dobra na Dominika, więc mogą jej używać zamiennie ;)
I jak Wam się podobają? Materiału jeszcze mam sporo, więc powstaną jeszcze spodenki jakieś, czapki dla Dominika, może inne wzory dla Mikołaja, jakiś szalik/komin i może się odważę bluzę z grubszego uszyć ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...