Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-12 miesięcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6-12 miesięcy. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 kwietnia 2014

Spacer, niby taki sam a inny :)

Dominik rośnie jak na drożdżach. Ukradkiem minęło 11 miesięcy i zbliża się roczek. Włosy coraz dłuższe i mimo podcięcia przeze mnie nadal za długie i takie rozczochrane, więc powoli się szykuję na wizytę u fryzjera, albo zbieram odwagę na samodzielne strzyżenie maszynką, tylko tu efekt może być zaskakujący i daleki od zamierzonego :) Zęby nadal dwa i więcej chyba jeszcze przez jakiś czas nie będzie, czyli idzie w ślady Mikołaja. Coraz więcej potrafi, stawia pierwsze samodzielne kroki. Na razie dwa, trzy, ale się rozpędza i coraz częściej próbuje. Wróżę mu niedługi sukces, a sobie latanie za nim ;) Na szczęście nadal śpi w ciągu dnia - codziennie, raz, ale zawsze. Chodzi spać w okolicach 20, raczej przed, a budzi się koło 6.30-7, więc też tragedii nie ma. Jeżeli ktoś w tym miejscu pomyślał, że śpi bez przerwy to błąd krytyczny, budzi się na mleko jeszcze.
W związku z tymi zmianami, chęcią chodzenia, poznawania, dotykania wszystkiego zmieniła się też forma naszych spacerów. Wprawdzie jeszcze wytrzymuje w wózku na zakupach czy czas dotarcia do placu zabaw przetrwa całkiem spokojnie, ale jak już widzi, że się zbliżamy, to nie ma mocnych. Chce wyjść i się bawić! Co za frajda w samym siedzeniu i oglądaniu innych? Praktycznie codziennie jesteśmy na placu zabaw. Piaskownica to jego nowe królestwo, szczególnie łopatka i niszczenie moich budowli i babek. Najchętniej wychodzi jak jest też Mikołaj z nami. Poza tym odkrył przyjemność huśtania się na zwykłej i takiej podwójnej huśtawce z Bratem. Oczywiście place zabaw nam się zmieniają, bo na każdym jest coś innego, a i mi by się szybko znudziło to samo miejsce. Z Mikołajem przetrwałam tylko dlatego, że było kilka znajomych mam i czas zabaw dzieci, to był czas naszych pogaduszek. Teraz jakoś mało dzieci jest i nie wiem czy to ja w tak dziwnych godzinach chodzę, czy w złe miejsca?
Nawet spacer do lasu już nie jest taki sam, bo przecież "Mamo tam jest mech, igiełki i ja muszę być bliżej, dotknąć, powąchać", a "może to się je"? Jest ciekawie :) Chociaż opcja szybkiego marszu i spalania kalorii odpadła, to za to więcej dźwigam, oczy dookoła głowy i jeszcze umiejętność przewidywania przyszłości poproszę, bo pomysły są przeróżne.

środa, 19 marca 2014

Mama am - kochany jest! I laryngolog

Nie mogę, muszę się z Wami tym podzielić :) Od kilku tygodni, ilu dokładnie niestety nie wiem, Dominik wrzuca kostki edukacyjne do żyrafki - takiej od Fisher Price, chyba jedna z bardziej popularnych wkładanek. Prezent od mojej mamy dla Mikołaja, który bawił się nią super, potem powędrowała na kilka miesięcy do kolegi i wróciła do Dominika. Po każdym wrzucie gra muzyczka, a Młodszy bije sobie brawo ;) My mu też przyklaskujemy, a Starszy Brat pomaga wydobyć klocki z głębin. Chociaż jeżeli mowa o wkładankach, to polecam wiadereczko z dopasowywaniem kształtów już dla ciut starszych szkrabów.
Ale nie o tym miało być, chociaż podejrzewam, że to właśnie ta umiejętność teraz "zaowocowała".
Jesteśmy w kuchni. My, czyli Dominik i ja. Zaczęłam szykować obiad, Bąbel jeszcze na rękach, bo zastanawiałam się, co by tu zrobić dokładnie. Zobaczył chrupki kukurydziane i wyciąga rączki. OK chrupek dla niego, przy okazji kilka dla mnie. Zjadł i znowu chce. Dostał i co? Obraca w dłoni, chwyta niby kostkę, uśmiecha się delikatnie, mówi "am" i nic. O co chodzi? "Mama". Tak? "Am! Aaaa". A.... Otwieram buzię i chrupek ląduje z głośnym "Am". Uśmiech od ucha do ucha i "Ba, ba" z biciem brawa... Rozkoszny jest.
Taaa, czy mama czy żyrafka, co za różnica? Mamusia przecież też jest głodna ;)

sobota, 1 lutego 2014

Dominik na basenie

Chciałam napisać, że w piątek Dominik był pierwszy raz na basenie, ale to by nie była do końca prawda. I nawet nie mam na myśli filozoficznych rozważań i abstrakcji bycia na basenie jeszcze w okresie ciąży :) Czasami wydaje mi się, że u nas niewiele się dzieje, ale jak się dobrze zastanowić, to Najmłodszy swoim krótkim życiu był nad morzem kilka razy i zamoczył stopy w Bałtyku. Spacerował nad zatoką w Trójmieście w chuście i wózku. Moczył nogi w jeziorze i we wrześniu ponownie spacery po plaży w Juracie. Poza tym w czasie tego długiego weekendu korzystaliśmy z hotelowego basenu i by się kąpał, ale nie zabraliśmy pieluszki dla niego, więc jedynie podziwiał pływającego Mikołaja i ponownie moczył stopę i rączki.
Jurata 2013, Dominik i Mikołaj
Wracając jednak do rzeczywistości dopiero wczoraj pierwszy raz się kąpał.

środa, 15 stycznia 2014

I ruszył!

Tak, tak raczkujemy już coraz lepiej. Pokazywanie przez Mikołaja i przeze mnie musiało pomóc. To samo próby skakania i chodzenia, bo wzmocniły nóżki i nagle z dnia na dzień raczkujemy. Jeszcze nie jest to prędkość światła, ale się przemieszcza zdecydowanie i w pożądanym kierunku. To teraz oczy dookoła głowy do potęgi n poproszę :)
Nie wiem czy uda mi się wgrać film, ale może. Jeżeli się nie włącza to tu link bezpośredni. Muzyka na chybił trafił, chodziło głównie o zatuszowanie mojego entuzjastycznego kibicowania :) Brawa dla Pana w szarych spodenkach poproszę :)

czwartek, 9 stycznia 2014

Skok rozwojowy i Dominik w liczbach

Skomentowałam wpis u Oli o nagłym skoku rozwojowym rocznego malucha i stwierdziłam, że i u nas tak jest. Co mnie nie dziwi, bo z Mikołajem było podobnie, cisza, coś tam ćwiczył i nagle: Bum! raczkuje, wspina się, klaszcze i coś tam jeszcze. Z Dominikiem teraz mamy okres, gdy nagle potrafi coś, czego niedawno nie umiał i to kilka rzeczy:
  • stoi już bardzo ładnie (klik) i coraz odważniej sięga po coś, rozgląda się, przekręca
  • stara się podnieść z leżenia na brzuchu na czworaka, tu chwyta się szczebelków łóżeczka i przechodzi do klęczek i wstaje - to mu jeszcze nie zawsze wychodzi
  • za to technika z leżenia do siadania i podciągania się opanowana :) 
  • przemieszcza się na siedząca - nie mam pojęcia jak to robi, ale sadzam go w jednym miejscu i nagle jest w drugim bez przekręcania się
  • obracanie się plecy-brzuch-plecy czy leżenie-siedzenie-leżenie, to już pikuś
  • przeprosił się z raczkowaniem i próbuje podnieść pupę i kilka kroków/kolanek pójść do przodu. 
Pomagamy mu w tym z Mikołajem i pokazujemy co i jak. Często czytam, że przy dwójce starsze się cofa - u nas tego nie ma. Jak go poproszę to w formie zabawy raczkuje, ale poza tym go to nie kręci. Za to zaczął opowiadać bajki, podaje Dominikowi zabawki, odkąd Braciszek stoi, to coraz chętniej odwiedza go w łóżeczku, a Dominik chętnie obserwuje u Majka w pokoju jego zabawy z nami. Najlepszą "zabawką" Młodszego jest właśnie Starszy Brat :)

piątek, 3 stycznia 2014

I łóżeczko w dół! Plus wiadomości w skrócie

Łóżeczko od wczoraj na najniższym poziomie, bo Najmłodszy w rodzinie sam wstaje i było ryzyko, że się przechyli i zrobi wielkie Bam! Jest przewspaniały i cały czas odkrywamy jakieś nowe umiejętności. Przesuwanie się na siedząco na pupie, wstawanie, zabawy rączkami, coraz bardziej precyzyjne chwytanie i zainteresowanie wszystkim. Stoi już na tyle pewnie, że wystarczy, że trzyma się jedną ręką, a drugą sięga do nas, po zabawki, próbuje się schylać, odwracać. Szaleństwo! :)

W łóżeczku "normalnym", drewnianym, ze szczebelkami sam się podnosi, w turystycznym stoi jedynie jak się go odkłada, bo nie ma się czego chwycić i wspiąć. Swoją drogą w domu mamy jedno w sypialni, a przenośne zostało po Sylwestrze i odwiedzinach kolegi - czeka na korytarzu na złożenie. Przydaje się, więc może je jednak zostawimy w domu w ramach kojca.

piątek, 29 listopada 2013

Siedem miesięcy

Trudno uwierzyć, że to już, ale tradycyjnie i dopiero, bo mam wrażenie, że Dominik jest z nami od zawsze :) Kochany Szkrab. Jeszcze ciut chory, ale coraz lepiej. Za to uśmiecha się cały czas. Taki pogodny mały Urwis :) Mikołaj zachwycony, że ma młodszego Brata, tuli, bawi się. Ogólnie dobrze jest i jeżeli się obawiałam w ciąży zazdrości, to na szczęście bezpodstawnie.
Wracając do Dominika. Na wadze 10 kg, więc mam co nosić, ale jakoś tego nie odczuwam. Uwielbia mleko i spokojny sen po posiłku, to przebudzenie przy mnie. Sama radość. Jeżeli wcześniej próbuję odejść, to jakiś wewnętrzny radar czuwa i nagle otwarte oczy uważnie mnie obserwują. I może powinno mnie to niepokoić, ale da się to obejść i utulić go tak, że i swoje sprawy w czasie drzemki mogę zrobić, a to wtulenie się, gdy jednak zostaję jest bezcenne. Ufne. Wspaniałe. 
Jak jest brat, to się rozgląda, cieszy na sam widok, chce się już bawić. Na razie poza czytaniem, wspólna zabawa polega na budowaniu (M) i rozwalaniu (D) klocków ;) I o dziwo nawet bez protestów, że coś zburzył, bo z tą myślą Mikołaj buduje - szok! Dzieli się też zabawkami. Dominikowi wystarczy, że jest w tym samym pokoju i zabawą dla niego jest obserwowanie, co robi starszy Brat. A ten pokazuje mu swoje dzieła co jakiś czas, zagaduje, uśmiecha się, daje buziaka. Już widzę jak się wspólnie bawią za jakiś czas, gdy młodszy będzie bardziej mobilny.
Z umiejętności... nie wiem co kiedy się pojawiło. Przyznaję. Trochę się martwię, że wszystko jest jakby później w porównaniu ze starszym, ale on bił rekordy, więc nie jest wyznacznikiem. Z książeczką zdrowia i postępami się zgadza. Uśmiecha się pięknie, odpowiada uśmiechem, wszystko go interesuje, przekręca się i obraca. Pewnie siedzi. Przejawia raczej chęć chodzenia a nie raczkowania, ale podobno i ja ominęłam ten etap - surprise, surprise :) "A kuku", łaskotki to jest to. Książeczki kontrastowe mógłby oglądać - i gryźć - długo. Poza tym do ulubionych zabawek należy żyrafa z klockami i piesek z budą grający, może dlatego, że sam potrafi już włączyć muzyczkę i coś się świeci, śpiewa. Interesuje go praktycznie wszystko.
Spacery ostatnio powoli w wózku, albo w chuście na plecach. Musi widzieć co się dzieje. Leży jedynie jak śpi praktycznie, a tak chce siedzieć. Za to spokojnie mogę pójść wszędzie, a on z zainteresowaniem się rozgląda. Etap buntu wózkowego, gdy chciał widzieć wszystko siedząc, a jeszcze nie powinien długo ominęliśmy dzięki chuście. 
Chętnie je owoce. Widać, że jak coś jemy, to by zabrał i spróbował. Niestety za marchewką nie przepada. No dobra, marchewki nie cierpi, co jest utrapieniem, bo większość słoiczków z nią jest, a i do zup najchętniej daję. Za to przepada za jabłkami, bananami, gruszką. Maliny, jagody też mogą być. Kaszka gorzej. Dynia czasami. Brzoskwinie o ile w towarzystwie giną, to tak, same nie. Z warzyw w sumie jedynie ziemniaki bez problemów. Soczki i owszem (i tu nawet marchewkę można przemycić), ale na łyżeczce - butelka jest beee. I nie ma znaczenia, czy jest w niej moje mleko, woda, herbatka, nie i tyle. Taki trochę niejadek, ale ma czas, więc się nie przejmuję za bardzo, bo i tak moje mleko na razie rządzi. Za to doceniam wszystkojedzącego Mikołaja ;)
Ostatnio coraz częściej nachodzą mnie myśli o trzecim dziecku. Mało rozsądne finansowo. Kilka lat temu bym się postukała w czoło, jakby mi ktoś o tym powiedział, ale jednak do tematu wracam. Może opieka nad Dominikiem jest o tyle łatwiejsza, że nie jestem przemęczona, cieszę się macierzyństwem i nawet ostatni tydzień z chorą dwójką mnie nie zniechęcił, a wręcz nakręcił? Nawet z Tomkiem o tym rozmawialiśmy. Mikołaj byłby zachwycony, bo od jakiegoś czasu mówi, że chciałby jeszcze jednego braciszka i siostrzyczkę. Nie "lub" a "i". Tylko tu chęci a możliwości, bo znowu wypadam z rynku pracy, pierwsze lata finansowo nie byłyby złe, bo wydatki skrajnie ograniczone, bo praktycznie wszystko mamy, ale co potem? Temat na dłuższy wpis, zdecydowanie do rozważenia poważnego. No i nie teraz, zaraz już, a tak za pół roku, by mały mógł się nacieszyć mlekiem, tym, że mogę go podnieść, bawić się bez obaw. W ciąży nigdy nie wiadomo co się wydarzy, czy pobyt w szpitalu lub leżenie nie będzie konieczne. Ale o tym innym razem o ile za kilka miesięcy nadal będę czuła potrzebę powiększenia rodziny. Na razie mam dom pełen mężczyzn i nimi się zajmę, a oni mną ;)

czwartek, 7 listopada 2013

Am, am - mały Dziobak :) I kocyk

Pamiętam dokładnie to samo było z Mikołajem. Przypuszczam, że wiele dzieci tak ma. Pierwsze próby rozszerzenia diety i między innymi słoiczki. Najpierw dwie, trzy łyżeczki. Kwaśna mina i "co to?", ale "dlaczego mi to dajesz?". Chcę mleko! Próby wyplucia, mamlanie, kosztowanie. Czasami udawało się zjeść czyściutko, czasami cały był umorusany i nie tylko on. Potem to zdziwienie i radość, że zjadł już pół. A teraz? Pochłania cały słoiczek owoców, deserków i nawet nie zauważam kiedy skończy. Jak coś jem, to najchętniej by mi zabrał i spróbował - szczególnie, że czasami owoc w ten sposób podbiera i mu się udaje. Oczywiście się nim nie naje i jeszcze chce pierś. I to atakowanie łyżeczki. Am! Dziób! Mam :) Nie, żeby na pierś się nie rzucał i nie szukał :) 
Drzemka, przebudzenie - co jest najlepsze? Widok i zapach mamy obok. Uśmiech. Radość. Ta bliskość.

I przy okazji poznajcie Bąbelka w małym przyczajeniu:
Ukryty pod robionym przeze mnie kocykiem. "Robionym", bo to jeszcze nie koniec. Ciut mały na razie ;) Więcej ujęć TU. W kuchni, na leżaczku. Oczywiście taki błogostan trwa sekundę, kop i kocyk jest gdzie indziej, można go gryźć, miętolić, a co! I to baczne obserwowanie co robię. Może naczynia ze zmywarki, a może jedzonko? O jedzonko :) Mały, kochany Urwisek :) Kocham!

środa, 15 lutego 2012

Roczek

Było tyle świętowania, że czasu na wpisy brak. Dziewiątego lutego Mikołaj skończył rok. Jak ten czas leci... Z mężem i siostrą pochłonęliśmy tort i zaśpiewaliśmy "Sto lat!", ale impreza rodzinna została przeniesiona na niedzielę. Zjechała się część rodzinki i po obiedzie był ponownie tort (oczywiście inny), "Sto lat!", wróżba i prezenty, mnóstwo prezentów! Misiek zadowolony, choć na początku ilość osób go przeraziła i uderzył w płacz.
Wróżba. Ponoć tradycją jest, że stawia się przed rocznym dzieckiem kilka przedmiotów i zależnie od tego, co wybierze, taką będzie miał przyszłość. Bąbel wybrał kieliszek... a potem monetę... Hmmm... może będzie właścicielem winnic polskich, albo koneserem, właścicielem baru? Bardziej oczywiste skojarzenia (typu: przepije wszystko) pomijam milczeniem :)
Zabawek i ubranek dostał bardzo dużo. Wspaniały składany jeździk, który jest hitem. Początkowo jeździł tylko do tyłu, ale opanował już jazdę do przodu i skręcanie. Więcej napiszę o nim później, bo to genialny pomysł na prezent. Zestaw Lego Duplo (zielone wiaderko i kilka zwierzątek z farmy) o czym również w późniejszym czasie z porównaniem z klockami Wadera. Wiaderko wkładankę-dopasowankę (nazwa moja), wieżę z kółek, młoteczek, edukacyjnego pieska mówiącego i śpiewającego w dwóch językach. Radości przy odpakowywaniu i próbowaniu było wiele, choć do części prezentów zapał przyjdzie wraz z umiejętnościami. Po wszystkim spacer.
To takie szybkie podsumowanie.

piątek, 3 lutego 2012

Klocki

Stało się to co przewidywałam od dawna. T. przyniósł do domu wiaderko klocków :) Mikołaj szaleje. Wszystko zaczęło się od wyjścia do znajomych. Tam układaliśmy klocki Duplo z dzieciakami i M. był zachwycony. Bawił się sam w przekładanie z pudełka do pudełka albo rozbrajał dzieła innych. Mama/babcia na wieść o tym zapowiedziała, że zacznie kolekcjonować w formie prezentów Duplo i pierwsze Bąbel dostanie już na roczek, czyli za jakiś tydzień, ale T. nie wytrzymał i tym sposobem dzisiejszy wieczór to przekładanie, układanie, rozwalanie i tak w kółko. Oczywiście i mnie to nie ominęło, bo klocki, puzzle i wszystkie tego typu uwielbiam.  T. też, więc M. nie mogło to ominąć, ma to we krwi :D

czwartek, 26 stycznia 2012

Mam swoją szafę :)

Pamiętacie jak pisałam w poście o zabezpieczeniach do szafy, że M. otwiera szafę T. i "robi porządki"? Po ostatnich przemeblowaniach komodę z jego ubrankami zastąpiła szafka. Zadowolony podchodzi i otwiera - widzi swoje ciuszki  - uśmiech i patrzy na mnie, na szafę, na mnie, na ciuszki - większy uśmiech. Zamyka. Odchodzi. Wraca, otwiera, zamyka. Odchodzi i wraca. Wyjął bluzkę i rajstopy, sygnał, że czas wyskoczyć z piżam :) Genialny jest, cudowny i kocham go z każdym dniem coraz bardziej. 
To jego bieganie po domu, bo prędkość osiąga kosmiczną! Przenoszenie konika, na którym powinien raczej siadać, choć i buja się ślicznie, a właściwie podskakuje, przynoszenie zabawek i "da" [daj=proszę;)] uśmiech i powrót po nie lub kolejna porcja. "Tata ta ta ta" na dźwięk domofonu i widok T. lub błędnie... listonosza, ale szybko się speszony przytula do mnie. Przekładanie klocków z jednego pudełka do drugiego, z jednej strony na drugą.
Uśmiech, radość jaką wnosi. Jest wspaniały, ale jak szybko rośnie, zmienia się... jak zatrzymać czas?

środa, 25 stycznia 2012

Dziecko w drodze

czyli spóźniony (a obiecany) opis drogi na święta - wiem, że już miesiąc minął, ale dużo się działo. Będziemy mieli większe mieszkanie! Nadal nie mogę w to uwierzyć :) Ale do rzeczy...
Część pierwsza wyprawy pociągiem do mamy niestety przypadła na szczyt wirusówki M. Pierwszej i niespodziewanej, choć po przebojach T. można się było w sumie tego spodziewać. Generalnie do przyjemnych nie należała, ale pociągów nie skreślamy, bo mały lubi nimi jeździć. Może pochodzić, zasnąć spokojnie na ramionach moich, T. lub swoim kocyku rozścielonym na siedzeniu. I bardzo ważne - przedział dla matki z dzieckiem :) Jest miejsce przeważnie, choć nie we wszystkich pociągach są.
Wyjazd na wielkie biesiadowanie to ponad 4, a właściwie 5 godzin samochodem. Wyobrażacie sobie małe, żywe, wiecznie biegające dziecko siedzące spokojnie w samochodowym foteliku? Właśnie... Zaczynam się przychylać do stwierdzenia znajomego, że na wyjazdy z dziećmi, które siedzą w zajmującym sporo miejsca foteliku i potrzebują wózka potrzebne są samochody rodzinne. My jechaliśmy zwykłym, skądinąd genialnym autem i to obładowani prezentami, jedzeniem, zabawkami itd., więc wózek został w domu. Obawialiśmy się dodatkowo tej drogi, bo M. dopiero wyzdrowiał, ale wyjścia nie było.
Zastosowaliśmy kilka prostych zasad, które szczególnie przy długich trasach się przydają (jak znacie więcej/inne to proszę napiszcie w komentarzach, każda myśl może być zbawienna :)).
Godzinę wyjazd dopasowaliśmy na tyle ile się dało do rytmu dnia Szkraba, czyli w czasie jego dziennej drzemki (im dłużej śpi, tym dłuższy fragment trasy mija w ciszy i spokoju z pięknym widokiem drzemiącego synka...). Może jeszcze lepszą opcją byłby przejazd nocny, ale niestety ta opcja u nas była niemożliwa. Przed wyjazdem zabawa i zabawa by się wybrykał i zmęczył. Po pierwsze będzie dłużej spał, a po drugie nie będzie mu aż tak brakowało ruchu, bo część dziennej dawki energii zużyje :)
Wygodny, bezpieczny, dopasowany do wieku i wagi dziecka fotelik samochodowy! I tu proponuję poczytać, popytać znajomych, obejrzeć filmy z testów, sprawdzić wszelkie możliwe. Wiem, że są też takie rozkładane do drzemki, sama nie mam, więc się nie wypowiem, ale koleżanka wozi dziecko i jest zadowolona. Ważne są też "przydasie", czyli picie, jedzenie, higieniczne sprawy (pieluchy, chusteczki, śliniak/tetra, coś do podłożenia by przebrać itd., itp). Latem i w czasie śniegu przydaje się przesłonka na okno, by słońce nie raziło, podobnie w nocy. Do tego zabawki i głowa pełna pomysłów plus nieograniczone pokłady cierpliwości :) U nas się też sprawdza metoda zwana "mama jedzie z tyłu"... Mimo genialnego kontaktu T. z Bąblem i tak łatwiej mi go uspokoić, stety/niestety.
Zaplanować przerwy i postoje (raczej nie wypadną dokładnie tak jak byśmy chcieli i małe samochody mają jeden z nielicznych plusów w rodzinnych wyjazdach - wcisną się w jedyne wolne miejsce w mieście lub koło sklepu potrzebne na już - przetestowałam z płaczącym/wyjącym M. ;)). Przy długiej trasie nie ma szans by bez zmiany pieluchy, jedzenia czy chwili na rozprostowanie nóg się obyło. Nie i koniec. Lepiej się na to wcześniej nastawić, żeby potem nie pędzić i się nie denerwować, bo czas goni. 
I uwaga teoretycznie oczywista typu: zero latających małych obiektów w samochodzie czy czegoś za dzieckiem, co może na niego spaść. Pamiętajcie, że dzieci tylko pozornie mają krótkie rączki ale daleko nimi sięgają :) czyli np. blokada drzwi i okien z tyłu u malucha.
***
Wpis sponsorowany.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Choroba - zmiana pieluch i innowacje modowe ;)

Chyba nic poważnego, ale niestety M. dopadło choróbsko :( Już od soboty go męczy biegunka, więc po konsultacji dajemy sporo pić i probiotyk. Jest lepiej, ale nie cierpię jak jest chory i nie ma jak mu pomóc. Tylko tulić i tulić. No i jeszcze karmię czasami, więc teraz trochę częściej i uważam na to co jem, choć do tej pory na nic źle nie reagował.
Przy okazji odkryłam dwie rzeczy:
1. Po kolejnym prezencie, który poszedł bokiem pieluchy zorientowałam się, że choć Dada Premium 4 jest na 7-18 kg, to mój 10,5 kg Okruszek z niej wyrósł. Ponieważ na spacerze wcześniej byliśmy, a ze względu na gorączkę mieliśmy unikać dłuższych wyjść, szczególnie do zatłoczonych miejsc. To siostra poszła do najbliższego sklepu (Biedronka dalej) po Pampersy, a że ceny są kosmiczne, bo to asortyment "przy okazji" a nie główny, to zamiast 4+ skończyło się na opakowaniu 10 szt. Bella Happy 5 (12-25 kg). Są fantastyczne i wcale nie za duże, a o ile łatwiej się je nakłada ;) Pokombinuję z innymi firmami w rozmiarach 4+ i 5 i zobaczymy, bo trzeba będzie zmienić.
2. Zanim się zorientowałam to M. pobrudził z 10 kompletów ciuszków i z braku śpiochów, pajacy, rajstop szedł do łóżeczka w spodenkach delikatnych lub piżamkach - które ostatnio pokochał - i z... moimi skarpetkami/stopkami, które fantastycznie się sprawdziły jako podkolanówki dla niego :) Nie będzie problemu, że z nich wyrośnie.

Ponieważ dawno nie pisałam, to uzbierało się kilka tematów, choćby pierwszy śnieg i fantastyczna zabawa z sankami. Opis wyjazdu na święta i kombinacje samochodowe, by Skrzat wytrzymał te 4-5 godzin w jednym miejscu, ale o tym w kolejnych wpisach. Zainteresowanie cioć ;) No i nowe umiejętności typu wchodzenie po schodach i wspinanie się, nowe słowa itd.

Przy okazji zapraszam na candy wielkanocne, czasu jeszcze sporo, ale może macie ochotę na pisankę wstążeczkową. Zapisy na blogu robótkowym. Dla zakochanych zrobiłam kilka kartek walentynkowych i tradycyjnie wrzuciłam je do sklepu, choć na razie tylko jedną zieloną i kilka bardziej uniwersalnych - zapraszam ;)

środa, 11 stycznia 2012

Rok 2012 rokiem zmian

Już od kilku lat kolejny rok przynosi zmiany, ślub, ciąża, dziecko :) 2012 to koniec wychowawczego, działalność i zmiana mieszkania na większe połączona ze zmianą miasta. Dzisiaj jedziemy do dewelopera wstępnie wybierzemy mieszkanie, poznamy dokładne warunki i terminy spłat. Już się nie mogę doczekać.
Będzie się działo, a do tego zamierzam stracić z 10 kg - "pestka" ;) To będzie ciężka, ale satysfakcjonująca walka, taki jest plan. Nadal karmię, więc bez szaleństw, ale już/dopiero 2 kg poszły w niepamięć. Do wakacji chcę zobaczyć 6 z przodu, co przy obecnych 76 oznacza około kg miesięcznie. 
Przy okazji zaczęłam "produkcję" jajek karczochowych na Wielkanoc i niedługo będzie je można tu kupić.

czwartek, 5 stycznia 2012

Po świętach

Mam ostatnio mało czasu, więc skopiuję wpis z FB:
Święta... szkoda, że już się skończyły, to pierwsza Wigilia Bąbla. Dużo osób - około 20, normalne jedzenie z talerza mamy i babci - był zachwycony, prezenty... dużo prezentów. Niestety też dużo czasu w samochodzie i pociągu, a przed świętami pierwsza wirusówka, ale już dawno wszystko bdb. Chodzi coraz więcej i pewniej. Nauczył się robić hurra ;) Tzn. rączki do góry z uśmiechem :D Ogólnie zmienia się b. szybko, czasami za szybko, a czasami bym chciała, żeby już w przedszkolu był. Teraz słodko śpi, najwspanialszy widok pod słońcem, tuż po jego wspaniałym, beztroskim śmiechu :)
Pozdrawiam i mam nadzieję, po weekendzie napiszę więcej i częściej.

niedziela, 18 grudnia 2011

Pierwsze niepewne kroki

18.12.2011 :) Motywacja? Dotrzeć do bombki :) Postawiliśmy już wczoraj choinkę, bo wyjeżdżamy na święta, a chcieliśmy się swoją nacieszyć. Ozdoby wyżej ze względu na M., choć i tak go pilnujemy. Podszedł i stanął. Staje już bez problemu bez podpórek i gdybym robiła dziennie tyle przysiadów co on, to pewnie bym mogła w wyborach miss startować :) Sięga do jednej, ale nie daje rady, więc boczkiem kilka kroków w bok, samodzielnie, bez podpórek. Potem ode mnie do T. i powrót ćwiczył, tak na dwa-trzy kroczki. Kochany z uśmiecham na nas padał. Do niczego go nie zmuszamy, ale już nie mogę wyjść z podziwu, że niecały rok temu jedynie leżał, albo nawet w brzuchu kopał.

Święta... rok temu miałam brzuszek, spędziliśmy je kameralnie.













 W tym będzie rodzinny zjazd - prawie 20 osób :D Już się nie mogę doczekać. Dzisiaj robimy kartki, tzn. część ręcznie wykonanych już czeka na życzenia, część kupiliśmy, a teraz odciski dłoni/stopy i całusy od Mikołaja musimy dołączyć i na pocztę. Odnośnie robienia - wkręciłam się w bombki a'la karczoch wstążeczkowe. Kilka wystawiłam w sklepie (w tym celu między innymi założonym) i jeszcze kilka zdążę zdrobić, gdyby ktoś miał ochotę zapraszam tu. Część a prezenty poszła, albo sprzedałam poza portalem.

Wczoraj ponownie byliśmy na aquaBaby. Znowu śmiech i super zabawa, dodatkowo raczkowanie na piankowym materacu doszło. Lecę pakować prezenty.

sobota, 10 grudnia 2011

AquaBaby

Mikołaj jest urodzonym pływakiem ;) Całe 30 minut się cieszył. Nie straszna mu woda, a dzięki rodzicom, zabawkom i dzieciom (nie wiem czy w tej kolejności) fantastycznie spędził czas. Zaczęło się od rozgrzewki  na lądzie (ruszanie rączkami, nóżkami, masaż brzucha). Potem do wody i spokojne podskoki, odwracanie, akuku, pływanie na brzuchu, plecach, machanie rączkami, balonik i wiele innych. Rozszalał się, wesoły i uśmiechnięty od ucha do ucha :) Szkoda, że wcześniej nie poszliśmy. Cały kurs to cykl 10 spotkań. Będzie się działo.
Jeszcze sucha czuprynka:
 Mam sporo zdjęć z uśmiechem, ale nie chcę zamieszczać twarzy, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że mu się bardzo podobało :)

środa, 7 grudnia 2011

Pada śnieg - będą sanki

Mąż wrócił z biegania z uśmiechem i informacją: "Pada śnieg!" :) Co zrobiliśmy? Kupiliśmy sanki. Takie śliczności:
 
Mają rączkę do pchania z regulowaną wysokością, śpiworek, podnóżek i pasy bezpieczeństwa. Teraz tylko czekać na kuriera i więcej śniegu :) Już sobie wyobrażam M. w tym śpiworku, jak próbuje złapać śnieg.
Wiadomość dnia: w sobotę idziemy na aqua baby.

Kilka wpisów ze zdjęciami w akcji - są genialne! Sanki ;) Zdjęcia niekoniecznie :)

niedziela, 4 grudnia 2011

Pierwsze buciki

Zima się zbliża, a M. zaczyna chodzić, więc wypadałoby mieć buciki z antypoślizgiem na dwór. Wczoraj jechaliśmy pociągiem i nam bardzo tego drobiazgu brakowało. Do tej pory nie mogliśmy nic znaleźć, bo mały ma wysokie podbicie. Dzisiaj się udało i to dwie pary, rozmiar aktualny w ramach oswajania z butem 20 i kolejne 21. Odziedziczył po nas wielką stopę. Nie są to typowe zimówki, ale M. przy takich  protestował, bo mimo wszystko za ciężkie tak od razu, więc będzie w takich śmigał.
Mamusia sobie też kupiła ;)

niedziela, 27 listopada 2011

Bezpieczny dom

Mikołaj coraz więcej potrafi, dlatego musimy bardziej uważać. Od kilku miesięcy, jak tylko zaczął się sam przekręcać, mamy zatyczki w kontaktach, żeby nie włożył w nie swoich mokrych paluszków. Jak zaczął raczkować i wspinać się po meblach założyliśmy zabezpieczenia na szafki - szczególnie w kuchni, bo lubił je otwierać i pomijam zjazd z drzwiczkami na pupę, to wyciągał garnki lub śmieci, tzn. starał się, bo byłam szybsza, ale wymagało to ciągłej obserwacji. Bąbel jest bardzo uparty i jak sobie ustali cel, to do znudzenia próbuje, aż mu się uda (trochę biegania było). Założyliśmy więc zabezpieczenia na szafki kuchenne (zdj 2). U nas się sprawdza, bo o dziwo mimo swej siły, Mikołaj sobie z nimi nie radzi, nawet ja mam problem i muszę je odpinać, czyli dobrze jest, niebezpieczeństwo zażegnane. [dopisek ze stycznia 2012 - nauczył się je otwierać jakiś czas temu...]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...