Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 18-24 miesięcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 18-24 miesięcy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 listopada 2014

18 miesięcy

Kiedy? Kiedy to minęło? Dominik niedawno skończył półtora roku. Taki uśmiechnięty, radosny chłopczyk, coraz mniej przypomina bezradną, małą kruszynkę. Coraz więcej potrafi, zaczyna więcej mówić i zdecydowanie pokazuje czego chce.
Może kurtka po Mikołaju jest jednak "ciut" za duża jeszcze ;)

Ma swoje zwyczaje. Koło naszego bloku rośnie kasztanowiec i zawsze jak wracamy z klubiku (czasami zajmuje nam to nawet 3 czy 4 razy więcej czasu niż spacer do) to woła "kasztan" i mnie ciągnie do niego, szukamy kasztanów, jak znajdzie, to mi daje i szuka dalej. Teraz już niestety się skończyły, ale jeszcze zawsze ma nadzieję, będziemy musieli innej atrakcji poszukać. 
Wieczorem, gdy zbliża się pora snu, mówi wszystkim papa, idzie się myć - najczęściej z Tatą, potem woła "Mama", ubieramy się, robimy wszystkim ponownie papa i nie, nie idziemy spać, najpierw daje wszystkim buziaka, bierze mnie za rękę, prowadzi do sypialni, zamyka drzwi (punkt obowiązkowy) i gramoli się na łóżko, mleczko i śpi.
Wychodzimy na dwór, nie zapomni o niczym, pokazuje na główkę i mówi "czapka", przynosi mi buty gdy chce wyjść, swoje tez przygotuje i czasami tylko Mikołaja przez pomyłkę chwyci. Ostatnio ulubionym nowym słowem jest "tramwaj" i "pingwin" (?). Pomijam oczywiste: "Mama", które zdecydowanie króluje i bije inne na głowę. Z dawnych nadal lubianych "tam".
Polubił zdecydowanie czytanie książek i przynosi, sadowi się i czytamy. Księgę dźwięków mógłby praktycznie czytać sam, bo zna większość dźwięków, część z gestami i może dlatego tak ją lubi? Bardzo chętnie sięga po "Świeci gwiazdka" i książeczki z serii Mały Chłopiec.
Zmienia się, rośnie, od jakiegoś czasu ma etap "ja sam". Sam zjem, podniosę, przewrócę stronę w książeczce, pomaluję, wejdę, zejdę, zamknę, otworzę, wyrzucę, sam. Wszystko sam i we wszystkim pomogę. Polubił jazdę samochodem, choć nie jeździmy dużo. Siedzi z tyłu i kręci swoją kierownicą, naciska, przeżywa, przy dłuższej podróży śpi :)
Tak myślę i mogłabym pisać i pisać i pewnie powstałaby książka o nim na tym etapie, a jednocześnie, kiedy bym nie usiadła, to napisałabym coś innego. Może o klubiku, o tym jak coraz chętniej chodzi, jak mnie wita z uśmiechem, rzuca wszystko i pędzi do mnie, podnosi ramiona, woła "opa!" i się wtula, robi wszystkim papa, ale jak go ubiorę, to jeszcze wraca i chciałby się pobawić, tylko już ze mną, a może chce się tylko jeszcze raz pożegnać z dziećmi?
Czasami zrobi coś, co wydaje się tak wyjątkowe i wspaniałe, że jestem pewna, że nie zapomnę tego nigdy, ale łapię się na tym, że jednak te małe cuda codzienności gdzieś znikają, zapomina się o nich. Czytałam ostatnio wpisy wcześniejsze, te sprzed kilkunastu miesięcy, jeszcze z ciąży, czy nawet wcześniejsze, gdy Mikołaj był takim malutkim Bąblem i jestem zdziwiona, o ilu rzeczach już zapomniałam i sobie dzięki nim przypomniałam. Przeglądałam też zdjęcia i filmiki na dysku i widzę, jacy moi Synowie są podobni choć inni, podobne zachowania, gesty, często łapię się na tym, że coś co zrobi Dominik pobudza pamięć i wspomnienie czegoś podobnego, co robił Mikołaj. I on był kiedyś taki mały... a teraz, teraz jeździ na rowerze, jest średniakiem w przedszkolu, układa puzzle, robi laurki, pomaga w pieczeniu, ma swoich kolegów, zainteresowania.
Coś popłynęłam z tym tekstem i dygresjami chyba :) Miało być o Dominiku, a może nie o nim, może o nas, o tym co się przez te półtora roku zmieniło, że tak naprawdę od porodu minęło 18 miesięcy, ale w rzeczywistości w naszych myślach, planach najmłodszy jest przecież dłużej. Już w ciąży z myślą o nim urządzaliśmy mieszkanie choćby, rozmawialiśmy z Mikołajem przygotowując go na zostanie Starszym Bratem. Właściwie o tym kiedy zaczyna się macierzyństwo pisałam już... wow cztery lata temu... 4 lata?!? Tak czy inaczej TU :)
Dobrze, może jednak skończę na dziś. Chociaż jeszcze dane statystyczne ;) Ubranka na 92, w część 86 jeszcze wchodzi. Zębów "aż" 7. Waga... hmmm kilkanaście, ale ile dokładnie nie mam pojęcia. Wypadałoby Krasnala zważyć :) Buciki 22/23.
Zbliża się 3 na ranem/w nocy - dlaczego jeszcze nie śpię? Za 3-3,5 godziny Dominik się zbudzi i się zdziwię, że się nie wsypałam, więc czas zrobić "papa" ;)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Mikołaj - stróż domowego ogniska ;)

Jak nie było o ciąży, to teraz o Mikołaju brak wpisów ;) Dziecko mi się zmienia i nawet nie wiem kiedy ten czas leci... Od kilku dni razem gotujemy, sprzątamy, mam takiego małego, prywatnego pomocnika, a że czasem wszystko trwa dzięki temu dłużej, to cóż, skoro jest przyjemniej i zabawniej? Oczywiście do Bąbla nie dotrze, że nie wszystko sam da radę zrobić, a i nie chcę mu zabraniać na zasadzie, odejdź, pobaw się, sama zrobię lepiej i szybciej, bo się boję, że potem go nauczę, że mama sama w garach siedzi i sprząta i nie będzie chciał dla odmiany pomagać. Oczywiście tacie też pomaga w weekendy, a ja mam wtedy mniej więcej wolne i czas na zregenerowanie sił przed kolejnym tygodniem. Poza porankami, gdy Tomek chce się wyspać i z M robimy śniadania.
Kilka scenek rodzajowych:
  • robienie pancakesów np.: Mikołaj odmierza łyżeczkę proszku do miseczki (nie ryzykuję bezpośredniego dodawania do ciasta - aż taka odważna nie jestem ;)), potem przesypuje do miski, to samo z maślanką i innymi składnikami. Otwiera mi szafkę z garnkami i pokazuje patelnię. Gotowe naleśniczki zanosi tacie do łóżka i razem kosztują - pycha, ok wracamy do pieczenia, zanosimy resztę na stół i przygotowujemy stół - my, bo M wykłada podkładki i sprawdza czy każdy ma coś do picia

piątek, 21 grudnia 2012

Jasełka w żłobku

Wczoraj byliśmy na wystawianych przez przedszkolaków jasełkach, Maluchy ze żłobka były kolorową widownią. W ostatniej chwili dowiedziałam się, że mają być - o ile to możliwe - przebrane za bajkowe postaci. Nie zdążyłabym już niczego uszyć, więc wypożyczyliśmy strój. Wielkiego wyboru na takiego Skrzata nie było. Mógł być panem biedronką, ale czułka, skrzydełka i reszta zapowiadały częste ściąganie i ogólne niezadowolenie. Inną opcją był książę, ale tu problemem była korona i gruby płaszcz (w żłobku jest ciepło), plus guziki, które Bąbel usilnie próbował oderwać i przyjrzeć im się z bliska. Wybraliśmy przebranie Alladyna i bardzo, bardzo, ale to bardzo mi się podobał :) Jako mama nie jestem obiektywna, ale co tam. Było też wygodne. I nawet czapka/turban nie budziła protestów. Kilka zdjęć mojego przystojniaka - zamazane, bo robione bez lampy, by nie zakłócać pracy fotografa, ale czekamy na lepsze od niego. Oczywiście musiały być przekąski, bo inaczej Bohater tak cierpliwy i zadowolony by nie był.

sobota, 15 grudnia 2012

Jadę! Zdobędę cały świat

Nie wiem czy istnieje gdzieś jeszcze dziecko, które tak uwielbia podróże pociągiem ;) Przy ruszaniu ze stacji woła wesołe "Tu! Tu!". Kontrole biletów i konduktor to specjalne wydarzenie, zawsze daje swój bilet płatny całe 0 zł, ale jest tylko i wyłącznie jego. Dumny, mały pasażer.
Oczywiście przy dłuższych wyjazdach lub tłoku tak szczęśliwy nie jest, ale zdobywanie i poznawanie świata to czysta przyjemność. Spójrzcie na te widoki!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Pada śnieg! Czas na sanki

Pada śnieg, pada śnieg :) Jeszcze jest go mało, ale moim mężczyznom to nie przeszkadza w zabawie. Jak śnieg to sanki. Tegoroczny debiut, po zasłużonym odpoczynku. Oczywiście przy takim szaleństwie zdarzały się też upadki. Nasz model jest o tyle dobry, że można je ciągnąć, pchać - regulowana wysokość rączki pozwala na to też Mikołajowi i mają ocieplany wkład, w którym zmieszczą się dwa bąble. Na głowie czapka Feliks, którą dostaliśmy od firmy Yo! (więcej w kolejnym wpisie - będzie też dla Was konkurs z ubrankami dziewczęcymi). Kurtka zimowa - zeszłoroczny prezent świąteczny od kuzynostwa, do którego dopiero dorósł i kombinezon ogrodniczki od rodziców (czyli od nas) na Mikołajki - w niespodziance były też zabawki :)
Zdjęcia z balkonu w dużym zbliżeniu:

czwartek, 29 listopada 2012

Małe sukcesy - wielka radość

Nocnikujemy już od jakiegoś czasu i wieczorem siku praktycznie jest zawsze, z rana przeważnie. W ciągu dnia ze względu na żłobek różnie. Ale... od tygodnia żadna kupa nie wylądowała w pieluszce :) Wszystkie w nocniku. Mikołaj pokazuje pupę i leci do łazienki po nocnik (wcześniej zapala światło, po wyjściu gasi - szok!), przynosi, stawia i próbuje się rozbierać, w tym zdecydowanie jeszcze trzeba mu pomóc. Zasiada na tronie uśmiechnięty. Czasami towarzyszy mu książeczka, którą wcześniej sam weźmie, innym razem zabawka lub soczek. W przypadku siusiu co jakiś czas wstaje i sprawdza, "nie ma" to siada dalej, ale bez przesady, nie przesiaduje na nim całego dnia. W przypadku kupy od razu jest dłużej. Potem, gdy w mieszkaniu unosi się specyficzna woń, wstaje uśmiechnięty i bije sobie brawo. Rodzice z nim i wielka radość panuje w całym domu - szczególnie u tego rodzica, który akurat nie zajmuje się wyniesieniem nocnika ;) Ostatnio po siku, zabieram nocnik, a tu bunt i po niego ponownie idzie, na zasadzie: "a co mi tam" wysadzam i po chwili kupa - jednak dziecko wie, czego potrzebuje. Na szczęście. 
Wg niektórych, to i tak późno, wg części za wcześnie - wszystkim nie dogodzisz. Od początku przyjęliśmy zasadę nic na siłę, ale konsekwentnie po pobudce, spacerze, posiłku. Początkowo rezultaty były na chybił trafił, teraz już zorientował się o co chodzi i że rodzice się cieszą jak coś jest w nocniku i mają specjalne (głupawe) wierszyki i piosenki na tę okazję ;) Cel: odzwyczajenie od pieluchy przed narodzinami brata - jak najbardziej realny i myślę, że to kwestia tygodni tak naprawdę. Tylko żłobek odrobinę psuje szyki, bo tam w pieluszce biega. Od stycznia pewnie będzie ze mną w domu po przeprowadzce - do czasu znalezienia nowego, to może wtedy przyspieszymy naukę.

poniedziałek, 1 października 2012

Leniwy weekend

Uwielbiam soboty i niedziele :) Najpierw załatwiliśmy kilka spraw w mieście, potem poszliśmy na obiad do restauracji - pyszny! Po jedzeniu spacer po starówce i powrót Wisłą. Mikołaj zachwycony wodnym transportem i rzeką:

W ogóle się nie bał. Potem powrót laskiem i zbieranie kasztanów i żołędzi - zrobimy z nich koniki i inne stwory, ale to jak zacznie padać deszcz i w domu będzie musiał więcej siedzieć.

środa, 26 września 2012

Zmiana żłobka

A właściwie przejście z klubu malucha do żłobka. Byłam z tego pierwszego bardzo zadowolona, ale niestety był daleko, a teraz mi pod nosem - jakieś 10-15 min spacerkiem - otworzyli nowy żłobek. Mikołaj dostał się do grupy Raczków 18-24 miesiące, zdecydowana przewaga chłopców. Wyjdzie trochę drożej, ale za to z wyżywieniem i nie muszę na autobus wydawać. Poza tym jak go zaprowadzę na 5 godzin, to 4,5 moje, a tak traciłam sporo na dojazd, a że idzie jesień/zima i do tego ciąża, to się przenosimy. 
Dzisiaj był dzień oswajania (jeszcze z rodzicami), zaledwie 2 godzinki, ale M sporo szalał. Najpierw młotkiem coś majsterkował i wbijał, potem się do niego kolega dołączył, przerzucił się na klocki, motoro-rower, jeździk, piłkę, tańczenie. Jakoś w połowie było jedzenie wspólne. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Panie sympatyczne i mają podejście do dzieci. Jedna jest jakoś w moim wieku, a druga starsza - budzi zaufanie i przypomina mi moją ciocię ;) Zobaczymy jeszcze jutro i w piątek, a od poniedziałku na dłużej, pewnie z 5-6 godzin, może czasami mniej, ale to się okaże. 
Wszystko jest dobrze zaplanowane, poza salą zabaw jest sypialnia, a do tego specjalne pomieszczenie na kurtki i buty - każdy ma swoją szafkę. Do tego szufladę na pieluchy, chusteczki, ubranka na zmianę. Łóżeczka też są przypisane i na każdym własna pościel, piżamka i zabawki ewentualnie.

Jeśli chodzi o ciążę, to na razie wszystko dobrze. Odebrałam wyniki i mam wszystko w normie. Niestety dzisiaj na jakiś czas wróciły mdłości. Przeszły, więc na specjalne zamówienie męża - domowa pizza, już ciasto rośnie, pieczarki i inne dodatki gotowe. Waga bez zmian :)

piątek, 21 września 2012

Język gestów tylko dla wtajemniczonych

Chyba każda rodzina ma typowe dla siebie zachowania, gesty, powiedzonka, wewnętrzne żarty, historyjki. Komunikacja dziecko-rodzice rządzi się specyficznymi prawami. Często tylko mamy rozumieją, co ich syn/córka próbuje przekazać. Są słowa i gesty uniwersalne typu: papa, opa, mama, da da, mniam mniam z głaskaniem brzuszka itd. Mikołaj potrafi też oznajmić, że czegoś nie ma słownie (tradycyjne i zrozumiale "nie ma") i za pomocą rąk (rozłożenie i pokazanie pustych, czasami z pytaniem "gdzie" i wzruszeniem ramion w tym geście), ostatnio powiedział "banana nie". Ma też swoją składnię, np. "ma ma" nie oznacza mamy a zaprzeczenie "nie ma" i prośbę o dokładkę, bo tam gdzie nie ma, ma być - niby logiczne, a nie wszyscy wiedzą o co mu chodzi. Oczywiście jest też piękne wyraźne "mama" i "tata". 
Część gestów rozumieją tylko najbliżsi, bo tworzą się przypadkowo. Wołanie raz dwa trzy - odpowiednio zmienione na "ja dwa tsyyy" lub coś w tym stylu, ale z odpowiednią intonacją - oznacza, że zaraz nastąpi rzucenie się na stertę poduszek, na mamę, do wody lub atak na stojącą miękką przeszkodę. "Bam" - idziemy do małego pokoju i się bawimy na tymczasowym posłaniu cioci - biedna na ziemi została położona, z pokazaniem kto ma gdzie się położyć, czyj jest który jasiek i czy przykładamy do niego głowę na ziemi, ścianie, krześle... o dziwo każdy wie o co chodzi i co ma robić.

sobota, 15 września 2012

Bezsilność

Wraz z pojawieniem się na świecie Mikołaja często czuję się wyjątkowa, potrzebna, niezastąpiona, kobieca, kochana, silna. Czasami jednak zdarzają się chwile, gdy jestem bezsilna i boję się o niego. Dzisiejsza noc zalicza się do takich momentów mojego życia. Mały obudził się około 4 z płaczem, cały drżał z zimna, mimo że w pokoju było ciepło, a on był przykryty. Nie pomagało tulenie, noszenie, nie chciał niczego pić, ani mleka, ani wody. Nic. I cały czas się trząsł. W takich chwilach dociera do mnie jak mały i bezbronny jest, choć gdy biega i się śmieje wydaje się już taki duży i silny. Czułam się całkowicie bezradna. Nie wiedziałam jak mogę mu pomóc i to było straszne. Nie mówi, więc jedynie instynktownie mogliśmy zgadywać co się dzieje.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Po dłuższej przerwie

Oj dawno nie pisałam, dawno.
Zmiany, zmiany i jeszcze więcej zmian :) Mikołaj się rozwija w zastraszającym tempie, jest boski, żywy, ale na szczęście jak śpi, to nic go nie obudzi i przesypia noce. Działalność ok, powoli, ale się rozkręca - na szczęście.
Zaczęłam dietę (więcej tu), niestety na razie moja systematyczność ma się nijak, ale teraz będzie już tylko lepiej. Chcę schudnąć, poprawić kondycję i przygotować się do... drugiej ciąży :) Jeszcze nie jestem, ale to najwyższy czas. Mam wrażenie, że jak poczekam za długo, to się rozleniwię, przyzwyczaję do większego dziecka i ciężej będzie podjąć decyzję o drugim.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...